„Stanisław Bareja alternatywnie” – recenzja

Opublikowano: 2020-02-14
Recenzja książki „Stanisław Bareja alternatywnie”.
„Przekrojowo przez życie mistrza komedii”

Stanisław Bareja nie doczekał czasów, gdy jego komedie są kultowe, a cytaty z jego filmów weszły do codziennej polszczyzny. Nie doczekał, bo zmarł na serce jeszcze w latach 80., niedługo po zakończeniu zdjęć do „Zmienników” i próbie wpłynięcia na władze telewizji, aby serial jednak wyemitować. Mistrz komedii umiera, pozostają jego filmy i seriale, które okazały się być filmami uniwersalnymi, ukazującymi wady systemu politycznego, państwa i samych Polaków.

Ta biografia pokazuje wiele aspektów życia twórczego Barei, który często grał niewielkie epizody w swoich filmach. Od początku swojej zawodowej działalności chciał się zmierzyć z otaczającą rzeczywistością, sięgając po ironię i humor. Według jego kolegów po fachu komedia nie była godna, aby się nią zawodowo zajmować. Znany dziś termin – bareizm – wymyślili właśnie bliscy niegdyś koledzy, przy czym pierwotnie miał on negatywne konotacje i był czymś niegodnym, czymś w sam raz dla Barei. On sam nazywany był wędliniarzem, bo pochodził z rodziny, w której prowadziło się własną masarnię. Cóż z tego, że to właśnie dzięki wędlinom przysyłanym w paczkach koledzy na studiach mieli lepszą zakąskę? Co jeszcze pojawia się w tej książce? Na przykład fakt, że Stanisław Bareja i Kazimierz Kutz razem studiowali, ale dość szybko stali się zawodowymi przeciwnikami, choć niechęć była raczej ze strony Kutza.

Zazdrośni czy może nawet zawistni koledzy potrafili szydzić nawet ze stosunku Barei do pracy. Według dobrych kolegów, którzy często „uprzejmie donosili” do odpowiednich organów, styl pracy reżysera był dość swobodny. Bareja nie był zamordystą, nie krzyczał, darzył swoich pracowników i aktorów zaufaniem i wybierał rozwiązania pokojowe. Tylko jego bliscy współpracownicy wiedzieli, ile pracy należało poświęcić wcześniej, aby wypracować taki właśnie styl pracy. Co ciekawe, Bareja dostawał dużo mniejszą ilość taśmy w porównaniu z jego kolegami, dlatego nie było u niego zbyt wielu dubli, zresztą były one również niezgodne z jego filozofią, w której najlepsze były te ujęcia, gdy aktor nie był zbyt zmęczony powtórkami.

Jego perfekcję można również odkryć w tym, gdzie realizował swoje plany zdjęciowe. I tak Bory Tucholskie były nagrywane w Lesie Kabackim, a część zdjęć do „Poszukiwany, poszukiwana…” zrealizowano w domu reżysera. Nowe osiedle mieszkaniowe czy niedostępne dla wielu wnętrza biurowców także świetnie się sprawdzały.

Atutem tej książki jest wiele zdjęć archiwalnych, czasem dopiero odkrytych w różnych archiwach. Autor pisze o różnych mniej znanych wydarzeniach z życia Barei, ale nigdy nie pojawia się tu reżyser jako osoba chora czy za wszelką cenę walcząca, np. z cenzurą czy decydentami, aby jego filmów jednak nie dosięgły cenzorskie nożyce. Jest za to historia człowieka, który swoim talentem, niedocenianym za życia, pokazał, że można realizować filmy ważne i przyciągające kolejne pokolenia, mimo tego że grupa zawodowych reżyserów gardziła nim. Oni kręcili filmy, spędzając na planie filmowym nawet po 260 dni, on kręcił filmy w mniej niż 60, tak jak się to robi obecnie.

Wyszłam z przekonaniem, że właśnie odkryłam Bareję na nowo jako człowieka, który zdecydowanie wyprzedził swoją epokę. Pora więc odświeżyć sobie kilka jego kultowych filmów i seriali.

Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)

Maciej Replewicz, „Stanisław Bareja alternatywnie”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2019




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat