„Wszystko, czego pragnę w te święta” – recenzja

Opublikowano: 2020-02-14
Recenzja książki „Wszystko, czego pragnę w te święta”.
„Nigdy nie wiesz, kiedy twoje życzenia się spełnią”

Wyjątkowo nie wiem, od czego zacząć. Wybrałam tę książkę, licząc na lekturę lekką, może nawet nieco przesłodzoną i ociekającą romantyzmem, bo w końcu co się może wydarzyć w czasie świąt. Co najwyżej wszyscy dostaną wymarzone prezenty albo, co podobno jest już także polską tradycją, wszyscy się pokłócą. Ot, taka tam polska wersja świąt z pocztówki albo świątecznych obrazków, jakimi nas karmi telewizja.

Tymczasem spotkało mnie zaskoczenie, bo święta nie były cukierkowe, choć musiała się pojawić miłość albo przynajmniej erotyczna fascynacja. Tego się spodziewałam. Nie spodziewałam się, że zacznę tę historię od przyjrzenia się zapracowanym poznaniakom, wśród których ważną rolę odegra Ewa. Ambitna kierowniczka prowadząca, według jej własnego brata, nieco nudne i dość bezbarwne życie, wybiera się na świąteczną przerwę do domu rodziców. Niby to tylko 50 km od Poznania, ale ma to być obietnica innego świata, spokojnego i dość beztroskiego, a na pewno - z dala od korporacyjnego magla.

Tak się dzieje do czasu, gdy na to samo Boże Narodzenie zjeżdża Adam, brat bliźniak, z tajemniczym kolegą Brunem, uroczym łobuzem o wysokiej kulturze osobistej. Jeśli ktoś się spodziewa, że czas do świąt będzie się im sennie dłużyć wśród zapachu pierogów, piernika czy bigosu, to mocno się myli. Świąteczna sceneria odsłania różne problemy: matka chyba wpadła w alkoholizm, ojciec właśnie przeżywa drugą młodość i ucieka z domu, prezentując swoje nowe motoryzacyjne cacko. A dzieci, jak to dzieci: młodzi, robiący kariery, ona bez partnera od dawna, on bez partnerki, bo się właśnie z nią rozstał. Tylko ten tajemniczy facet, pyskaty i przystojny…

To właśnie Bruno rozbudzi w Ewie te wszystkie emocje, które w korporacji starała się za wszelką cenę zagłuszyć, rzucając się w wir pracy i wkładając codziennie te same, nieco nudne, proste garsonki. Jednak to właśnie przyjaciel brata przypomni Ewie, że nie samą pracą żyje człowiek, że czasem potrzebuje także czułości i bliskości innej osoby. Jak będzie to wyglądać w przypadku bohaterki tej książki? To już pozostawiam czytelniczkom. To one odkryją, jak się ułożą relacje między Ewą a Brunonem i może nawet uda im się poznać kilka innych tajemnic, jakie skrywają świętujący.

Ta książka nie męczy, nie ma tu zbędnego filozofowania, że trzydziestoletnia kobieta powinna mieć stałego partnera i nie może się oddawać tylko pracy. Owszem, czasem takie myśli są przemycane przez bliższych i dalszych znajomych, ale ustalmy: to nie one mają stanowić kwintesencję tej książki. Nostalgiczny okres świąt, bez śniegu, bo to Polska, może także nieźle namieszać w życiu. Jeśli więc szukacie książki, którą będziecie czytać z wypiekami, bo kręci was, co on powie i zrobi, sięgnijcie po „Wszystko…”. Takich świąt można sobie tylko życzyć.

Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)

Anna Langner, „Wszystko, czego pragnę w te święta”, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2019




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat