Terapeutyczny dziennik

Opublikowano: 2012-03-17
Recenzja książki "Zielone oczy Mariny".
Sięgając po "Zielone oczy Mariny", od razu zwróciłam uwagę na nostalgiczną okładkę. Plaża, morze, samotna kobieta. Jakbym widziała siebie!

Kiedy chcę się uspokoić, zebrać myśli, znaleźć rozwiązanie - idę popatrzeć w morze. Mój sposób na kłopoty i treść książki wyjątkowo współgrały. "Zielone oczy Mariny" to próba poradzenia sobie z życiem, ze sobą, z rozterkami. To zwierzenia kobiety będącej na zakręcie.

"Zielone oczy Mariny" to bardzo osobisty i intymny dziennik pewnej 29-latki. Opisuje ona przypadkowe spotkanie w Barcelonie, które jest początkiem wielkiej miłości. Jednak wspólne życie w Polsce nie układa się najlepiej. Ciągłe ukrywanie, brak swobody, zakłamanie, doprowadzają do rozpadu związku. Od tej pory dziennik jest zapisem jej rozpaczy, bólu i cierpienia. Bohaterka książki zaczyna zadawać coraz trudniejsze pytania o sens istnienia, o tolerancję, o wiarę. Dziennik staje się dla niej swoistą ścieżką terapii. Poprzez pisanie, łatwiej jej poradzić sobie z własnymi uczuciami, tęsknotą i samotnością. Książka jest naładowana emocjami. Zna je każdy, kto choć raz w swoim życiu kochał.

Miłość jest głównym tematem w literaturze. "Zielone oczy Mariny" jest o tyle oryginalna, że traktuje o miłości między kobietami. Ten temat rzadko jest wykorzystywany przez pisarzy, a szkoda. Być może stałby się pretekstem, aby oswoić homoseksualizm w Polsce. W książce pada zdanie: "Nasze społeczeństwo jeszcze nie dorosło do tolerancji jakiejkolwiek odmienności, nie tylko seksualnej, ale i religijnej czy rasowej." Niestety, muszę się z tym zgodzić, chociaż zupełnie tego nie rozumiem. Niejednokrotnie byłam świadkiem okrutnych komentarzy na temat religii mojej koleżanki czy koloru skóry mojego sąsiada. To jest przerażające. Wcale się nie dziwię, że wiele lesbijek i gejów boi się wyznać i przyznać do homoseksualizmu swoim bliskim. Te tzw. coming out'y nie byłyby konieczne, gdyby w rodzinach panowała miłość, zaufanie i akceptacja. A nie strach przed osądem sąsiada.

Myślę, że książka zainteresuje przede wszystkim tych, którzy sami cierpią po rozpadzie związku. Może będzie dla nich inspiracją i sami stworzą swój terapeutyczny dziennik.

Aleksandra Jesiołowska
(aleksandra.jesiolowska@dlalejdis.pl)

Anna Sznajder, "Zielone oczy Mariny", WFW




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat
gggasd