W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


„Nihilumbra” – recenzja

Opublikowano: 2014-03-31
Recenzja gry „Nihilumbra”.
Powstałeś z Pustki i do niej wrócisz. Czy pokonasz strach i odnajdziesz zagubioną tożsamość? Jeśli nie boisz się poznać odpowiedzi na te pytania – wkrocz do mrocznego świata „Nihilumbry”.

Debiutancka produkcja studia BeautiFun Games to tzw. „indie”, czyli niskobudżetowa gra, która jednak jest na swój sposób wyjątkowa i potrafi zachwycić. Łączy w sobie elementy gry platformowej, logicznej, a nawet zręcznościowej. Skierowana jest zupełnie do każdego, czy jesteś kobietą czy mężczyzną, starszy czy młodszy – każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Czym jednak wyróżnia się ta konkretna produkcja z natłoku innych? Czym zasłużyła sobie na miejsce w serii „Dobra Gra” Techlandu?

Pierwszym, co rzuca się w oczy po uruchomieniu gry to nietypowa, szczegółowa i może nie realistyczna, ale bardzo artystyczna grafika. Kierowani głosem Narratora, którego kwestie wyświetlane są także na ekranie, poruszamy się dość enigmatyczną czarną kulką. Niedługo później nasz bohater ewoluuje w strach na wróble. W trakcie naszej podróży przez poziomy goni nas Pustka, z której powstaliśmy i teraz chce nas pożreć. Jednocześnie pochłania także mijane przez nas światy.

Każdy z nich jest inny – lodowiec, las, pustynia, wulkan, miasto – ale łączy je jedno, pewien określony kolor, którym możemy manipulować, wprowadzać zmiany w otaczającej nas rzeczywistości, omijać potwory wysłane przez Pustkę, a także pomagać sobie poruszać się dalej. Pięć etapów podzielonych jest na krótkie epizody, a w ramach tych ostatnich otrzymujemy jeszcze możliwość zapisu, w razie śmierci. Wbrew pozorom, im więcej mamy kolorów, tym jest nam trudniej.

Poziomy zaprojektowano bardzo umiejętnie, zmuszając nas do wykorzystania nie tylko umiejętności szybkiego klikania, ale i logicznego myślenia. Przeciwko przeciwnikom, a także trudnym warunkom pogodowym, musimy używać każdego z pięciu kolorów, każdy o innych, unikalnych własnościach. Chociaż gra uczy nas poruszania się w niej, przygotowana została lepsza konfiguracja klawiszy, której możemy użyć: poruszamy się klawiszami A-D, skaczemy spacją lub W, a drugą rękę trzymamy na myszce, kółkiem zmieniając używany kolor. Wierzcie mi – takie ustawienie będzie pomocne i na pewno oszczędzi paru wyrwanych włosów z głowy.

Poziom trudności nie jest wysoki, dzięki czemu każdy da sobie z grą radę. Kwestią jest tylko to, jak wiele prób nam to zajmie. Rozgrywka nie trwa długo (do 3-4 godzin), więc warto się nie poddawać. Dla bardziej wymagających na koniec podstawowego trybu gry, otrzymujemy Tryb Pustki, w którym musimy pozbyć się ze świata tej wszystkożernej mocy.

Może sama grafika, sama muzyka, czy sama fabuła nie robiłyby wrażenia, ale w połączeniu dają niepowtarzalny klimat. Oprawa graficzna przywodzi na myśl inne gry indie – „Limbo” czy „Botaniculę” - i utrzymana jest w podobnym tonie. To jednak głos Narratora, ta możliwość modyfikacji świata i naginania go do naszych celów, a wreszcie tajemnicza Pustka – sprawiają, że w „Nihilumbrę” gra się z przyjemnością, a jej wspomnienie zostaje na długo po napisach końcowych.

Kasia Pietraszko
(kasia.pietraszko@kobieta20.pl)

„Nihilumbra”, BeautiFun Games, Techland 2013




Społeczność
Reklama