W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Wszystko zaczęło się od psa – wywiad z pisarką Izabellą Frączyk

Opublikowano: 2014-10-20
Wywiad z Izabellą Frączyk, autorką książki "Jak u siebie".
Z okazji nowo wydanej książki pt. „Jak u siebie” Izabella Frączyk opowiada czytelniczkom dlaLejdis.pl m.in. o tym jak ekonomistka z wykształcenia została autorką powieści.

Anna Pytel: Pani Izabello, Pani pisarstwo zaczęło się tak właściwie od pojawienia się w Pani rodzinie nowego domownika. Proszę opowiedzieć nam kilka słów o tej niezwykłej inspiracji ;-)
Izabella Frączyk: Oj, rzeczywiście się wtedy podziało. Mój pies-znajda przez pierwsze miesiące swojej bytności u nas dał nam tak popalić, że grzechem było tego nie opisać :) Tak więc, zupełnie przypadkiem, na zaprzyjaźnionym internetowym forum powstały cykliczne wpisy dotyczące wybryków mojego psa. Z czasem okazało się, że Tornado stał się prawie gwiazdą, a inni userzy z niecierpliwością czekają na nowe wpisy. Coraz częściej tam słyszałam, że powinnam napisać coś na poważnie. I to właśnie jeden z bodźców.

A.P.: Debiutanckie „Pokręcone losy Klary” nie są opowieścią o ludzko-psiej relacji, jak zakwitła w Pani głowie myśl o napisaniu tej książki?
I.F.: O ludzko-psiej oczywiście nie, ale główny sprawca zamieszania znalazł swoje miejsce w akcji. Do tego mnóstwo urlopowych obserwacji, często tak zabawnych i kuriozalnych, że aż niebywałych oraz taki tłok w głowie, który zmusił mnie do posprzątania „szufladek”. Tak właśnie narodziła się Klara. Kobieta nieco zagubiona, urocza i pełna rozterek. To chyba najzabawniejsza z moich powieści, acz paradoksalnie, w czasie gdy powstawała, wcale nie było mi do śmiechu.

A.P.: Często pierwszymi recenzentami literatury są członkowie rodziny autorów, przyjaciele, czy znajomi. Kto z Pani otoczenia, jako pierwszy sięga po pachnącą świeżością powieść?
I.F.: Jest dokładnie tak, jak Pani wspomniała. Fakt, że piszę książki był dla mojego otoczenia takim szokiem, że wszyscy przecierali oczy ze zdumienia. Początkowo wszyscy chcieli jak najszybciej przeczytać, ponieważ każdy był ciekaw, czy przypadkiem w tekście nie ma czegoś o nim. Przy pierwszych trzech powieściach po segregator z próbnymi wydrukami ustawiała się kolejka, ale cóż. Z czasem wszyscy przywykli, a ja już nawet nie robię próbnych wydruków. Czwarta, piąta, szósta książka… no ileż można, i to już przestało być  wstrząsające :) Natomiast pierwszą osobą, od której dostaję cenzurkę, jest oczywiście moja mama.

A.P.: Bohaterkami wszystkich Pani powieści są kobiety. Czy to im głównie dedykuje Pani opisywane przez siebie historie? Mają one być „pokrzepieniem kobiecych serc”? Komu poleciłaby Pani swoją literaturę?
I.F.: Zdaję sobie sprawę, że moje książki zaklasyfikowano do kategorii „literatura kobieca”, bowiem tak było najłatwiej ze względów handlowych i marketingowych. Osobiście jednak bardziej bym się skłoniła do określenia „literatura obyczajowa”. Moje książki są dla każdego i posiadam coraz większe i wierne grono męskich fanów. Generalnie zauważyłam wśród znajomych taki schemat, że najpierw czyta żona, później babcia, mama, córka i ciocia, a na szarym końcu czeka facet, który biadoli, że nie może się dopchać :) A w temacie pokrzepienia serc, to jak najbardziej polecam, gdyż nie ma dla mnie większej nagrody niż ta, gdy otrzymuję mejla z informacją, że ktoś dzięki mojej książce znów uwierzył, że życie może być dobre, podniósł się z kolan i znów ruszył przed siebie. Proszę mi wierzyć, że nic bardziej nie dodaje mi skrzydeł :)

A.P.: Skąd czerpie Pani pomysły na nowe wydarzenia i postacie do powieści? Są one całkowicie fikcyjne, oparte na rzeczywistych zdarzeniach, czy wynikające z obserwacji otoczenia?
I.F.: Wszystko po trochu, ale z mocniejszym akcentem na to ostatnie, czyli obserwację otoczenia. Nie ma takiej możliwości, żeby przy pisaniu całkowicie zignorować wpływ tego, co się dzieje wokół nas. Jednakże mam zasadę, że nigdy dokładnie nie opisuję znajomych ani tego, co im się przytrafiło. Siebie również. A postaci? Cóż, ja moje bohaterki „poznaję”. To tak, jakbym na mojej drodze spotkała nową znajomą i od tego momentu obserwuję i opisuję jej życie, a ona towarzyszy mi w moim, dopóki nie skończę pisać.

A.P.: 9 października ukazała się Pani piąta powieść pt. „Jak u siebie”. Gdzie Eliza - bohaterka powieści czuje się jak u siebie?
I.F.: Eliza to dość barwna postać. Kobieta, która w swoim życiu poukładała już wszystkie klocki nagle staje przed nie lada problemem. Skromna pielęgniarka zarządzająca własnym hotelem? Przecież to nie może się udać, tym bardziej, że kłopotów nie brakuje, a w nowych okolicznościach co rusz potyka się o coraz to nowe kłody, które życie rzuca jej pod nogi. Hotel to nie lada wyzwanie, a Elizie przyjdzie w końcu wybrać i ocenić, czy to przekleństwo, które zrujnowało jej spokojne życie, czy też jej ukochane miejsce na ziemi.

Rozmawiała Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)

Fot. Materiały wydawnicze




Społeczność
Reklama