„Miasteczko” - recenzja

Opublikowano: 2020-02-14
Recenzja książki „Miasteczko”.
„Miasteczko” skrywa swoje mroczne tajemnice. Czy dawne sekrety i zakazany romans w małej miejscowości to przepis na udaną powieść?

Po książkę Natalii Nowak-Lewandowskiej sięgnęłam z dużą ciekawością. Pisarka zbiera dobre opinie od recenzentów, a sama historia wzbudziła moje zainteresowanie. Bardzo lubię książki, w których ścieżki bohaterów przecinają się, choć nic na to wcześniej nie wskazywało. „Miasteczko” miało być przejmującą powieścią o małym miasteczku, tajemnicach i wielkiej miłości. Niestety, książka bardzo mnie rozczarowała.

Rys fabularny „Miasteczka” zapowiadał się bardzo interesująco. Młoda nauczycielka języka polskiego wraca do rodzinnej miejscowości po rozstaniu z warszawskim narzeczonym. Jednak zamiast odnaleźć spokój, Monika wdaje się w zakazany romans. Do tego zaraz po rozpoczęciu nowego roku szkolnego umiera jeden z uczniów. Rozpoczyna się śledztwo, a dawne tajemnice wychodzą na jaw. Wszystko to brzmi bardzo intrygująco, jednak prawda o powieści Nowak-Lewandowskiej jest zupełnie inna. Dawno nie czytałam tak kiepsko napisanej książki. Miałabym tutaj więcej sympatii do autorki, gdyby to był debiut, jednak od doświadczonej pisarki wymagałabym znacznie więcej.

Rozciągnięte opisy absolutnie nic nie znaczących czynności bohaterów, opisy wycierania dłoni w ścierkę i obierania ziemniaków i szczegółowe relacje wchodzenia po schodach to nie mniej udane fragmenty całości, a „smaczki”, które znajdziemy na prawie każdej stronie książki. Zupełnie jakby redakcja wymagała więcej znaków, a autorka absolutnie nie miała pomysłu na treść i dopisywała ją na siłę. Główny wątek zakazanego romansu jest tak nieciekawie poprowadzony, że czytałam o nim z niemałym zażenowaniem. Bohaterowie i akcja są nudni jak flaki z olejem. Całe akapity, które poświęcono nudnym opisom, powinny zostać zastąpione istotnymi fragmentami fabuły, na którą ewidentnie zabrakło pomysłów.

Dodanie do tego wszystkiego wątku pseudo-kryminalnego tylko pogorszyło poziom tej powieści. Sposób przedstawienia detektywa prowadzącego sprawę jest trywialny i oklepany. Naprawdę nie potrzebujemy kolejnego zmęczonego życiem, samotnego policjanta alkoholika jako sztandarowej postaci w każdym małym miasteczku. Do tego dołóżmy jeszcze opis jego rozmów z podejrzanymi i świadkami i doznamy wiele kolejnych, niezwykle żenujących momentów podczas lektury.

Ciężko mi wyłapać jakiekolwiek pozytywne cechy „Miasteczka”. Gdy zaczęłam lekturę liczyłam, że to tylko niezdarny początek, a gdy wciągnę się w treść, język również ulegnie poprawie, jednak tak się nie stało. Z każdą stroną wyłapywałam kolejne fragmenty, które mogłyby równie dobrze zostać napisane przez gimnazjalistkę. Nie mogę nie wspomnieć też o dialogach, tak sztywnych i bezsensownie napisanych, że lepiej jakby ich wcale nie było. Rozumiem, że wiele zależy od gustu czytelnika, sama absolutnie nie mam nic przeciwko książkom lekkim, stanowiącym po prostu dobrą rozrywkę. „Miasteczko” to jednak nie lekkostrawna, kobieca lektura, to nawet nie tak zwane „czytadełko”. To po prostu źle napisana powieść, gdzie zabrakło przygotowania dobrej fabuły i pomysłu na jej rozwinięcie. Książki tej nie jestem w stanie polecić nikomu.

Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)

Natalia Nowak – Lewandowska, „Miasteczko”, Filia, Poznań, 2020.




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat