„Nowe śledztwa Klary Schulz. Tajemnica Nathaniela” - recenzja

Opublikowano: 2017-03-24
Recenzja książki „Nowe śledztwa Klary Schulz. Tajemnica Nathaniela”.
Ciemne sprawki, niewyjaśnione morderstwa, szybsze bicie serca oraz zaskakujący koniec, za to właśnie kocham kryminały. Kiedy krew krąży szybciej, a ja nie wiem czy chce czy nie skończyć książkę.

Fabuła
Klara Schulz wraca z przytupem i paroma przyklaśnięciami. Niezmordowana kobieta, która.... Chwile... Kiedyś taka była. Po traumatycznych przeżyciach, kiedy to prawie straciła życie i córkę, wraca do siebie. Jej dawne ja zniknęło. Odcina się od zagadek kryminalnych i popada w swoisty letarg. Szef policji, Gabriel Hübschner, stara się wciągnąć ją w nową sprawę. Samobójstwa prostytutek wydają się przejrzyste, dopóki nie ginie przyjaciółka Klary – Inge. Co ma wspólnego śpiewaczka z kobietami lekkich obyczajów? Jakie sekrety skrywane są w katolickim kościele? Czy mieszkańcy Breslau będą mogli nareszcie spać spokojnie? I najważniejsze – czy Klara odrodzi się jak feniks z popiołów?

Moim zdaniem
Uwielbiam historie kryminalne osadzone z dawnych czasach. Mają swój niepowtarzalny klimat. Jeszcze bardziej lubię, kiedy przeplatane są z nowoczesnym słownictwem, lekką dozą wulgaryzmu i kobietą, która „nie da sobie w kaszę dmuchać”. Taka właśnie ma być Klara. Niezależna, chodząca własnymi drogami, skupiona na rozwiązywaniu spraw. I może taka była we wcześniejszych książkach. Na początku „Nowego śledztwa Klary Schulz. Tajemnica Nathaniela” jest zupełnie inna. Widać jak wcześniejsze przeżycia odcisnęły na niej swoje piętno. Nie interesuje jej nic poza następną dawką Barbituranu. Pani detektyw straciła swój własny wigor. Nic dziwnego, ciężkie przeżycia zmieniają człowieka. Kibicowałam jej z całych sił żeby się podniosła, że warto walczyć. Kiedy poznaje Inge, widać światełko nadziei. Obie kobiety zżywają się ze sobą.

Świat powieści rozgrywa się na początku XX wieku co jest bardzo często podkreślane. Bogate opisy potrafią przenieść do 1913 roku oraz na tereny tamtejszego Wrocławia. Zastosowanie niemieckich nazw ulic, placów jest zabiegiem zamierzonym oraz wprowadzającym w mroczny klimat tamtych dziejów. Podoba mi się, że każdy obcojęzyczny zwrot jest tłumaczony na rodzimy język. Można poczuć się jak na terenach dawnej Polski.

Najjaśniejszym punktem całej powieści jest główna bohaterka. Jej monologi wewnętrzne, autorefleksje i rozterki, pozwalają lepiej zrozumieć jej tok postępowania. Dodatkowo pokazują każde stadium zmiany zachowania. Wychodzenia z marazmu życiowego. Praca jako detektyw dawała Klarze poczucie celu i spełnienie. Kiedy tego zabrakło poczuła się pusta. Wszelkie emocje zabijała lekami. Teraz na nowo musi nauczyć się odczuwać to co ją otacza i dotyka. Szczególnym ciosem jest zaginięcie Inge. Dziwne przeczucie daje Klarze „kopa do działania”. Zmuszą ją do powrotu oraz wyjaśnienia zagadki.

Podoba mi się, że autorka nie stosuje metody krystalicznych bohaterów. Mimo, że są dobrzy to mają swoje za uszami. Pokazuje ich z krwi i kości, a nie wygładzone wersje. Dzięki takiemu zabiegowi, można się z nimi jeszcze bardziej zżyć. Często będą też wkurzać. Szczególnie Klara podczas swojego zamkniętego stadium. Aż ma się ochotę nią potrząsnąć i krzyknąć: Obudź się! Ile jeszcze chcesz tak wegetować kobieto?!

Rozwiązanie sprawy... mmm... Jest to całkowite zwieńczeniem cudownej przygody. Niemałe zaskoczenie, które wywarło wielkie wrażenie. Zastanawiałam się kto może zabijać. Jak połączyć wątki i do kogo przypasować. Miałam parę typów, ale to co się okazało na końcu, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Cudownie! Dlaczego? Ponieważ książka powinna zaskakiwać, szczególnie kryminalna. Podejrzenia swoje, a autorka swoje. Muszę przyznać, że sprzedała mi taką petardę, że nie mogę się doczekać następnej części. Styl pisania Nadii Szagdaj jest idealny do kryminałów. Potrafi w bardzo trafny sposób połączyć długie opisy, wartką akcję, zagadkę oraz kobiece problemy. Wszak życie Klary nie jest usłane różami. Jednak jej przemiana i walka jest warta naśladowania. Autorka potrafi każdemu wątkowi poświęcić odpowiednią ilość uwagi. W ogóle nie czułam żeby było czegoś za mało lub za dużo. Ciekawie jest czytać o dobrych i złych Polakach oraz społeczności niemieckiej. Nie ma tu miejsca na generalizowanie oraz przyjmowanie czegoś za pewnik.

Polecam. Kolejna autorka, która przywraca mi wiarę w to, że już nigdy nie ucieknę od rodzimych autorów. Odpowiednia dawka zagadek i poszlak, które pozwalają poczuć się jak mały detektyw na tropie. W miarę czytania książki, coraz bardziej chce się wiedzieć jak to wszystko się skończy. Po drodze zapala się jednak czerwona lampka: ale jak skończę, to co potem? Jak to co? Następna książka! Zgłaszam prywatną prośbę o następne przygody. Muszę dowiedzieć się jak potoczą się losy Klary i jej rodziny. Szczególnie po takim zakończeniu. Mam nadzieję, że autorka jeszcze bardziej popuści wodze fantazji oraz pozwoli czytelnikowi na rozkoszowanie swoim kunsztem pisarskim. Polecam fanom kryminałów z lekkim posmakiem obyczajowym. Retro styl jest zawsze na czasie.

Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)

Nadia Szagdaj, „Nowe śledztwa Klary Schulz. Tajemnica Nathaniela”, Wrocław, Bukowy Las, 2017




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat
gggasd