W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Rybna rewolucja Magdy Gessler

Opublikowano: 2013-03-14
Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w barze Rybka w Gdańsku.
W dzisiejszym odcinku Kuchennych Rewolucji nic nie było takie, jakie być powinno.

Cóż to za restauracja, w której nikt nie ma pojęcia o gotowaniu? Czy można się dziwić, że brakuje w niej klientów, a jedzenie, zamiast być przygotowywane na świeżo, leży pomrożone w plastikowych kubeczkach? Rozumiem, że będąc biednym studentem, raz na jakiś czas wraca się do rodzinnego domu, bierze tonę gotowych, maminych obiadków, a po powrocie mrozi, żeby przetrwały jak najdłużej, ale bar to nie dom, a kucharze nie wygłodniali studenci. Stąd też moja opinia, że sytuacja w gdańskim barze Rybka miała się naprawdę źle. Kiedy na ratunek przyjechała Magda Gessler, byłam pewna, że tym razem rewolucja nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Jak niby ratować tonący statek, jeśli załoga, z braku kompetencji, nigdy nie powinna się na nim znaleźć?

W trzecim odcinku nowego sezonu Kuchennych Rewolucji poznaliśmy jakże liczną załogę baru Rybka – 38letniego właściciela Darka, który jest prawdopodobnie najmniej rozgarniętym szefem, jakiego mieliśmy okazję oglądać w programie (i mam tu na myśli wszystkie sezony!), 30letniego szefa kuchni Marcina oraz 20letnią kelnerkę Angelikę, która podpadła prowadzącej i ciągle musiała wysłuchiwać, że jest kłamczuchą. Lokal, w którym pracowali, nie był obskurny, ale też nie powalał oryginalnością. Nawet po przemalowaniu i zmianie dekoracji nie stał się w żaden sposób atrakcyjny. Wyglądał jak pokój zwykłego domu, no… ewentualnie domu należącego do pasjonata morskich klimatów. Kiedy w progach pojawiła się Magda Gessler, wszystkie stoliki były wolne. Okazało się bowiem, że klienci zaglądają tam sezonowo, czyli wyłącznie w okresie wakacyjnym. Przez całą zimę właściciel i jego pracownicy klepią biedę, oczekując na lepsze jutro. Prowadząca złożyła spore zamówienie, ale żadne z dań jej nie zachwyciło. Oburzyła się za to kolorem oleju, „wiekiem” surowych ryb oraz pomrożonymi zupami i nieśmiertelną fasolką po bretońsku. Z baru wyszła przesiąknięta zapachem starego-nowego tłuszczu (w końcu niewiadomo, kto naciągał prawdę) i podenerwowana, ale to akurat nie było niczym wyjątkowym. Postanowiła, że da radę i zmieni to miejsce.

Rewolucja, wbrew moim przypuszczeniom, poszła dobrze. Goście podobno zaczęli się pojawiać, jedzenie zaczęło smakować, a wnętrze podobać. Bar Rybka zmienił swą nazwę na Tapas Rybka, a do rybnego menu dołączyły wszelkie jej odmiany – od smażonej, przez duszoną, na marynowanej kończąc. Usunięto wszystkie kotlety schabowe i nie-rybne potrawy. To trochę jak w wierszyku Jana Brzechwy, gdzie biedny robaczek nie mógł zjeść nic, poza dostępnymi w karcie jabłkami. Zastanawia mnie tylko, czy idąc do Tapas Rybki, będziemy mieć wybór w napojach, czy raczej na wstępie zaproponują nam odżywczy koktajl z ryby?

Koniec końców Magda Gessler zaliczyła rewolucję do udanych, zapraszając widzów programu do odwiedzenia restauracji podczas letnich wakacji (świeżo złowiona, smażona ryba nad morzem to obowiązek każdego urlopowicza!), ale nie tylko. Ja jednak muszę przyznać, że nie uległam tym namowom. Może brak mi gustu, albo po prostu się nie znam, ale Tapas Rybkę ominęłabym szerokim łukiem. Nie wiem, czy to kwestia dziwnego wnętrza, czy jeszcze dziwniejszego menu (bo co np. w przypadku rodziny z dziećmi, gdzie dzieci kręcą nosami, bo nie lubią ryby?), ale bar nie zyskał mojej sympatii. Może kiedyś, w bardzo odległej przyszłości, pojadę do Gdańska i zmienię zdanie? Któż to wie? Póki co, restauracja ma u mnie minusa.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN/Piotr Litwic




Polecane
REKLAMA
Społeczność
NK