„Nie ma mowy”- recenzja

Opublikowano: 2018-08-10
Recenzja książki „Nie ma mowy”.
Sfrustrowana swoim życiem mężatka, a jednocześnie niemożliwie zapracowana matka dwójki dzieci i wysokiej klasy specjalistka...

-  taka właśnie jest Alice, kobieta stająca pewnego dnia na progu załamania nerwowego. Takich historii było już wiele, ale nigdy w takim wykonaniu, jakie serwuje nam Helen Russell.

Angielska pisarka wysyła swoją bohaterkę na obóz przetrwania dla wikingów… Taka szalona idea nie powstałaby nigdy w głowie dobrze ułożonej Alice, przekonanej, że szpilki i garsonka to jedyny możliwy strój na każdą okazję, a w lesie można (co najwyżej!) zrobić sobie kilka malowniczych fotografii. Jednak Alice ma młodszą siostrę, która zapisuje siebie i naszą bohaterkę na ten niezwykły wypad.

Duńskie odludzie, nieprzyjemne warunki, konieczność zbudowania sobie schroniska, zdobywania pożywienia i czasami dosłowna walka o przetrwanie, sprawiają, że Alice zaczyna mieć wiele przemyśleń. Czy ten wypad zbliży siostry i sprawi, że w końcu przestaną ze sobą walczyć? Czy Alice zacznie w końcu walczyć o siebie?

Russell stworzyła bardzo zabawną i wciągającą opowieść o różnych modelach kobiecości i wyzwaniach, jakie nakłada na kobiety XXI wiek. Konfrontując ze sobą kilka bohaterek stworzyła historię pełną ciepła i zrozumienia dla kobiecych wad i słabostek.  Ciekawe jest, że całość rozgrywa się tak naprawdę w kobiecym kręgu; mężczyźni są na drugim planie i przeważnie bywają niemiłosiernie obśmiani.

Nie znaczy to, że „Nie ma mowy” jest jakimś zajadłym pamfletem wycelowanym w płeć brzydką. Po prostu autorka zdecydowała się opisać kobiecą siłę bez posiłkowania się wytartymi schematami typu: „poznała mężczyznę swego życia i postanowiła odmienić swoje życie”. To zdecydowanie należy policzyć na plus powieści z gatunku „chic lit”, w których to zazwyczaj książę na białym koniu jest odpowiedzialny za wszelkie dobre zmiany w życiu protagonistki. W tym przypadku każda z bohaterek bierze sprawy w swoje ręce, nie oglądając się na nic i nikogo.

Jest wesoło, miejscami rubasznie, wzruszająco, czasami refleksyjnie. Helen Russell udało się stworzyć naprawdę idealną wakacyjną lekturę, kryjąca się pod dosyć niecodziennym pomysłem na fabułę.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Helen Russell, „Nie ma mowy”, Burda, Warszawa 2018




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat