W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


„Uczeń Alvin” – recenzja

Opublikowano: 2017-03-18
Recenzja książki „Uczeń Alvin”.
Kolejna część fantastycznej sagi o Alvinie Stwórcy, w której chłopiec dorasta i uczy się zawodu kowala. Co mu się przydarzyło? Co z tej nowej przygody wyniósł?

Na odświeżone wydanie trzeciej części sagi o Alvinie Stwórcy autorstwa Orsona Scotta Carda nie trzeba było długo czekać. Książka zaczyna się w momencie, gdy główny bohater po raz kolejny opuszcza rodzinne miasteczko, tym razem zmierzając udać się na praktyki do kowala, z którym umowę podpisał jego ojciec. Przypominam, że dotrzeć miał tam już wcześniej, ale plany zakłóciło pojawienie się Indian i odbycie z nimi szeregu podróży, które wiele Alvinowi dały. To wówczas nauczył się biegać po lesie przez sen, nie zostawiać po sobie śladów i rozumieć, co poprzez pieśń chce mu przekazać natura. Wtedy również zobaczył wizję miejsca, które przyjdzie mu stworzyć.

W „Uczniu Alvinie” ważnych bohaterów mamy dwóch. Pierwszym jest oczywiście sam Alvin, drugim żagiew Peg, dzięki której kilkanaście lat wcześniej chłopiec urodził się i przeżył. Mało tego, dzięki której miał szansę zostać siódmym synem siódmego syna, gdyż zobaczyła ona, że najstarszy brat wciąż jeszcze żyje. Alvin idąc terminować u kowala, ma nadzieję spotkać się z nią i dowiedzieć, jak ma zostać Stwórcą.

Sprawy się komplikują, jak to w każdej trzymającej w napięciu powieści bywa. Peg ucieka przed Alvinem, a raczej przed swoim uczuciem do niego, a chłopak zostaje u kowala, skrywając przed mieszkańcami miasteczka posiadany dar. To właśnie tam rozgrywają się wszystkie wydarzenia przedstawione w „Alvinie Stwórcy”.

Choć miejsce akcji powieści jest stałe, czas się zmienia. Mijają dni, miesiące, a w końcu całe lata. Napotykamy rozdziały, które dzieli kilka godzin, ale także takie, między którymi rozciąga się wielomiesięczna pustka. Co ważne, rozbieżność ta nie razi, ani nie ma szczególnego znaczenia. Wszystko, co powinno zostać powiedziane, zostało. Card nie zostawia czytelnika z pytaniami bez odpowiedzi. Kluczowe wątki zamyka, a zakończeniem łagodnie wprowadza nas w to, co pojawi się w kolejnej części.

Choć byłam pewna, że podobnie jak w części drugiej, w trzeciej pojawią się Indianie, powieść nie zawiodła mnie. Każdy tom sagi o Alvinie Stwórcy jest odrębnym mikrokosmosem, który ma charakterystyczne dla siebie kolory, zapachy, smaki, dźwięki... Poza tym – co tu ukrywać – kocham to, jak Card maluje słowami i jak sprawia, że czytelnik płynie przez treść. Nie mogę się doczekać części czwartej!

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Orson Scott Card, Uczeń Alvin, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2017




Społeczność
Reklama