W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


„Furia” – recenzja

Opublikowano: 2017-08-11
Recenzja książki „Furia”.
Brutalnie, mrocznie i realistycznie - tak zaczyna się nowa seria książek Michała Larka.

Michał Larek jest dziennikarzem, pisarzem, wykładowcą w szkole kreatywnego pisania Maszynadopisania.pl. Na co dzień pracuje w Zakładzie Literatury i Kultury Nowoczesnej IFP UAM, gdzie zajmuje się badaniem literackich technik przyciągania uwagi odbiorcy. Z początkiem sierpnia ukazała się jego nowa powieść pt. „Furia” zapowiadająca cykl książek zatytułowany „Dekada”.

Akcja „Furii” osadzona jest w latach dziewięćdziesiątych w Polsce, a jej bohaterami są policjanci Komendy Wojewódzkiej Wydziału Kryminalnego. Poznajemy zarówno tzw. starych wyjadaczy jak i młody narybek. Larek w fabułę książki wplata historię każdego z nich, co daje pewną wielowątkowość książki. Wspólnymi siłami policjanci zaczynają pracę nad nową sprawą. W okolicy, w tajemniczych okolicznościach dochodzi do zabójstw kobiet. Pojawia się motyw uwodziciela, mężczyzny uzależnionego od seksu, potrafiącego omotać kobiety w każdym wieku.

Sporym plusem „Furii” jest to, że historię poznajemy zarówno z perspektywy policjantów, jak i z perspektywy czarnego charakteru – amanta, co sprawia, że jest naprawdę bardzo ciekawie. Chodź wiem, na jakiej sprawie wzorował się autor przy jej pisaniu, mam wrażenie, że w bohaterze było coś z Leszka Pękalskiego. Kto czytał pierwszą część „Bestię. Studium zła.” Magdy Omilianowicz będzie miał pewnie podobne odczucia.

Po skończeniu tej książki, stwierdziłam, że podobała mi się i w pewnym momencie byłam bardzo wciągnięta w akcję. Początkowo jednak miałam drobne problemy z przebrnięciem przez „Furię” z uwagi na specyficzny, dosadny język. Nie ma chyba strony, na którym nie znalazłoby się jakieś przekleństwo, wulgarny dowcip, czy zwrot, co mocno mnie irytowało. Nie należę do wrażliwych czytelników, ale to stosowane przez Larka słownictwo w pewnym stopniu „kłuło” mnie w oczy. Rozumiem, że męskie grono nie wypowiada się zwykle piękną polszczyzną, ale dla mnie tych kolokwializmów było trochę za dużo. Z czasem jednak, z kartki na kartkę zaczęłam wciągać się w akcję książki i język zupełnie przestawał mi przeszkadzać.

Osobom wrażliwym czy to na przekleństwa, czy na szczegółowe opisy nie mogę polecić „Furii”, bo po przeczytaniu książki poczułyby spory niesmak. Tym mniej wrażliwym książka zapewni całkiem mile spędzone chwile.

Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)

Michał Larek, Furia, Wydawnictwo Czwarta Strona, 2017 r.




Społeczność
Reklama