„Discordia” - recenzja

Opublikowano: 2017-11-25
Recenzja płyty „Discordia”.
Muzyka dla wielu osób jest nieodłącznym elementem życia. W magiczny sposób rozprasza smutki, wywołuje uśmiech i daje nadzieje na lepsze jutro. Czy wszystkie utwory mają taką cudowną moc?

Muzyka od wielu, wielu lat wyznacza rytm mojego dnia. Kiedy pracuję, lubię słuchać utworów, które pozytywnie mnie nastrajają i pozwalają skupić się na zadaniach. Gdy odpoczywam, włączam takie piosenki, przy których mogę przenieść się do świata marzeń i zapomnieć o problemach. Cały czas poszukuję muzycznych inspiracji - wsłuchuję się w nowe nuty, czekając na taką piosenkę, która mnie zachwyci i nie pozwoli przejść obok siebie obojętnie. W kręgu moich muzycznych zainteresowań od jakiegoś czasu znajdują się utwory Natalii Nykiel. Nurt, który reprezentuje, jest szczególnie bliski memu sercu, dlatego wiązałam duże nadzieje z jej nową płytą pod obiecującym tytułem „Discordia”. Czy płyta spełniła moje oczekiwania?

Zanim przystąpiłam do słuchania muzyki Natalii Nykiel, zapoznałam się z cienką książeczką dołączoną do płyty. Ku mojemu zadowoleniu okazało się, że są w niej wszystkie teksty piosenek. Niestety czcionka i układ tekstów nie były zbyt przemyślane. Zdania często zlewały się ze zdjęciami, a czerwone, kłujące w oczy litery z pewnością nie zachęcały do śledzenia tekstu. Podejrzewam jednak, że był to w całości zamierzony zabieg autorki. Mimo iż z mojej twarzy zniknął uśmiech, to miałam jednak nadzieję, że sama muzyka zetrze złe wrażenie pozostawione przez dodatek do płyty. Już pierwsze dźwięki bardzo mnie zaciekawiły -  elektroniczna muzyka, świetny głos i ta niezwykła tajemniczość bijąca z każdego utworu. Kiedy wsłuchałam się w tekst piosenek, pojawił się pewien zgrzyt - nie wszystkie do mnie trafiały, niektóre wręcz zmuszały do przełączenia odtwarzacza. Nie będę ukrywać, iż nie lubię zbyt banalnych tekstów - każda piosenka powinna nieść ze sobą jakieś przesłanie, choćby ukryte, którego niestety tutaj czasami na próżno było szukać. Na płycie znalazły się jednak i takie utwory, które podbiły moje serce i pozostawiły w nim trwały ślad.

Czy te parę „wad” (wynikających w końcu tylko i wyłącznie z mojej subiektywnej oceny) w jakikolwiek sposób umniejszają wartość płyty? W żadnym wypadku. Budzenie skrajnych emocji to jedna z największych zalet szeroko pojętej sztuki. Dla mnie osobiście Natalia Nykiel nadal jest prawdziwym diamentem polskiej (a mam nadzieję niedługo i światowej) sceny muzycznej. Piosenkarka wnosi nie tylko świeżość, ale i zrywa ze sztampowością. Nie będę ukrywać, że najnowsze polskie piosenki rzadko trafiają w mój gust. A jednak Natalia Nykiel swoim głosem i ogromnym talentem na długie lata zarezerwowała sobie miejsce w moim muzycznym świecie. Kto wie, być może za jakiś czas w tych piosenkach, które jeszcze nie do końca mnie zachwyciły, odkryję coś nowego i zakocham się w nich bez pamięci? Podejrzewam, że właśnie tak będzie.

Płytę „Discordia” polecam nie tylko fanom muzyki Natalii Nykiel, ale także wszystkim tym, którzy szukają czegoś nowego i tęsknią za silnym powiewem świeżości.

Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)

Natalia Nykiel, „Discordia”, Universal Music Polska 2017




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat