W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


“Cztery pory roku w afgańskiej wiosce” - recenzja

Opublikowano: 2017-03-18
Recenzja książki “Cztery pory roku w afgańskiej wiosce”.
Jest takie miejsce, w którym opium jest tańsze od jedzenia, wojna jest dla mieszkańców codziennością, a telefon komórkowy luksusem. Mimo to, słychać śmiech i kwitnie miłość.

Anna Badkhen do swoich reportaży wybrała niewielką wioskę, którą trudno znaleźć nawet za pomocą GPS-u. To magiczne miejsce, w której głównym zajęciem mieszkańców jest wyplatanie dywanów.

Każdy dzień ma ustalony rytm, kobiety zajmują się domem i tkaniem dywanów, mężczyźni zaś dbaniem o byt rodziny i sprzedaż wytworzonych dzieł. Wojna jest dla mieszkańców czymś niemal naturalnym, a telefony komórkowe to prawdziwy luksus, o którym nawet nie marzą. Przykre jest jednak to, że łatwiej im zdobyć narkotyk niż jedzenie. Za serce ściska nie tylko panująca w wiosce bieda, ale też wysoka umieralność niewinnych dzieci.

Za każdym dywanem wyplecionym ręcznie kryje się bogaty człowiek. Bogaty nie ze względu na stan materialny, a na to jakim człowiekiem pozostaje, mimo przeciwności losu i zmagania się z ciężką pracą i otaczającą rzeczywistością. Życie jednak toczy się jak w każdym innym miejscu. Ludzie spotykają się ze sobą, biorą śluby, przeżywają tragedie, mają swoje codzienne obowiązki, tradycje i zwyczaje.

Wszystko to mocno oddziałuje na wyobraźnię czytelnika, niemal dokładnie widzimy otoczenie, wygląd przedstawionych bohaterów, a nawet czujemy otaczające ich zapachy.

Dywany wyplatane ręcznie mają ogromną wartość na rynkach zachodnich, jednak ludzie, którzy je wykonują żyją w skrajnym ubóstwie. Mimo to wydają się być szczęśliwi, lubiący swoją codzienną monotonię.

Cztery pory roku w afgańskiej wiosce” to reportaż podróżniczy, szczegółowo opisujący miejsca, ludzi, ich zwyczaje i codzienne obowiązki. Każdy dzień przebiega według ustalonego rytmu. Mimo że autorka opisuje skrajne ubóstwo, przemoc i brak nadziei na lepszą przyszłość, robi to w sposób niezwykle umiejętny, pokazujący piękno otaczającego świata.

Na co dzień nawet przez chwilę nie zastanawiamy się ile trudu kosztowało mieszkańców niewielkiej afgańskiej wioski stworzenie gobelinów, którymi zachwyca się cały świat. Nie są to bowiem dywany wytwarzane przez maszyny, które znajdziemy niemal w każdym sieciówkowym sklepie z wyposażeniem wnętrz.

Zdecydowanie nie jest to lektura do pochłonięcia w jeden wieczór, autorka bowiem zmusza czytelnika do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad swoim życiem. Czy pogoń za pieniędzmi daje szczęście?

Sandra Wróbel
(sandra.wrobel@dlalejdis.pl)

Anna Badkhen, Cztery pory roku w afgańskiej wiosce, Wydawnictwo Kobiece, 2017




Społeczność
Reklama