W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


"Tulipanowa gorączka" - recenzja

Opublikowano: 2016-07-19
Recenzja książki "Tulipanowa gorączka".
Miłość doprowadziła do upadku wiele kobiet i wpędziła w szaleństwo wielu mężczyzn.

Dziś zdrada małżeńska nie oburza tak, jak dawniej. Owszem w dalszym ciągu jest bolesna i bardzo upokarzająca, ale jest akceptowalna w społeczeństwie i nie niesie za sobą katastrofalnych następstw. W czasach, w których rozgrywa się akcja powieści "Tulipanowa gorączka" romans wykluczał z towarzystwa, hańbił kobietę w oczach rodziny i sąsiadów, a mężczyzn skazywał na ośmieszenie.

Sophia to młoda kobieta, która ze względów ekonomicznych musi żyć w małżeństwie z dużo starszym mężczyzną. Ich związek nie jest udany. Prawdziwego uczucia kobieta doznaje z rąk artysty, który maluje ich rodzinny portret. Chwila spełnienia przyniesie nieoczekiwane, tragiczne skutki.

Sophia to młodziutka niedoświadczona żona i gospodyni. Całkowicie podporządkowuje się swojej roli, jest wycofana i obojętna. Jedynie w towarzystwie równie młodej służącej otwiera się, odżywa. Po małżeństwie i mężu nie oczekuje zbyt wiele, bo nie zna prawdziwej miłości i nie zaznała słodkiego uczucia spełnienia. Dopiero malarz, Jan van Loos, czyni z niej kobietę z krwi i kości. Jej szczęście nie trwa długo. Obawa przed skandalem i konsekwencjami jest zbyt wielka. Jednak los już wystawił jej rachunek...

Siedemnastowieczny Amsterdam najbardziej kojarzy się z rozwojem, ekspansją malarstwa i tulipomanią, która doprowadziła do ekstazy i spektakularnego upadku pospolitych, jak i bardzo zamożnych Holendrów. Tytuł, a także blurb wskazuje, że Deborah Moggach przybliży tę niesamowitą historię sprzed wieków. Po prawdzie, tylko dlatego sięgnęłam po tę książkę. Niestety, zawiodłam się. Dla mnie jedna transakcja, jeden epizod i kilka ogólników to za mało żeby zaspokoić ciekawość.

Również temat malarstwa nie usatysfakcjonował mnie w pełni. Liczyłam na drugą "Dziewczynę z perłą", a otrzymałam trywialny romans, brak konsekwencji oraz nieumiejętność udźwignięcia ciężaru swojej decyzji. 

Przedstawiony zarys fabuły mógłby wskazywać na emocjonalną i poruszającą historię. No właśnie, mógłby. Dla mnie albo wszystkiego jest za mało albo brzmi mało wiarygodnie. Bohaterowie byli mi obojętni, ich losy śledziłam z obowiązku, a nie przyjemności. Kolejne wydarzenia, choć skandaliczne na tamte czasy, przyjmowałam ze znużeniem i zdziwieniem naiwności niektórych zachowań.

"Tulipanowa gorączka" nie była dla mnie udaną lekturą. Trudny początek, długie opisy, cytaty z klasyków, a do tego banalna, miałka historia nie robi piorunującego wrażenia. Wręcz przeciwnie, tuż po przeczytaniu mam ochotę o niej zapomnieć. 

Aleksandra Jesiołowska
(aleksandra.jesiolowska@dlalejdis.pl)

"Tulipanowa gorączka" Deborah Moggach, tł. Maja Justyna, wyd. III, Rebis, Poznań 2016




Społeczność
Reklama