„Ciemność płonie” – recenzja

Opublikowano: 2015-05-26
Recenzja książki „Ciemność płonie”.
Gdy Ciemność zaczyna ogarniać miasto i wciągać w siebie, paradoksalnie najbezpieczniejszym miejscem staje się zniszczony dworzec. Do czasu…

Natka, studentka kulturoznawstwa, nie spodziewała się, że gdy w podziękowaniu za pomoc podaruje bezdomnemu dziwną monetę, jej życie obróci się o 180 stopni. Wcześniej nie zwracała uwagi na osoby zamieszkujące podziemia dworca, jak zresztą setki innych ludzi, codziennie przemierzających katowickie perony – teraz musi do nich dołączyć, by uciec przed wszechogarniającą Ciemnością, w której rodzi się to, co najgorsze.

W ciągu dnia życie na katowickim dworcu toczy się zaskakująco normalnie – drobny handel, jakieś żebranie, podróżni biegnący z peronu na peron. Dopiero po zmroku budynek staje się schronieniem Wybranych. Natka po pierwszym ataku Ciemności ratuje się ucieczką na dworzec, tak jak radził jej starszy pan, któremu oddała monetę i stopniowo poznaje historie Grześka, Tadeusza, Izki, Literata, Alberta i innych, którzy – chociaż różni – połączeni zostali wspólną sprawą. Oni widzą Ciemność. Ale nie tą, którą rozświetlić można zwykłym płomieniem – w tej szalonej Ciemności jawią się płomienie i zjawy, żar, skwierczenie i syk. Ona wabi i wzywa, a gdy podejdziesz zbyt blisko, spłoniesz. Chyba, że uda ci się dożyć do rana. Potem musisz mieć tylko nadzieję, że Ciemność nie zmieni zasad gry i nie zajmie kolejnego fragmentu twojego świata.

Ciemność płonie” to pierwsza powieść Jakuba Ćwieka, jaka trafiła w moje ręce. Za jej lekturę zabrałam się w czasie którejś z podróży na Śląsk i już po pierwszych stronach zaczęłam żałować wyboru właśnie tej książki na zabicie czasu w pociągu. Z każdą stroną powieści zbliżałam się do katowickiego dworca, a uczucie zimna i ciarki na plecach potęgowały się. Nie pomogła adnotacja, że dworca, o którym pisze Ćwiek, nie ma już na mapie, a w jego miejscu powstał nowy, jasny, wolny od zjaw i klimatu rodem z horroru – sposób, w jaki autor wykreował miejsce akcji i jego aurę, sprawił, że z jednej strony nie mogłam się oderwać od lektury, a z drugiej – coraz bardziej się bałam.

Urban horror to trudny gatunek literacki, ale Ćwiek poradził sobie z tematem znakomicie. Historia porusza, nie jest przerysowana, bohaterowie są surowi, wyraziści, a całość jednocześnie przyciąga i odpycha. Oszczędne opisy normalnie byłyby dla mnie minusem powieści, ale Ćwiek tak umiejętnie nimi operuje, żeby nie pozwolić czytelnikowi wiedzieć więcej, niż sami bohaterowie, dzięki czemu do samego końca lekturze towarzyszy dreszcz emocji i lekkie przerażenie. Chociaż samo rozwiązanie akcji nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania i nie zamyka wątków, to nie pozostawia też męczącego niedosytu, raczej niedopowiedzenie, które nie wymaga dodatkowego komentarza.

Podejrzewam, że gdyby Jakub Ćwiek nie spędził kilku miesięcy na katowickim dworcu, nie próbował poznać bohaterów swojej historii, książka byłaby zwyczajnie śmieszna i nie mogłaby się udać. Udała się – i to jak! Dodatkowo to wydanie zostało uzupełnione o Opowieści Dworcowe, czyli zbiór autentycznych historii, które zainspirowały autora do stworzenia powieści – równie wartych przeczytania. Podobno „Ciemność płonie” to najlepsza książka Ćwieka – nie mam porównania, ale polecam!

Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)

Jakub Ćwiek, „Ciemność płonie”. Wydawnictwo SQN, 2015




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat
gggasd