W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Oczami zabójcy

Opublikowano: 2012-09-21
Recenzja książki „Wejście w zbrodnię”.
Uwielbiamy czytać powieści o mordercach, nie da się temu zaprzeczyć. Co, jeśli w pewnym momencie znaleźlibyśmy się w jego głowie?

Fenomen kryminałów i thrillerów jest rzeczą nie do końca wyjaśnioną. Dlaczego tak bardzo uwielbiamy zabójców, a im krwawiej i inteligentniej, tym lepiej? Na to pytanie sami nie potrafimy odpowiedzieć. Niemniej, zawsze oni nas fascynowali i z przyjemnością poznajemy ich umysły. Co jednak, gdyby los potraktował nas brutalnie i obdarzył umiejętnością faktycznego "wchodzenia" do głowy mordercy?

Tym przekleństwem (a może darem?) została naznaczona Sylvia Bell, bohaterka książkiWejście w zbrodnię”. Byłaby typową nastolatką, gdyby nie narkolepsja, na którą choruje od pewnego czasu. Jej nagłe omdlenia przestały już wszystkich dziwić. Jednak, co by było, gdyby wiedzieli, że to nie nerwica natręctw nie pozwala jej dotykać rzeczy należących do innych, a fakt, że potem, gdy jest nieprzytomna, może widzieć świat ich oczami, choć wcale tego nie chce. W ten właśnie sposób zostaje świadkiem morderstwa. Z biegiem czasu przestaje się bać swojej umiejętności, a nawet uczy się z niej korzystać i używać zgodnie z własnym życzeniem. Czy jednak to wystarczy, by zapobiec kolejnym zbrodniom? Szczególnie, że kolejnym celem wydaje się być jej siostra.

Powieść z nastolatką w głównej roli nie byłaby pełna, gdyby nie występowali w niej także dwaj bohaterowie płci męskiej. Pierwszy to wierny przyjaciel, drugi - nowy chłopak w sąsiedztwie. Autorka „Wejścia w zbrodnię” stanowczo zbyt wiele miejsca poświęca rozterkom kobiecym i młodzieńczym, jak na zwykły kryminał. Trzeba jednak przyznać, że świetnie stopniuje napięcie tak, że od książki nie można się oderwać. Wszystkie podsyłane tropy starają się mydlić nam oczy, ale ostatecznie ani trochę nie jesteśmy zaskoczeni. Zakończenie niestety całkiem rozczarowuje.

Ani okładka, ani tytuł książki nie zapowiadały tak wyraźnego elementu stricte fantastycznego, bez którego powieść w tej formie w ogóle nie miałaby racji bytu. Warto to odnotować, gdyż nie wszystkim wielbicielom kryminałów taki sposób prowadzenia fabuły przypadnie do gustu. Dodając do tego naiwny wątek romansowy, główną bohaterkę - nastolatkę oraz niewielką objętość, otrzymamy mierną powieść kryminalną przeznaczoną głównie dla młodzieży, wbrew temu, co napisano na okładce.

Jill Hathaway nie można odmówić lekkiego stylu i pióra, gdyż lektura mija szybko i bez wielkich zgrzytów. Wątek fantastyczny, stanowiący jej nieodłączny element, został misternie wtopiony w fabułę. Jeśli szukacie lekkiej książki na jeden wieczór, przy której nie trzeba za dużo myśleć, a czas mija szybko, "Wejście w zbrodnię" będzie idealne. Bardziej ambitni czytelnicy, niestety, rozczarują się.

Kasia Pietraszko
(kasia.pietraszko@kobieta20.pl)

Jill Hathaway, „Wejście w zbrodnię”, Bellona 2012




Społeczność
Reklama