W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Rozmowa z Magdaleną Trojanowską

Opublikowano: 2017-11-13
Rozmowa z Magdaleną Trojanowską, autorką książki "Slow life z widokiem na Śnieżkę, czyli Polna Zdrój
Z Magdą Trojanowską, kobietą szczęśliwą i odważną, właścicielką pięknej i rozchwytywanej "Stodoły" oraz autorką książki "Slow life z widokiem na Śnieżkę, czyli Polna Zdrój"...

porozmawiamy o spełnianiu marzeń, debiucie literackim i życiu na "zwolnionych" obrotach, gdzie możemy z lampką dobrego włoskiego wina oddać się kontemplacji otaczającego Polną widoku zapierającego oddech w piersi.

SKD: Warszawa, praca w korporacji i nagle zwrot o 180 stopni - wejście w sferę slow life połączoną z przewrotnym obliczem branży gastronomiczno-noclegowej na zapomnianej ziemi, przycupniętej gdzieś na wzgórzu, które kryło się pod nazwą małego miasteczka Wleń. Skąd ten pomysł na rewolucję? Tym bardziej, że wybór padł na prawie XIX-wieczny dom tkacza, z ponad 200-letnimi fundamentami.
MT: To była prosta decyzja, zwyczajnie formuła mojej znajomości z Warszawą się wyczerpała, po burzliwych 10 latach przyszedł czas na zmiany, regenerację i wyciszenie. Mój pierwszy syn był w drodze, chciałam aby wychowywał się z dala od zgiełku miasta i nie z mamą na walizkach, między jedną, a drugą delegacją. Taka w sumie banalna historia. Czułam się zwyczajnie zmęczona… Gdybym wiedziała co przede mną…

SKD: Dlaczego Wleń, który nie leży wcale na szlaku głównych dróg? Nie jest blisko Warszawy ani Krakowa, a nawet Poznania. Czemu nie dom w słonecznej Toskanii?
MT: Oboje z Mateuszem kochamy Dolny Śląsk, to jest nasza Toskania. Wzgórza są bardziej soczyste wiosną, bardziej kolorowe jesienią, a w lecie nie są spalone słońcem, i zima… też bywa urokliwa. Poza tym ja nie mam natury emigrantki, lubię podróżować, ale w Polsce czuję się najlepiej. Wybraliśmy Wleń, ponieważ bardzo podobało nam się usytuowanie siedliska, zaparte w skarpę, z pięknym widokiem, na uboczu… Celowo nie chcieliśmy kupić domu w zadeptanych, turystycznych miasteczkach… to miała być taka samotnia dla zaganianych ludzi, takich jakimi my byliśmy… jak się okazało nadal jesteśmy, ale jednak w innym tempie, w swoim.

SKD: Czy uczynienie z Polnej Zdrój butiku eventowego, który zajmuje się głównie organizacją niewielkich przyjęć weselnych i okolicznościowych, było pierwotnym założeniem? Czy po prostu to przyszło w trakcie morderczego remontu? A może jako absolwentka Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi i bardzo dobry marketingowiec odkryłaś niszę rynkową?
MT: To był przypadek. Dziewczyna, która nas odwiedziła, nasz gość opowiadała, że teraz jest taki trend na świecie, że ludzie uciekają od dużych przyjęć w ogromnych hotelach, że spędzają te wyjątkowe chwile w mniejszym, bliskim gronie w kameralnych miejscach. Intuicja mi podpowiedziała, że trzeba to robić i tak się zaczęło. Chociaż nadal przyjmujemy gości indywidualnych, zostawiamy dla nich terminy, nawet latem… wówczas lekko zwalniamy.

SKD: Czy spełniając swoje marzenie o życiu z dala od zgiełku wielkiego świata, spodziewała się Pani, że jednak to będzie ciężka praca, pełna wyrzeczeń i czasami 24h na dobę?

MT: Nie spodziewałam się, że tak szybko staniemy się tak oblegani. Myślałam, że troszkę posiedzę na ławeczce przed domem z książką w ręku…,ale nie narzekam, przecież w gruncie rzeczy ja nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu. Odkąd zatrudniłam młodego kucharza, Wojtka z Wlenia, jest mi lżej i ciągle się uczę, że nie wszystko muszę robić sama. Jeszcze jak znajdę dobrego sekretarza dla Polnej, to może wrócę do tenisa.

SKD: I gdzie w tym całym realizowaniu marzeń pomysł na książkę? Bo podobno jeszcze do niedawna sama Pani prosiła męża, żeby zapisywał przepisy na potrawy, które wymyśliła (a nie mogła po pewnym czasie sobie ich przypomnieć), gdyż Pani kreatywność nie zna granic. Czy zatem książka powstała bardziej z myślą "o sobie" czy tłumie głodnych gości a może tych oczarowanych smakiem dań, które serwowane są w Polnej?
MT: Miałam to szczęście, że wydawca znalazł mnie. Hania Grudzińska, właścicielka Wydawnictwa Marginesy, która była naszym gościem, zapytała, czy nie napisałabym historii o Polnej Zdrój, oczywiście również z przepisami. Pomyślałam, że warto spróbować. Przede wszystkim chciałam stworzyć piękną pamiątkę dla nas, dla moich synów, którzy są teraz mali, ale jak dorosną, pójdą w świat, będą mogli zawsze wrócić do lat swojego dzieciństwa, będą mieli skąd czerpać siłę.
Tylko jak znalazłam czas na napisanie tej książki do tej pory nie mam pojęcia. Zadałam sobie żelazną dyscyplinę, codziennie 2 – 3 godziny pisania przez prawie rok. Nawet na urlopie, inaczej by się nie udało.

SKD: Czy po prostu książka była naturalną koleją rzeczy, głosem natury artysty, który kiedyś pisywał zawodowo scenariusze marzeń dla innych?
MT: Lubię pisać, bo lubię opowiadać historie. Napisanie tej książki to był też sprawdzian, czy ja jeszcze potrafię pisać… osiem lat odpowiadałam jedynie na maile. O dziwo dość szybko się rozkręciłam, jedynie spisywanie przepisów to był strzał w kolano. Proporcje, gramatury… matko musiałam znaleźć wagę w domu. Jest też praktyczna korzyść, mogę zostawić Wojtka na kuchni, niech gotuje… przepisy ma.

SKD: Wiem, że jest Pani samoukiem, jeżeli chodzi o gotowanie. Skąd czerpie Pani inspiracje na tyle ciekawych dań i to na każdą okazję?
MT: Na początku z książek kucharskich, już nie pamiętam, ile ich mam. Potem powrót do korzeni. Mieszka ze mną mama, doskonale gotuje, wyciągnęłam z niej wszystkie przepisy i te które były ulubione babci. I mam taką przypadłość, że śnią mi się dania, składniki… budzę się i pamiętam, idę do kuchni i biorę się za gotowanie, żeby nie zapomnieć i sprawdzić, czy to coś warte.

SKD: Czy książka uczy slow life? Czym dla Pani jest ta idea? Czy są to własnoręcznie zasiane i zebrane zioła? Niespiesznie gotowana zupa? Czy może stan ducha?
MT: Slow life to dla mnie jakość życia; czasami śpiesznie, czasami mniej, ale na pewno uważność na to co nas otacza, na detale, na codzienność. To takie czarowanie zwyczajności, bliskość i szacunek dla człowieka, natury i siebie.

SKD: I na koniec pytanie, którego nie mogło zabraknąć - jakie plany na przyszłość?
MT: Nie mam specjalnych planów, myślę o rozbudowie Polnej, może delikatnej zmianie jej klimatu, lubię planować nasze wakacje… takie tam zwyczajne rzeczy.

SKD: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała
Sandra Kortas-Dorsz
(sandra.kortas@dlalejdis.pl)

Fot. Magda Wolna




Społeczność
Reklama