„Szosza” – recenzja spektaklu

Opublikowano: 2017-02-08
Recenzja spektaklu „Szosza”.
Spektakl Teatru Żydowskiego „Szosza” wystawiony gościnnie w Klubie Dowództwa Garnizonu Warszawa zapamiętam na długo. Scenariusz oparto na powieści Izaaka Baszewisa Singera o tym samym tytule.

Książki pióra Singera znane są z ulokowania fabuły w polskich środowiskach żydowskich. W tym przypadku jest podobnie – trafiamy do warszawskiego świata literatury, w którym porusza się główny bohater, Aron, na scenie odgrywany przez Piotra Siereckiego. Wychowany w otoczeniu ortodoksyjnych Żydów odchodzi od tradycji znanej mu z dzieciństwa i przechodzi na stronę tego, co nowe. Choć uwikłany jest w romanse z różnymi kobietami, które poznajemy w trakcie przedstawienia, nie jest w stanie wyrzucić z pamięci Szoszy – swojej sąsiadki z dzieciństwa. W młodości łączyła ich bliska relacja.

Aron wychował się w Warszawie przy ulicy Krochmalnej. To właśnie tam połączyło go uczucie z Szoszą. Koleje losu odsunęły go od dziewczyny i od własnej przeszłości, do których pewnego dnia wraca spontanicznie, a może wiedziony przez przeznaczenie. Kiedy spotyka Szoszę, okazuje się, że jej życie nie było proste. Śmierć siostry, porzucenie matki przez ojca, poważne finansowe problemy – te wszystkie elementy silnie wpłynęły na kobietę. Nie urosła, przypomina właściwie nadal dziecko, również jej stan psychiczny nie pozostał obojętny na tragedie, które ją spotkały. 

Dla tkwiącej w smutnej rzeczywistości Szoszy, odrzuconej przez środowisko, a nawet przez własnego ojca, spotkanie po latach z ukochanym Aronem, o którym nigdy nie zapomniała, jest wielką radością. Również dla zagubionego w swoim życiu mężczyzny staje się punktem zwrotnym. Zrobi wiele, żeby wyrwać swoją ukochaną z dzieciństwa z jej okropnej codzienności. Dodatkowo okazuje się, że uśpione uczucia, które były do tej pory raczej sentymentem, wybuchają w Aronie ze zdwojoną siłą. Jak potoczą się losy tej dwójki?

Twórcy spektaklu za pomocą dźwięków, ale również projekcji video, pozwolili widowni wyraźnie odczuć czasy, w którym przyszło żyć bohaterom spektaklu. Zbliżające się macki II wojny światowej, która żydowskiemu środowisku zgotowała zagładę, raz po raz ogarniały nie tylko scenę, ale również widownię. Z trwogą niemal widzowie wysłuchiwali archiwalnych nagrań. Nawiązano również do współczesności – ze zmienionym, dostosowanym do opowiadanej historii, tekstem ze sceny popłynęła piosenka „Testosteron”, którą oryginalnie wykonuje Kayah. Ten świeży element nadał sztuce wyjątkowości, która właściwie w całości była jedną z najbardziej oryginalnych, jakie miałam możliwość oglądać.

Na pewno nie jest to prosta historia. Bohaterowie „Szoszy” nie wymkną się nikomu z pamięci. Choć nie są to nam współczesne czasy, to losy Arona mogą być bliskie niejednej osobie, są właściwie uniwersalne. Mimo odsunięcia się na wiele lat od swojej przeszłości, tradycji, a nawet bliskich mu ludzi, mężczyzna ponownie wkroczył w świat, który kiedyś tak dobrze znał. Sytuacja ta pokazuje, jak zaskakujące może być przeznaczenie. Nigdy nie wiemy, co czeka na nas za zakrętem.

Katarzyna Kolibabska
(katarzyna.kolibabska@dlalejdis.pl)




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat