W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


„Zapisane w wodzie” – recenzja

Opublikowano: 2017-06-19
Recenzja książki „Zapisane w wodzie”.
Ta woda kryje w sobie wiele tajemnic, które przyciągają kobiety i odbierają im życie. Czy faktycznie losy wszystkich kobiet, które oddały się wodzie, zapisane były w niej ręką traconych tam czarownic?

W sennym miasteczku znajduje się jedno miejsce, w którym wiele kobiet postanawia odebrać sobie życie. Latem Topielisko jest przestrzenią dla młodzieńczych wybryków i fantazji, relaksu w odmętach wody i skoków do niej z wysokiej skały. To dzieje się w dzień; nocą ciemna toń wody przyciąga do siebie kobiety w różnym wieku i można odnieść wrażenie, że wręcz każe im skakać. Nel Abbott, samotna matka piętnastolatki całe swoje życie poświęca fascynacji tym dzikim miejscem. Pisze o czarownicach, na których dokonywano tutaj prób topienia, a potem – o wszystkich kobietach, które z własnej woli zanurzyły się w toni, by już z niej nie wyjść o własnych siłach. Czuje się również związana osobiście z Topieliskiem, z którego odmętów uratowała przed laty własną siostrę. Tym razem jednak to ona skacze z urwiska i odbiera sobie życie, zostawiając wiele pytań bez odpowiedzi.

Z różnych przyczyn nie czytałam wcześniejszej książki Pauli Hawkins, czyli osławionej „Dziewczyny z pociągu”, która doczekała się nawet ekranizacji. To sprawiło, że bez żadnych uprzedzeń mogłam usiąść do lektury jej kolejnego, literackiego dobytku. I już po pierwszych stronach wiedziałam jedno: tę autorkę można albo absolutnie pokochać, albo całkowicie znienawidzić. Za wszystko, począwszy od sposobu przedstawiania kolejnych bohaterów, przez irytujące postaci, które wydają się zupełnie nie pasować do kontekstu historii, aż po fabułę, która rozkręca się bardzo powoli. Każda z tych rzeczy znajdzie tak swoich zwolenników, jak i przeciwników, dlatego nic dziwnego, że „Zapisane w wodzie” budzi nie mniej emocji aniżeli poprzednia książka tej autorki.

Z początku żywiłam raczej mieszane uczucia w stosunku do sposobu budowania fabuły i bohaterów – bo zdecydowanie czymś, co zainteresowało mnie od pierwszych chwil, był sam temat historii tajemniczej, płynącej przez całą miejscowość rzeki i niezwykłego Topieliska. Sposób przedstawienia wydarzeń i fakt, że autorka daje głos każdemu ze swoich bohaterów z jednej strony pozwala nam mieć wgląd w ich myśli i wydarzenia z każdej perspektywy. Z drugiej strony jednak buduje niepotrzebny dystans do wydarzeń, co mi osobiście bardzo przeszkadzało we wciągnięciu się w samą fabułę. Aż do połowy książki nie wiedziałam praktycznie wiele więcej aniżeli na jej początku, co było irytujące i kreowało pewien rodzaj niedosytu.

Można powiedzieć jednak, że ostatecznie Paula Hawkins osiągnęła to, do czego zmierzała. „Zapisane w wodzie” okazało się być ciekawym, aczkolwiek dość charakterystycznym thrillerem, który na pewno nie przypadnie do gustu każdemu. To książka wymagająca skupienia, oddania i wyłączności od każdego czytelnika. A to, czy ją pokochasz, czy znienawidzisz, stwierdzisz już po kilkunastu pierwszych stronach.

Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)

Paula Hawkins, „Zapisane w wodzie”, Warszawa, Świat Książki, 2017.




Społeczność
Reklama