„Wiatraki” – recenzja

Opublikowano: 2018-10-11
Recenzja książki „Wiatraki”.
Nowa sprawa wystawia na próbę relację zaprzyjaźnionych policjantów.

Podkomisarz Lucjan Bałyś i inspektor Andrzej Krzycki to postaci doskonale znane czytelnikom serii grobiańskiej. Tym, którzy tak jak ja, spotkają ich po raz pierwszy w „Wiatrakach”, powinna wystarczyć informacja, że są to sławni na cały kraj krakowscy funkcjonariusze wydziału kryminalnego obdarzeni podobnymi cechami. Obaj lubią adrenalinę i bijatyki, wolą naginać zasady do swoich potrzeb niż trzymać się regulaminu i mają specyficzne poczucie humoru. Różni ich metryka (Bałyś nie ma jeszcze trzydziestki, Krzycki jest w wieku średnim), niechęć do ludzi i skłonność do nałogów Andrzeja oraz zapał do gotowania i hipsterski wygląd Lucjana. Wyjątkowo infantylne nieporozumienie sprawia, że ich drogi rozchodzą się w czasie, gdy młodszy z nich przepada bez śladu podczas wyjazdu na konferencję do Słupska, gdzie zostaje wmieszany w porachunki gangsterskie oraz śledztwo w sprawie zabójstw z użyciem… wiatraka. Z czasem wychodzi na jaw, że wszystko łączy się z ciemną przeszłością pewnej mieściny, a także niechlubnymi wydarzeniami z życia inspektora.

Krzysztof A. Zajas początkowo dzieli, a następnie na dobre przenosi akcję z Małopolski na Pomorze i trzeba przyznać, że rozbudowana charakterystyka nowego miejsca jest najjaśniejszym punktem całej opowieści. Specyficzna mentalność zamkniętej społeczności; zmowa milczenia; szare, podkupywane w nie zawsze legalny sposób, pola przerabiane na farmy wiatrowe; wciąż żywa pamięć o przesiedleniach z poniemieckich terenów – to wszystko sprawia, że nawet człowiek nieobeznany z okolicą może poczuć klimat napięcia mogącego w każdej chwili przybrać formę agresji. Niestety, z resztą jest już znacznie gorzej.

Pierwszy problem, na jaki natrafiłam, to wręcz komiksowe przerysowanie fizycznej wytrzymałości głównych bohaterów. Bałyś i Krzycki skaczą po stołach i wiatrakach, powalając z łatwością absurdalne liczby przeciwników, którzy, najwyraźniej niczym w filmach klasy G, grzecznie stoją obok tłuczonych kolegów i potulnie czekają na swoją kolej. Niemniej irytująca jest porażająca hipokryzja ich działania, bo jak inaczej nazwać odpowiadanie na podejrzenie zdrady zdradą z dosłownie pierwszą napotkaną osobą, czy decyzję o zostawieniu ulicznego chuligana w spokoju wyłącznie z racji młodego wieku, a następnie radosne przespanie się z jego równolatką. Pokrętna logika dotyczy również po części wiatrakowego mordercy, ale najwyraźniej twórca uznał, że było to niezbędne dla lepszego zaakcentowania wciąż modnej tematyki #metoo. Prawdę mówiąc, czasem miałam wrażenie, że na książkowym Pomorzu osoby niemyślące dolną częścią ciała stanowią znikomy odsetek ludności.

Niespecjalnie przypadł mi też do gustu przesadnie kwiecisty styl autora. Zbyt duża ilość opisów, wplatanie w nieznanym celu wątku walki o niezawisłe sądy, a chwilami zwyczajne wodolejstwo sprawiły, że książkę po prostu ciężko się czyta i nawet sceny w zamierzeniu dynamiczne nie wciągają tak, jak powinny. Nie przekonała mnie nawet kreowana na punkt wyjścia wielka, męska przyjaźń, skoro wystarczył tak błahy incydent by postawić ją pod znakiem zapytania. Krótko i kolokwialnie mówiąc, „Wiatraki” nie porwały mnie zarówno na poziomie fabularnym, jak i językowym.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Krzysztof A. Zajas, „Wiatraki”, Warszawa, Wydawnictwo Marginesy, 2018 r.




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat