DVD „SuperPies i TurboKot” - recenzja

Opublikowano: 2020-06-28
Recenzja DVD „SuperPies i TurboKot”.
Nieziemsko zabawne czworonogi w pelerynach czy nuda w rajtuzach?

Do superbohaterów przekonałam się stosunkowo niedawno, a prześmiewcze animacje o zwierzakach lubiłam od dawna, więc uznałam, że film ten wyszedł na DVD w dobrym momencie, by go obejrzeć.

Po 50 latach w kosmosie i powrocie na Ziemię, lojalny SuperPies wyrusza na poszukiwania swojego właściciela, jednak trafia do miasteczka, gdzie złowrogi stróż prawa prowadzi obławę na zwierzęta. Na swojej drodze spotyka TurboKota i razem walczą o dobro zwierząt, żeby szczekający bohater spokojnie mógł wreszcie wrócić do domu.

Animacja sama w sobie wyszła całkiem w porządku, choć jak na dzisiejsze czasy nie zachwyca. Nie ma na czym zawiesić oka, aczkolwiek przynajmniej proporcje i wygląd postaci mieszczą się w granicach rozsądku. Niestety znów jest to raczej powielanie tego, co już powstało. W przypadku niektórych postaci aż za bardzo. Otoczenie i szczegółowość zrobiono na średnim, ale zadowalającym poziomie. Przynajmniej cały film trzymał się jednego klimatu: „superbohaterskiego” i rozwiniętego technologicznie, acz bez wyobraźni.

Początkowo bałam się, że postacie będą zbyt szablonowe, ale… okazało się, że pod strojami i maskami superbohaterów coś się kryje. Wydaje mi się, że zostały stworzone tak, by przełamać kilka stereotypów. W podobnym tonie utrzymano dialogi i żarty, jakie prowadziły zwierzaki. Polski dubbing (bo w takiej wersji wydano film na DVD) jest w porządku, jednak nie ma za co go chwalić. Starsi widzowie powinni więc dzięki temu dać radę obejrzeć do końca, jednak nie mają co liczyć na podteksty czy wysublimowane, ambitniejsze przesłanki. Najmłodsi z kolei też nie powinni mieć problemu np. ze zrozumieniem, bo humor i treść są proste.

Film jest dość przewidywalny mimo dynamicznej akcji i wariackich pomysłów. Na specjalne zawiłości czy widowiskowe punkty kulminacyjne jednak nie ma co liczyć – w dowolnej chwili od ekranu można odejść i wrócić, nie odczuwając straty. Wprawdzie wyścigi i pościgi wydają się aż przesadnie rozwlekane i „humoryzowane”, ale jeszcze nie męczące. Muszę przyznać, że fabuła do pewnego stopnia jawi się jako dość pomysłowa. Może przydałoby się drugie dno, ale i bez niego dała radę. Niestety jednak pewne rozwiązania wydały mi się… głupkowate, po prostu. Rozumiem, że to komedia, jednak tutaj trafiłam na niebezpiecznie manewrowanie między tym, co od biedy można nazwać zabawnym, a tym, co po prostu śmiesznym (w negatywnym sensie).

Jeśli chodzi o podkład głosów, to nie mam większych zastrzeżeń. Dubbing polski wyszedł ze zbyt teatralnymi emocjami i bez polotu, czyli adekwatnie do obrazu. Film z braku alternatyw można obejrzeć, ale raczej tylko dla dotrzymania towarzystwa dzieciom. Nie warto samej / samemu inicjować obejrzenia go. Tym bardziej, że prawdopodobnie za chwilę nikt nie będzie go kojarzył.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

DVD „SuperPies i TurboKot”, reż. Ben Smith, 2019.




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat