„Astrofizyka dla młodych zabieganych” - recenzja

Opublikowano: 2020-01-14
Recenzja książki „Astrofizyka dla młodych zabieganych”.
Astrofizyka coraz bliższa nam wszystkim, kosmos coraz mniej odległy. Młode pokolenia… właśnie, co z nimi? Czy takie publikacje trafią na chłonny grunt?

Uważam, że w dzieciach należy rozbudzać zainteresowanie światem już od najmłodszych lat, a następnie ciągle to podsycać. Wiadomo, że trzeba to robić z głową, by chęć zdobywania wiedzy właściwie sama kiełkowała. Stąd uważam, że wszelkie tytuły przeznaczone dla młodszych czytelników powinny być dobrze napisane i atrakcyjnie wydane. Czy „Astrofizyka dla młodych zabieganych” spełniła moje oczekiwania?

Książkowa nowość Tysona „Astrofizyka dla zabieganych” to przewodnik po wszechświecie w kolorowej i ilustrowanej wersji dla młodszych czytelników. Tradycyjnie już zostały postawione w niej pytania o materię, antymaterię i supernową. Autor postarał się też przybliżyć czytelnikowi, o co chodzi z perspektywą kosmiczną. Popularyzator nauki wziął się tym samym za popularyzowanie jej wśród najmłodszych. Starał się zrobić to z humorem, a napisany z pasją tekst urozmaicić zdjęciami i ilustracjami. Jaki to wszystko dało efekt?

Gdy tylko wzięłam książkę do rąk, zwróciłam uwagę na wydanie, bo oczywiście to istotny element w oczach młodych czytelników. Wygląda schludnie, nie przeraża natłokiem informacji czy grubością. Wiele ilustracji oraz zdjęć rozbija tekst podzielony na wiele rozdziałów. Został także urozmaicony pytaniami i odpowiedziami w specjalnie wyodrębnionych ramkach. Zdjęcia rozmieszczono adekwatnie do tekstu, ale w zasadzie jakby bez pomysłu. Ilustracje z kolei zrobiono symboliczne, jednak nie przeszkadzały. Wszystko to wygląda w miarę w porządku, chociaż zachwytu nie wzbudza.

Treść na szczęście prezentuje się znacznie lepiej. Co prawda stawianie prostych, wręcz banalnych czy śmiesznie ogólnych pytań i odpowiadanie na nie to taktyka oklepana w tego typu książkach, jednak tutaj sprawdziła się tym bardziej, że odpowiedzi wcale takie szablonowe nie były. DeGrasse Tyson za każdym razem zdaje się nieco wodzić za nos, podprowadzać i skłaniać do myślenia, zastanawiania się. Dopiero potem stawia fakt, tłumacząc i omawiając go. Robi wiele porównań z życia wziętych, co na pewno lepiej zobrazuje młodym osobom zjawiska, o których czytają. Autor zupełnie odciął się od podręcznikowego stylu, idąc bardziej w naukową gawędę. Książka ma odpowiedni poziom merytoryczny, nie wyszła lekceważąco. Zadziorne pytania w stylu: „Czemu patrzysz żabko zielona na głupiego fanfarona?” przełożyły się raczej na zaintrygowanie i uśmiech, a nie irytację. Co jakiś czas byłam nimi zaskakiwana, a odpowiedziami… w zasadzie trochę też. Szybko oczywiście załapałam konwencję, że one również mają wywołać uśmiech na twarzy, by potem porządnie wyjaśnić interesujące zjawisko. Połączenie powagi i takie mrugnięcia okiem do czytelnika niewątpliwie ułatwiają zapamiętywanie. Nie raziły - tak jak nie robiły tego wyrażenia z języka mówionego (czyli właśnie chociażby m.in. to „czemu” zamiast „dlaczego”). Wszystkie zabiegi tego typu uważam za uzasadnione i umiejętnie zastosowane.

Lektura bardzo mi się podobała. Wyszła tak uniwersalnie, że powinna zainteresować zarówno rzeczywiście młodych, dopiero poznających zagadkowy wszechświat, jak i tych siedzących już w temacie, będących młodych choćby tylko (aż?) duchem. Świetne pióro i poruszenie ciekawych kwestii bez wątpienia przełożyły się na uznanie, jakie budzi książka po przeczytaniu.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Neil deGrasse Tyson, Gregory Mone; „Astrofizyka dla młodych zabieganych”, Insignis, 2019.




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat