„House of Cards” – recenzja

Opublikowano: 2015-02-20
Recenzja książki „House of Cards".
Żądza, władza, seks, namiętność, przekręty i niepewność, a może po prostu... polityka?

House of Cards” to jedna – pierwsza – z trzech powieści Michaela Dobbsa, która powstała w 1989 roku. Tuż po niej pisarz, a wcześniej zaangażowany polityk, opublikował kolejne części: w roku 1992 „To Play the King” oraz dwa lata później „The Final Cut”. Składają się one na serię o Francisie Urquhartcie, człowieku żądnym władzy i dążącym do niej po trupach. Dosłownie.

O dwóch kolejnych książkach mało kto jednak wie, podobnie jak mało osób interesuje się datą powstania pierwszej. Dziś bowiem głośno o „House of Cards” jest wcale nie za sprawą geniuszu jej autora, jego lekkiego pióra i niebanalnego pomysłu na powieść, ale dzięki amerykańskiemu serialowi o tym samym tytule, z nieocenionym Kevinem Spaceym w roli głównej. Póki co serial ów ma dwa sezony, które kończą się mniej więcej tak, jak pierwsza część papierowej trylogii, wiadomo jednak, że producent zdecydował się pójść dalej, dokręcając kolejnych parę.

Ciekawostką może być dla niektórych fakt, iż modny dziś serial wcale nie jest pierwszą i jedyną adaptacją książek Dobbsa. Już w 1990 roku, tuż po wydaniu powieści „House of Cards”, BBC wyemitowało miniserial „Dom z kart”, którego tytuł jest dokładnym tłumaczeniem na język polski, skądinąd mało popularnym i dobrze brzmiącym. Nic zatem dziwnego, że wydana na nowo książka zachowała słownictwo oryginalne, tak samo jak serial ze Spaceym. Nawet jeśli jest się orędownikiem używania języka polskiego, skoro znajdujemy się w Polsce, trudno zaprzeczyć, że „House of Cards” brzmi poważniej i dumniej niż „domek” czy nawet „dom z kart”.

Najważniejszą różnicą pomiędzy serialem a książką jest fakt, że rzecz dzieje się zupełnie gdzie indziej, sylwetki postaci są odmienne, a główne wątki zaledwie się muskają. Fabuła książki rozgrywa się w Anglii, gdzie z przyczyn ustrojowych walka może toczyć się o fotel premiera, nie prezydenta, a bohaterowie nie mają tak spektakularnych „możliwości” – wiadomo, Amerykanie kręcą wszystko z rozmachem. Wspólne obu obrazom są pierwszoosobowa narracja, choć na papierze wyłącznie w postaci cytatów poprzedzających rozdziały, i wybrani bohaterowie: główny, czyli Francis Ewan Urquhart/Francis Underwood, jego żona Mortima/Claire, skądinąd odgrywająca znikomą rolę w książce, a ogromną w serialu, dziennikarka Mattie Storin/Zoe Barnes czy manipulowany Roger O’Neill/Peter Russo.

Książka dzieli się na trzy części nawiązujące do gry w karty: przetasowanie, przełożenie oraz rozdanie. Każdy z nich mieści w sobie kilkanaście krótkich rozdziałów, nierzadko podzielonych na daty, które poprzedzają ironiczne, pełne pogardy wobec politycznego światka cytaty. Do moich ulubionych należą: „Polityka wymaga poświęcenia. Poświęcenia innych, rzecz jasna. To, co człowiek może osiągnąć, poświęcając się dla ojczyzny, blaknie przy tym, co można uzyskać, pozwalając innym, by poświęcili się pierwsi”, „Kurz unoszący się nad zgliszczami ambicji pięknie barwi zachód słońca. A ja uwielbiam wieczorne spacery” oraz „Jakiekolwiek okrucieństwo jest niewybaczalne. Dlatego nie ma sensu być okrutnym na pół gwizdka”.

Warto również wiedzieć, że wydana właśnie przez Znak powieść „House of Cards” nie jest „powtórką z rozrywki”, jaką miłośnicy dramatu politycznego otrzymali kilkanaście lat wcześniej. Jak sam autor wyjaśnia, do książki przysiadł ponownie, rozbudowując sylwetki postaci, dopracowując dialogi i ubarwiając historię. Nie znaczy to, że cokolwiek zmienił. Bynajmniej, powieść w swoim sensie i wydźwięku jest taka, jaka była, nieco jednak „wydoroślała”. W końcu minęło wiele lat, w czasie których Dobbs zdążył ochłonąć po gorących wydarzeniach i utarczkach z Margaret Thatcher, u której boku pracował i przez którą pożegnał się z polityką. Zajął się rodziną i pisaniem książek, które – jak twierdzi – daje więcej satysfakcji, więc rozstanie z branżą wyszło mu na dobre. A skoro tak jest i dzięki spięciom na „wyższych szczeblach” możemy cieszyć się literaturą pokroju „House of Cards”, to tylko czekać, zacierając dłonie, aż kolejnym politykom posypie się kariera.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Michael Dobbs, House of Cards, Znak, Kraków 2015




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat