"Zapiski dyletanta" - recenzja

Opublikowano: 2018-10-11
Recenzja książki "Zapiski dyletanta".
Kim był Leopold Tyrmand? On sam lubił nazywać siebie dyletantem, gdyż popadł w ciężki nałóg uzewnętrzniania swoich myśli, niekoniecznie poprawnych i wygodnych.

Dla innych z pewnością pozostał niebanalnym obserwatorem rzeczywistości, niespokojną pisarską duszą, barwnym ptakiem PRL-u i miłośnikiem jazzu. Większości kojarzy się ze słynnym kryminałem "Zły", opisującym zbrodnie w czasie Polski Ludowej, który szybko stał się jednym z najbardziej poczytnych kryminałów wszechczasów.

"Zapiski dyletanta" skupiają się na dość odważnych spostrzeżeniach autora głównie dotyczących Świata zza Wielkiej Wody w odniesieniu do europejskich norm i wartości. W 1996 roku Leopold Tyrmand opuszcza Polskę i wyrusza drogą morską do Ameryki. Niczym Krzysztof Kolumb odkrywa fascynujący, ogromny, różnorodny i pachnący bogactwem kraj. Z różnych miast robi notatki zawierające opis architektoniczny, ciekawostki, wygląd i zachowanie ludzi oraz swoje przemyślenia na temat spotkanych tam zwyczajów, wyznawanych poglądów i ideologii. Na przykład Nowy Jork jest dla niego pełen przepychu i dekadencji. Chicago to mroczna siła. Kalifornia kojarzy mu się z przepychem i radością życia. Boston to ogrom tradycji i strasznego ponuractwa. Dodatkowo bywa zaskoczony bezpośredniością, skrupulatnością i snobizmem Amerykanów. Wręcz przeraża go wścibstwo, które w starej Europie nie jest mile widziane.

Z początku jest zachwycony wolnością w każdej formie bycia - wolnością słowa, myśli, czynu. Jednak z czasem zaczyna dostrzegać brak szacunku do wolności i demokracji, o którą nikt z obecnych nie musiał walczyć. Burzy go zadufanie i nadużywanie dobroci płynącej z wolnego wyboru. Osłabia go zakłamywanie rzeczywistości i zamiatanie pod dywan spraw niewygodnych i brzydkich oraz udawanie, że wszystko w Ameryce świetnie gra. Dlatego też Tyrmand sformułował własne prawo: "Wartość rewolucjonisty jest proporcjonalnie odwrotna do wartości systemu, z którymi walczy - im bardziej represyjny i okrutny system, tym bardziej mężny i ofiarny buntownik. Innymi słowy, im lepszy i łagodniejszy system, tym większy z buntownika arogant". Postanowił bronić amerykańskiej demokracji przed Amerykanami, by w pełni uświadomić ich z posiadanego szczęścia. I Amerykanie zaczęli podziwiać tego moralistę z Polski. Ponadto znajdziemy tutaj zapiski na temat rewolucji i moralności również z płaszczyzny gorącej Hiszpanii i walczącego Izraela.

Wydawnictwo MG słusznie wznowiło tą książkę, gdyż mimo że nie do końca zgadzam się z pewnymi poglądami autora, zwłaszcza na tematy damsko-męskie, to świetna kopalnia złotych myśli i ciekawych spostrzeżeń na temat polityki i systemów władzy, a także kultury amerykańskiej. Jest to dosyć zajmująca lektura i z pewnością spodoba się czytelnikom lubiącym intelektualne rozgrywki i potyczki słowne. Bo z Leopoldem można się nie zgadzać, ale wysłuchanie jego zdania z pewnością przyczyni się do pozszerzenia naszego pola widzenia.

Sandra Kortas-Dorsz
(sandra.kortas@dlalejdis.pl)

"Zapiski dyletanta", Leopold Tyrmand (przekład Małgorzata Wolanin), Wydawnictwo MG, Kraków 2018




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat