W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


"Patrz na mnie" - recenzja

Opublikowano: 2015-01-16
Recenzja książki "Patrz na mnie".
"Patrz na mnie" to książka, która idealnie oddaje zderzenie pomiędzy oczekiwaniami, marzeniami, wizualizacjami, a tym co stanowi stan rzeczywisty.

Hanna Schutt przeżyła brutalny napad, w którym straciła męża, poczucie bezpieczeństwa i poczucie własnej wartości. Okaleczona psychicznie i fizycznie staje przed trudną decyzją. Jej oprawca może wyjść na wolność. By do tego nie dopuścić, musi zeznawać. Niestety nie pamięta nic z tego, co wydarzyło się w tamtym, feralnym dniu. Jednak jej determinacja w przywróceniu pamięci przynosi efekty, a prawda może okazać się zbyt trudna do zniesienia.

Hanna żyje samotnie. Wstydzi się swojego wyglądu, swoich blizn, oszpeceń. Jedyną pocieszycielką jest suczka Abby, której może się zwierzyć ze swoich żalów, rozpaczy, strachu i poczucia straty, nie tylko tej fizycznej, emocjonalnej, ale i tej dotyczącej planów, marzeń, przyszłości. Nie pamięta tamtej nocy, ale za wszelką cenę próbuje przypomnieć sobie tamte chwile. Nie potrafi jednak zaufać swoim bliskim, dawnym przyjaciołom i nie pozwala sobie na bliskość nawet z córkami. Trzyma je na dystans. Rodzina powinna wspierać się w trudnych chwilach, a tutaj każda na swój sposób próbuje poradzić sobie z napadem i śmiercią Joe'go. Dlaczego?

"To, że coś wygląda, jak wygląda, nie znaczy, że takie jest."

Rodzina Hanny wydaje się być zgrana i szczęśliwa. Jednak przy dokładniejszej obserwacji wychodzą na jaw rysy i pęknięcia, które burzą ten idealny wizerunek. Joe, mąż Hanny był pedantem w życiu prywatnym i zawodowym. Jego dokładność i drobiazgowość nie była zła, sama w sobie, ale kiedy wkracza w system decyzyjny w kwestiach zdrowotnych może okazać się przysłowiowym gwoździem do trumny. Dawn, młodsza córka małżeństwa Schutt ma zeza. Ten optyczny defekt rujnuje jej relacje koleżeńskie w szkole i poza nią. Jest szykanowana, prześladowana, wyszydzana. Marzy o korygującej operacji, ale Joe się nie zgadza. Dziewczyna pozornie podporządkowuje się roli rodzica, ale w głowie uruchamiają się niepokojące plany.

Hanna próbuje zminimalizować rozpacz i żal córki pobłażając jej na każdym kroku i nie dostrzegając jej dziwnego zachowania. A Dawn przekroczyła już granicę moralności, odpowiedzialności, rzeczywistości. Przychodzi jednak czas kiedy Hanna musi rozważyć jak głęboko sięgają jej kompleksy i brak poczucia własnej wartości.

Tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z tego, że z małych wyśmiewanych, zakompleksionych dziewczynek, wyrastają kobiety, które niosą w sobie traumę, postrzegają siebie jako kogoś gorszego, niegodnego uwagi i żyją w pogardzie dla własnego ja. Takim osobom łatwo jest zaimponować, a potem nimi manipulować i budować ich osobowość według własnych potrzeb. Aż strach pomyśleć co się stanie, gdy taki człowiek wpadnie w ręce zwyrodnialca, przestępcy, zbrodniarza. Co roi się w głowie Dawn i dlaczego tak bezgranicznie oddała się we władanie swojego chłopaka Ruda?

Jessica Treadway idealnie nakreśliła nastrój powieści i zagęściła atmosferę. Bardzo szybko udzieliły mi się emocje Hanny. Odczuwałam niepokój związany z brakiem pamięci, zawstydzenie własnym wyglądem, bezinteresowna miłość do córek, w końcu rozpacz po stracie męża i strach przed oprawcą. Ciągła analiza wydarzeń, wspomnień, żonglowanie prawdami, półprawdami pogłębia poczucie niepewności i stawia w ciągłej gotowości na kolejny atak. Razem z Hanną wyczekiwałam ataku, drżąc w oczekiwaniu i paranoi. Dokładnie obserwowałam bohaterów a w szczególności Dawn, próbowałam rozgryźć jej zachowanie, doszukać się w jej słowach dwuznaczności, manipulacji, kłamstwa. Dziewczyna nie waha się grać na poczuciu winy matki, a wzruszające wyznania "kocham cię, mamusiu", w jej ustach brzmi nienaturalnie, ironicznie, diabolicznie wręcz i nie idzie w parze z lodowatym spojrzeniem oraz bezemocjonalnym wyrazem twarzy.

Jessica Treadway nie chciała zbyt łatwo naprowadzić czytelnika na rozwiązanie, ale już na początku rozdała role i postawiła tezę. Naszym zadaniem jest wraz z Hanną próbujemy jedynie ją podważyć bądź odnaleźć bezpośrednie, mocne dowody na jej potwierdzenie. I mimo, że autorka podrzuca kilka innych tropów, motywów, sprawców, nie są przekonujące, a w naszej głowie tkwi jak zadra okrutne rozwiązanie.

Mimo tego, "Patrz na mnie" to wstrząsająca książka o utraconych marzeniach, rywalizacji, relacjach rodzinnych, nadmiernej dyscypliny i pobłażliwości, która przynosi zaskakującą kontrreakcję.

Aleksandra Jesiołowska
(aleksandra.jesiolowska@dlalejdis.pl)

Jessica Treadway "Patrz na mnie", tł.Teresa Komłosz, Prószyński i s-ka, Warszawa 2014




Społeczność
Reklama