„Centrum śmierci” – recenzja

Recenzja książki „Centrum śmierci”.
„Jakimikolwiek drogami byście zdążali, gnilnymi czy mumifikacyjnymi, ostatni przystanek dla wszystkich jest taki sam: z prochu powstaliśmy, w proch się obrócimy. Tak już wypada – każdy z nas się rozkłada”.

Kiedy widzicie na okładce napis „dla fanów (wstaw dowolny tytuł)” i do owej grupy się zaliczacie, to a) sięgacie po książkę w ciemno, b) stwierdzacie, że to tani chwyt reklamowy i raczej należy podejść do sprawy na chłodno, czy c) zależy, zapytaj za miesiąc, jak przeczytam (wstaw dowolny tytuł)? Mi osobiście najbliżej jest do stanowiska numer 2, ale nie ukrywam, że czasem entuzjazm przyćmiewa zdroworozsądkowe podejście i mimowolnie nakręcam się przed lekturą. Tak właśnie było w przypadku „Centrum śmierci” Shiyi Ribowsky’ego i  Toma Shachtmana, które było polecane dla czytelników recenzowanego przeze mnie trzy lata temu „Ciało nie kłamie” dr Judy Melinek i jej męża T.J. Mitchella.

W „Ciele…” spoglądaliśmy na życie i śmierć oczami pani patolog, a tym razem naszym narratorem jest przedstawiciel zawodu pokrewnego - śledczy w Biurze Naczelnego Lekarza Sądowego Nowego Jorku. Jest to funkcja niemająca polskiego odpowiednika. W wielkim skrócie jest to ktoś o przeszkoleniu medycznym niebędący lekarzem i zajmujący się badaniem miejsca zgonu, wstępnymi oględzinami ciała, a czasem również pracami związanymi z wykonaniem autopsji. Sam Shiya Robinsky jest z wykształcenia asystentem medycznym, co oznacza w praktyce przyswojenie skróconego i przyspieszonego programu studiów lekarskich w ciągu od 24 do 28 miesięcy.

Jak autor przyznaje, nie pamięta „już każdej z ponad ośmiu tysięcy spraw”, które badał, niemniej przytacza kilka z nich, które najbardziej utkwiły mu w pamięci. Bywa więc obrzydliwie, ale i zabawnie (historia z mumią w walizce na wyprzedaży u transwestyty to prawdziwa perełka), smutno, ale i pokrzepiająco. Z racji, iż miejscem akcji jest Nowy Jork oczywiście nie mogło zabraknąć wspomnień na temat ataku z 11 września i tego, jak wyglądały działania związane z identyfikacją ofiar i jak wiele problemów rodził ten mozolny proces.

Mocna tematyka wbrew pozorom nie przytłacza formy. Tekst jest płynny i żywy. Sporo w nim wyjaśnień i szczegółów odnośnie pracy śledczego, ale czyta się naprawdę szybko i w skupieniu, za co podziękowania należą się również tłumaczce Joannie Krystynie Radosz. Życie prywatne Ribowsky’ego jest ledwo zasygnalizowane, jednak fakt, iż zostaje zepchnięte na dalszy plan w pewnym momencie uderza w naszego bohatera ze zdwojoną siłą i sprawia, że jeszcze lepiej możemy się z nim identyfikować. Osobiście wolałabym, aby mimo wszystko wątek WTC był nieco bardziej okrojony, a w zamian w treści znalazło się więcej informacji z innych śledztw, jednak rozumiem, że waga i reperkusje tego ataku miały niebagatelny wpływ nie tylko na karierę autora.

Podsumowując, tym razem napis z okładki nie kłamał. „Centrum śmierci” jest jedną z najlepszych pozycji, nie tylko z gatunku literatury faktu, przeczytanych w ostatnim czasie i kolejną przekonującą o tym, że śmierć nie powinna być tematem tabu. Nie przestanie istnieć, jeśli będziemy milczeć, za to dzięki ludziom takim jak Shiya Ribowsky możemy spojrzeć na nią z innej, może bardziej technicznej, ale wciąż bardzo ludzkiej perspektywy.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Shiya Ribowsky, Tom Shachtman, „Centrum śmierci”, Wydawnictwo Filia, Poznań, 2022r.




Społeczność

Newsletter

Reklama



 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat