„Ta druga” – recenzja

Opublikowano: 2019-04-13
Recenzja książki „Ta druga”.
Dokąd doprowadzi rywalizacja między dwiema ambitnymi kobietami?

Wydawać by się mogło, że już sam tytuł z miejsca zawęża grono potencjalnych odbiorców i raczej nie powinniśmy się spodziewać w tej książce czegoś wykraczającego poza oklepany schemat miłosny. Oficjalny opis z kolei skierował moje myśli w stronę klimatów biurowych wojenek podkręconych niepokojami związanymi z wywracającym życie do góry nogami macierzyństwem. Podobną tematykę z niestety opłakanym skutkiem podejmował serial BBC sprzed dwóch lat pt. „The Replacement”, w którym to panie architekt toczyły emocjonalno-fizyczne boje o to samo stanowisko. Michelle Frances postanowiła nieco zabawić się konwencją i pójść innym tropem, serwując pokręconą opowieść o kobiecym braku pewności siebie. Tak, jak na ekranie, tak i na kartach powieści, im dalej w las, tym bardziej absurdalnie, ale zacznijmy od początku.

Główni bohaterowie „Tej drugiej” to Carrie, uznana i szanowana w środowisku telewizyjnym producentka, jej mąż  - świeżo upieczony laureat BAFTy - scenarzysta Adrian oraz młoda, pełna pomysłów Emma pragnąca wkręcić się do branży, aby wreszcie pokazać sobie i wiecznie niezadowolonym rodzicom, na co ją stać. Okazja nadarza się, gdy Carrie zachodzi w nieplanowaną ciążę, a jej pracodawczyni musi zatrudnić kogoś, kto choćby tymczasowo mógłby wykonywać jej obowiązki. Z czasem okazuje się, że uczennica talentem i pracowitością niewiele odstaje od mistrzyni. W Carrie narastają coraz większe wątpliwości odnośnie moralności i prawdziwych zamiarów zastępczyni, a relacja między Adrianem i Emmą staje się obiektem firmowych plotek oraz coraz bardziej paranoicznych podejrzeń jego żony.

Nie ma sensu zdradzać tego, jak potoczyła się ta historia. Napiszę tylko, że jej dynamizm i przynajmniej częściowa nieprzewidywalność to zarówno największa zaleta jak i wada, szczególnie, jeśli chodzi o ostatnie kilkanaście stron. Dzięki krótkim rozdziałom książkę bardzo szybko się czyta. Jeśli tylko jesteśmy w stanie wyłączyć umysł lub chociaż przymknąć oko na mnożące się niedorzeczności, to jest to całkiem niezła porcja niezobowiązującej rozrywki na jeden wieczór. Na plus zaliczam również fakt, iż w tym nietypowym trójkącie, o dziwo, są aż dwie osoby, z którymi, mimo ich nieraz naciągającego prawa logiki zachowania, można sympatyzować, a tylko tej trzeciej życzyć wszystkiego najgorszego. W tej kwestii zdecydowanie autorka dała z siebie wszystko, by spełnić nasze oczekiwania.

Niemniej myślę, że nie tylko mnie dziwi sytuacja, gdy thriller (moim zdaniem raczej dramat psychologiczny) kończy się iście sielankowym obrazem w pastelowych kolorach tęczy. W konsternację wprowadzały mnie również niektóre sceny i w zasadzie cała postać Elaine. Trudno mi było rozstrzygnąć, czy miał to być przejaw poczucia humoru pisarki, czy raczej melodramatyzm podkręcony do maksimum.

W ostatecznym rozrachunku „Ta druga” wywołała we mnie dość mieszane uczucia, przez co nie mogę uznać jej za coś więcej niż lekkostrawne czytadło.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Michelle Frances, „Ta druga”, Warszawa, Wydawnictwo Albatros, 2019 r.




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat