W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Sztuka powrotu do miłości

Opublikowano: 2012-09-11
Recenzja spektaklu „Dwie połówki pomarańczy”.
Dzień wesela i przeddzień identyfikacji zwłok samobójcy. Kobieta, córka, psycholog policyjny i przypadkowa towarzyszka niedoli. Zestaw dość nieoczywisty, jeśli mówić mamy o powrocie męża do żony.

Nie jest to może głębokie psychologiczne dzieło, ale całkiem zgrabna komedia. „Dwie połówki pomarańczy” zaczynają się i kończą pośmiertnym komentarzem głównego bohatera. Poznajemy go w dosyć niezwykłych okolicznościach, a w zasadzie nawet bardziej w niecodziennym stroju. Po dwóch latach od porzucenia swej żony Karoliny pragnie sprawdzić, czy ona nadal go kocha. Zaprasza ją do niewielkiego hoteliku. Szykuje się na intymną rozmowę, ale nie przypuszcza, jak barwny będzie to wieczór. Pojawi się bowiem także jego córka, egzotyczna piękność zza Oceanu. Tym bardziej szokująco niespodziewana, ponieważ Adam od lat podejrzewany był o bezpłodność. Całe trio otrzyma jeszcze w pakiecie wesołą Melanię, która choć na oko mogłaby być babcią Alexis, to energią mogłaby obdzielić wszystkich w hotelu. A zwłaszcza parę młodą, która właśnie świętuje ślub na parterze.

Tyle tylko można powiedzieć o samej sztuce „Dwie połówki pomarańczy”, nie zdradzając zakończenia ani wszystkich krzyżujących się wątków. Ponieważ jest to komedia o pożyciu damsko-męskim, w spektaklu dominuje dowcip związany z tajemnicami alkowy. Jedną z ich głównych orędowniczek jest Mela (znakomita Ewa Złotowska), która co chwila przypomina o tym, by nie żałować sobie uciechy z.. życia. Młodsze pokolenie reprezentuje Alexis (Ola Szwed), która mówiąc o  poważnej ośmiomiesięcznej już relacji ze swoim darling krzyczy „ja chcę być (ciągle) szczęśliwie zakochana. Jak będę chciała pocierpieć to sobie w rękę przypieprzę!!”. W tle przygrywa muzyka z wesela, którego gościem jest Melania. Adam czeka więc na stosowny moment, by porozmawiać z żoną o odejściu i zapowiedzieć chęć powrotu. Niestety wciąż przeszkadza mu albo kolejna rewelacja wieczoru, albo irytująca obecność któregoś z nieproszonych gości. Jak tu liczyć na przebaczenie?

Aktorom towarzyszy nienachalna scenografia. Pojawiają się nawet efekty specjalne. W całości mimo swej głównej roli ginie nieco osoba Adama. Motywacja do działań jego postaci jest najmniej klarowna. Pole do popisu mają więc panie, które skrzętnie to wykorzystują. Karolina (Cynthia Kaszyńska) nawet nie marzyła o spotkaniu z niegdysiejszym mężem (Jacek Kawalec). Podczas wieczoru i nocy w małym hoteliku będzie mogła odkryć także i swoje tajemnice.. Gwarantując widzom, podobnie jak i reszta bohaterów, co najmniej kilka scen dobrej rozrywki.

Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)

„Dwie połówki pomarańczy”, Teatr Capitol Warszawa, reż. Maria Ciunelis




Społeczność
Reklama