W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


„List z powstania” - recenzja

Opublikowano: 2014-02-10
Recenzja książki „List z powstania”.
Jest w twórczości Klejzerowicz coś takiego, co mnie do niej przyciąga.

I choć nie wszystkie powieści tej autorki spełniają moje oczekiwania, to jednak za każdym razem jestem ogromnie ciekawa, co też znów zaserwowała swoim czytelnikom. Tym razem zdecydowanie przeszła samą siebie.

Julia Bańkowska przeżyła wojnę. Ocalała w powstaniu warszawskim. Ale tracąc rodziców i siostrę, której losy przez bardzo długi czas pozostały nieznane, nieodwracalnie straciła część siebie, resztę życia poświęcając poszukiwaniom, które pełne są ślepych zaułków i niebezpieczeństwa. Poszukiwaniom, w które zaangażowała swojego męża - Janusza i córkę - Mariannę. Poszukiwaniom, które w pewnym momencie zaczęły zbierać zbyt wielkie plony.

List z powstania” to historia dwóch kobiet, osadzona na przestrzeni kilkudziesięciu lat, ukazująca nie tylko zmiany, jakie zaszły w ich życiu, ale także te, które nastąpiły w naszym kraju. Pokazująca ciężki los powstańców i nie zawsze krystalicznie czyste oblicze tych, którzy nami rządzili. Anna Klejzerowicz zmusza do myślenia, stawia szereg pytań i sprawia, że o jej najnowszej powieści czytelnik długo nie zapomni.

Na początku trudno mi było nadążyć za zbyt szybko zmieniającą się narracją, przeskakującą od pierwszo- do trzecioosobowej, połączyć wydarzenia mające miejsce w różnych latach, ale gdy już udało mi się złapać odpowiedni rytm - wsiąkłam i przepadłam, z rosnącym zaciekawieniem przewracając kolejne kartki.

Czytając „List z powstania” nie sposób nie współczuć Mariannie - kobiecie, która straciła zbyt wiele za błędy sprzed lat. Za błędy, których nie ona się dopuściła. Za zbrodnie, które nie były jej udziałem. Za wydarzenia, które miały miejsce na długo przed jej urodzeniem. Trudno też nie złościć się na Julię, patrząc na jej zaangażowanie w sprawę z przeszłości, tak wielkie, że aż zapomina o teraźniejszości. Obserwując jak niszczy życie swoje i swojej rodziny. Spychając na drugi plan nie tylko córkę, której powinna poświęcić jak najwięcej uwagi, ale także cały swój świat podporządkowując zaginięciu siostry.

Nie wszystkie powieści Klejzerowicz już czytałam, ale chyba zaryzykuję stwierdzenie, że „List z powstania” to jej najlepsza książka. Wciągająca, wzruszająca, trzymająca w napięciu, z odpowiednio dobranymi „składnikami”, z równomiernie rozłożoną akcją, która ani nie nudzi, ani nie pędzi bez sensu na łeb, na szyję. Autorka, którą dotąd ceniłam głownie za wątki kryminalne, tym razem sprawnie połączyła elementy kryminału, powieści obyczajowej i historycznej. Sprawiła tym samym, że „List z powstania” nie tylko czytałam z niesłabnącą ciekawością, dopingując Mariannę i trzymając kciuki za to, by w końcu poczuła należny jej spokój, ale także w trakcie lektury nie raz czułam ciarki, a w oczach stawały mi łzy.

Izabela Raducka
(kultura@dlalejdis.pl)

Anna Klejzerowicz, „List z powstania”, Poznań, Wydawnictwo Filia, 2014




Społeczność
Reklama