Ajurweda, która jest system filozoficznym, wywodzi się z hinduizmu. Polega przede wszystkim na założeniu o spójności człowieka i wszechświata. Jednostka według dawnych myślicieli hinduskich stanowi integralną część kosmosu. Według Ajurwedy wszystkie ciała fizyczne, w tym również ciało ludzkie, składają się z pięciu elementów: ziemi, wody, ognia, wiatru i przestrzeni. W człowieku te pięć części łączy się w tak zwane tridosha, czyli trzy główne temperamenty: vata dosha – wiatr i przestrzeń, pitta dosha – ogień i woda, kapha dosha – woda i ziemia. Aby zachować równowagę ciała, umysłu i duszy, zaleca się masaż całego ciała przy użyciu olejków eterycznych podgrzanych do temperatury ciała. Istota masażu wiąże się z ruchem energii w ciele. Masaż powinien być dostosowany to tak zwanej doshy człowieka, czyli żywiołu, który w nas dominuje. Jest on uzależniony od sposobu życia, który prowadzimy, aktywności fizycznej, sposobu myślenia. Masażysta powinien klepać, ugniatać i uciskać ciało, aby po kolei oddziaływać na elementy wewnątrz nas samych, na sferę zarówno fizyczną, jak i duchową oraz psychiczną.
Miałam okazję przekonać się, jak to wygląda w praktyce. Masażysta uprzejmie pokierował mną, wyjaśnił zasady oraz objaśnił, jak będzie wyglądał po kolei zabieg pielęgnacyjny. Po przebraniu się w flizelinową bieliznę, okryłam przednią część ciała ręcznikiem. Masaż rozpoczął się od masażu głowy i początkowo odbywał się w pozycji siedzącej. Siedząc na obrotowym krześle, poddałam się atmosferze miejsca. Z głośników leciała spokojna muzyka, a na włosach poczułam ciepły migdałowy olejek. Masażysta przez około piętnaście minut zajął się masażem głowy i rozprowadzaniem olejku po włosach. Oprócz kolistych ruchów, wykonywał jakby puknięcia w różne miejsca na czaszce. Było to trochę dziwne, ale nie przeszkadzało w ogólnym rozluźnianiu się. Moje włosy zostały porządnie nawilżone przez olejek, który wręcz z nich ściekał. Na szczęście w powietrzu cały czas unosił się piękny migdałowy zapach. Po interesującym rytuale „pukania w głowę”, które, mam nadzieję, miało większy sens, masażysta przeszedł do bardziej tradycyjnej formy masażu. Leżąc na brzuchu, otrzymałam dawkę rozluźnienia na całej długości ciała, od karku, poprzez plecy, na nogach kończąc. Analogicznie sprawa miała się z przodem. Masaż kończył się na opuszkach palców u dłoni i uszach. Godzina masażu minęła szybko i niezwykle miło. Wiele godzin po czułam jeszcze ogólny błogostan.
Masaż ajurwedyjski mogę śmiało polecić osobom zestresowanym i zmęczonym codziennością.
Sylwia Pardej
(sylwia.pardej@dlalejdis.pl)