Testament, który zasiał zamęt

Opublikowano: 2012-11-21
Recenzja książki „Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna”.
Ogromna dawka humoru i solidna garść emocji zakrapiane niezbyt wesołą historią o trudach dojrzewania.

W księgarniach aż roi się od książek o miłości. Jedne są mniej, inne bardziej banalne. „Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna”, zdecydowanie należy do tych o minimalnym kalibrze banału.

Kiedy poznajemy Asię, w zasadzie niczego nie można jej pozazdrościć – przeciętna uroda, figura daleka od supermodelki, praca na uczelni zmuszająca ją, by dorabiać do lichej pensji. Na jej chłopaka, wiceprezesa banku ze 100-metrowym mieszkaniem, można przymrużyć oko – wiecznie zajęty, nigdy nie mówi, że ją kocha, nie składa wiążących deklaracji, no i ma piękną asystentkę, o zgrozo! Bohaterka idealna. Skóra zdjęta z niejednej Polki. Łatwo można się z nią utożsamić i błyskawicznie obdarzyć sympatią. Dzieje się to tym szybciej, że kobieta ma ciekawą osobowość, inteligentny żart i iście ciętą ripostę. Soczyście charakterystyczna postać to kolejny plus tej książki.

Choć życie Joanny do nudnych nie należało, to uatrakcyjnione zostało spadkiem od ciotki. Kobieta początkowo dość sceptycznie podeszła do uwzględniania jej w testamencie. Czegóż mogła się spodziewać po emerytowanej nauczycielce, która pewnego dnia, będąc jej tymczasową opiekunką, wyrzuciła ją z mieszkania. Mimo wszystko pofatygowała się do rodzinnej miejscowości, mniej z własnych chęci, a bardziej na prośbę rodziców mieszkających na stałe w Stanach i uparcie dzwoniących do niej po nocach, nie potrafiąc poprawnie oszacować różnicy czasowej. Dotarcie do miasteczka spowodowało uruchomienie samosterującej się machiny zabawnych sytuacji, zaskakujących przypadków, ale i chwil grozy. Thrillera nie ma się jednak co spodziewać. Nawet w sytuacjach z serii „pod wysokim napięciem”, autorka trzymając rękę na pulsie, nie pozwala czytelnikowi zejść z tego świata, serwując mu co i rusz kolejne humorystyczne teksty.

Pośród wszechobecnych, zabawnych scen wpleciona została historia dorastania Asi. Smutna, przygnębiająca, ale nie mdła, tylko pełna emocji. Czy powrót do miasteczka zachwieje równowagą dojrzałej już kobiety? Czy pozwoli jej uporać się z przykrą przeszłością i jaki będzie to miało wpływ na jej przyszłość?

Powieść nie miałaby tego niepowtarzalnego klimatu, gdyby nie pozostali bohaterowie, o równie interesujących osobowościach i historiach. A tych nie brakuje. To kolejny plus tej książki. W śród nich są: wiecznie nachodząca Asię, wścibska sąsiadka, adwokat mający liść marihuany na koszuli, samotna matka, w której Joanka za żadne skarby nie rozpoznała koleżanki z klasy, niegdyś ubóstwiającej mocne brzmienie metalu, wuj z Niemiec, burmistrz z kryminalną przeszłością i… odziedziczony kot. Jaki jest udział tego zwierzaka w całej historii? Nadmienię, że znaczny.

Zachęcam do przeczytania! Porządna dawka śmiechu gwarantowana!

Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)

Kasia Bulicz-Kasprzak, „Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna”, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2012




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat