Wywiad z Anną H. Niemczynow

Opublikowano: 2019-02-11
Wywiad z Anną H. Niemczynow, autorką książki "Jej portret".
Pisarka. Autorka książek, w których codzienność jest najważniejsza. Posiadaczka jednego z najpiękniejszych uśmiechów, miłośniczka medytacji, kobieta po przejściach i kobieta szczęśliwa.

Mam przyjemność porozmawiać z Anną H. Niemczynow o jej najnowszej książce, o świadomym życiu, o miłości i o rzeczach zwyczajnych, ulotnych chwilach z  których nasza codzienność się składa.

SKD: 30 stycznia była premiera Pani kolejnej książki pt. "Jej portret". O czym jest ta powieść? Czy zawiera odniesienia do Pani życia, jak pozostałe spisane historie?
AHN: To, co ludzie zwykli nazywać złamanym sercem, najczęściej jest zderzeniem z prawdą i o tym jest ta powieść. Bez lukru, niezwykle emocjonalna, prawdziwa. Wierzę, że czytelnik najintensywniej zacznie myśleć o tej historii dopiero w chwili, gdy odłoży przeczytaną książkę na półkę. O niej nie da się zapomnieć. Za inspirację do jej napisania posłużył mi mój pamiętnik sprzed dwudziestu lat. Zatem na kartach tejże książki możemy przeczytać zdania napisane ręką niespełna dwudziestolatki, którą dawno temu byłam.

SKD: Dlaczego czasami tęsknimy za dawną miłością? Maja, bohaterka najnowszej powieści, mimo szczęśliwego życia, z dość dużą łatwością rzuca się w wir wyidealizowanych uczuć…
AHN: …bo proza życia zdaje się jej ciążyć. Myślę, że stanów znudzenia codziennością doświadcza wiele kobiet, nawet jeśli z jakichś przyczyn nie mówią o tym głośno. W ludzką naturę wpisana jest potrzeba spontaniczności, z którą pierwsza miłość nam się kojarzy. Wydaje mi się, że tak naprawdę nie tęsknimy za dawnymi miłościami, a tęsknimy za towarzyszącą im beztroską, zapomnieniem, poczuciem czegoś innego niż tylko znikomej satysfakcji z odhaczania punktów na liście codziennych obowiązków. Trudno o dreszczyk emocji, kiedy wciąż stoimy nad garnkiem z rosołem. Myślę, że wszyscy się ze mną zgodzą.

SKD:  Myślę, że ma Pani rację, ale czy zdradę można wybaczyć?
AHN: To jest na pewno trudne, ale moim zdaniem zdradę można, a nawet trzeba wybaczyć i należy to zrobić przede wszystkim dla siebie, a nie dla osoby, która nas zdradziła.  Pielęgnując i rozpamiętując uczucie zawodu zamykamy się na miłość, co jest dla nas krzywdzące, bo miłość jest najbardziej uzdrawiającym i najpotężniejszym uczuciem do jakiego my, ludzie, jesteśmy zdolni.

SKD: Wiem, że pisze już Pani kolejną powieść, a na następną ma pomysł. Skąd czerpie Pani pomysły? Jak długo trwa u Pani proces tworzenia?
AHN: Lubię myśleć, że pomysły na książki pojawiają się u mnie w najwłaściwszym życiowym momencie. One po prostu „przychodzą” i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Nigdy nie mam konkretnego planu na powieść, natomiast zawsze wiem, co poprzez daną historię chcę czytelnikom przekazać, jakimi wartościami i przemyśleniami pragnę się podzielić. Proces twórczy nigdy nie jest taki sam. Każda powieść, którą napisałam zabrała mnie w podróż, o przeżyciu której nie śmiałam marzyć i to jest w tej pracy takie piękne.

SKD:  A czy jest Pani uzależniona od pisania?
AHN: Pisanie wypełnia moje życie bardzo szczelnie. Kiedy z jakichś przyczyn nie mogę pisać, to zamyślam się na temat pisania, a nawet o nim śnię. Potrafię ni z tego ni z owego się wzruszyć, bo akurat wyobraziłam sobie scenę do opisania. Mąż patrzy wtedy na mnie i pyta: „Co ty tam znowu myślisz?” Śmieję się, że nieustannie jestem w pracy. Nie ma mowy o dniach ustawowo wolnych, bo ja ich nie mam i w zasadzie ich nie potrzebuję. Kocham to, co robię i nie potrafię przestać, więc chyba można powiedzieć, że jestem uzależniona.

SKD: Pisze Pani o kobietach i ich historiach. Czy chciałaby Pani spróbować napisać coś w innym gatunku?
AHN: Przede wszystkim chciałabym mieć nieustanną radość z dobrze wykonanej pracy.   Kiedy piszę, czas dla mnie przestaje istnieć i to jest piękne. Gdy do wszystkiego dodamy świadomość, że inni korzystają z efektów tego co robię, staję się najszczęśliwsza na świecie. Pragnę się rozwijać, ulepszać swój warsztat, pisać tak, aby przy moich książkach czytelnik zapominał, że w istocie czyta. Tworzyć przestrzeń, w której ludzka wyobraźnia nie będzie czuła ograniczeń, jest prawdziwą sztuką, dlatego chcę to doskonalić, niezależnie w jakim gatunku będę się poruszać.

SKD:  Żyje Pani świadomie. Czym jest świadome życie?
AHN: Moje poczucie świadomości nie wyniknęło z ogólnie panującej mody na takie właśnie życie, lecz z potrzeby serca, którą pewnego dnia w sobie odkryłam. Nie miałam pojęcia czym owa świadomość jest, ale czułam, że coś powinnam zmienić, bo jeśli tego nie zrobię, życie przecieknie mi przez palce. Świadome życie oznacza dla mnie bycie światłem dla siebie i innych ludzi. Nie jesteśmy tu sami, więc nie powinniśmy skupiać się jedynie na sobie i na własnych potrzebach. Świadome życie, to serce otwarte na siebie i na drugiego człowieka, to dostrzeganie potencjału w sobie i w innych, to życzliwość, empatia i wdzięczność, którą się naprawdę czuje, a nie o której się tylko mówi. Świadome życie to akceptacja postaw innych niż nasze i nie obrażanie się na to. Każdy człowiek ma przecież prawo do wolności. Świadomość to nie jest tylko puste mówienie o uważności i życiu w rytmie słów. Można być świadomym żyjąc w tak zwanym pędzie. Mój mąż jest tego doskonałym przykładem. Jeśli mamy silna potrzebę by biec, to biegnijmy, tyle że warto zadać sobie pytanie dokąd się biegnie i co jest celem tego biegu - to jest ta świadomość.
Ludzie żyjący świadomie zwykle cechują się pogodą ducha, która naprawia wszelkie zaburzenia w otaczającej ich przestrzeni. Kiedy wkraczałam na ścieżkę świadomego życia, miałam jedno założenie: starać się, aby dzień każdego człowieka, który mnie zobaczy, był odrobinę lepszy. Świadomość to wiedza, że życie toczy się właśnie teraz. Tylko teraz możemy się uśmiechnąć, tylko teraz możemy zapłakać i tylko teraz możemy i powinniśmy żyć. Nie należy odkładać życia na potem.  Aby żyć świadomie, wystarczy kilka razy w ciągu dnia przystanąć na moment i powiedzieć do siebie „Jestem świadomą osobą”. To wystarczy. Tak sobie teraz pomyślałam, że o świadomości, to ja mogłabym napisać książkę (śmiech).

SKD: Pięknie Pani powiedziała. I na pewno z ciekawością przeczytałabym taką książkę. Ona czyta w "rozdawajce" z Pani książką zapytała czytelników "Co lubią w swojej codzienności?". Za co Pani jest wdzięczna codzienności?
AHN: Och, tego jest naprawdę dużo. Jestem wdzięczna przede wszystkim za to, że się  w tej mojej codzienności przebudziłam i zaczęłam żyć z pożytkiem dla siebie i innych. Zamiast niekończącej się listy potrzeb, mam zwykłe ludzkie pragnienia, a najważniejszym z nich jest bycie dobrym człowiekiem. Doceniam fakt, że  nie muszę się martwić o zapewnienie potrzeb egzystencjalnych, o jakie ludzie w trakcie wojny musieli walczyć.  Dziś wszystko jest na wyciągnięcie ręki, zauważam to i codziennie za wszystko dziękuję. Jestem wdzięczna, że mogę pracować i żyć godnie. Tworzę dobro, daję dobro i otrzymuję dobro w zamian. To naprawdę ważne, bo dzięki temu mam przestrzeń sprzyjającą do rozwoju duchowości. Wdzięczność jest nierozerwalnie związana ze stanem świadomości. Ja nawet kiedy się kąpię, to mam radość z tego, że z kranu leci ciepła woda. Potrafię cieszyć się smakiem kawy, spacerem z psem, widokiem z okna. Wiodę proste życie i bardzo je lubię.

SKD: Od kilku miesięcy mieszka Pani za granicą. Czego uczy emigracja? Nie żałuje Pani wyjazdu? Nie jest trudniej pogodzić proces wydawniczy nie będąc na miejscu?
AHN: Emigracja wyrzuca nas z impetem ze strefy komfortu. Ja wyleciałam z niej jak z procy. Poukładany i dobrze znany świat, nagle stał się obcy. Dziś, z chwilą opuszczenia bezpiecznego azylu zwanego domem, jestem zmuszona rozmawiać w obcym języku, którego wciąż jeszcze się uczę. Bywa, że jest naprawdę trudno. Proste rzeczy stają się wyzwaniem, chociażby rozmowa z nauczycielką któregoś z moich dzieci. Mimo wszystko nie żałuję i wierzę, że z tego wyjazdu wyniknie samo dobro. Rozwój zawsze bierze się z dyskomfortu, a ja bardzo chcę się rozwijać.  Mam silne pragnienie napisania książki o emigracji, więc na własnej skórze doświadczam emocji, które potem przeleję na papier. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego researchu. Jeśli chodzi o proces wydawniczy, to nie zauważam różnicy. Jestem w stałym kontakcie z ludźmi, którzy moje książki wydają. Dbają oni o rzeczy, o których ja nie mam bladego pojęcia, to wspaniali ludzie z pasją, którzy pomagają mi na każdym kroku.  Ja mam tylko pisać książki, co staram się czynić ze szczególną starannością.

SKD: Jakie ma Pani plany na przyszłość?
AHN: Jakiś czas temu wyrosłam z posiadania planów na przyszłość. One rodziły we mnie frustracje i stawały się przyczyną wewnętrznego napięcia, dlatego je odpuściłam. Zamiast planów snuję marzenia. Myślę sobie o tym czego bym chciała, ale nie przywiązuję się za bardzo do tych myśli. Staram się być elastyczną i pozwolić życiu się zaskoczyć. Nie zawsze to, co sobie wymyślę, jest dla mnie dobre, wiele razy się o tym przekonałam płacząc nad stratą czegoś, co w rezultacie okazywało się błogosławieństwem.
Wierzę w moc silniejszą niż ja sama i jeśli Bóg da, to moje marzenia się spełnią. Jeśli nie da, to trudno. Przecież niczego mi nie brakuje. Mam naprawdę dobre życie. Żyję tak, jak zawsze chciałam żyć. Mam wspaniałego męża, zdrowe, fajne dzieci, pracę i psa. Nie cierpię głodu, mam co na siebie włożyć - jest dobrze i jestem zadowolona. Każdego ranka budzę się z ciekawością, co przyniesie dzień, który właśnie nastał, bo takiego dnia jak dziś, przecież jeszcze nigdy nie przeżyłam.

SKD: Pięknie dziękuję za tak optymistyczną rozmowę.
AHN: Ja również bardzo dziękuję.

Rozmawiała:
Sandra Kortas-Dorsz
(sandra.kortas@dlalejdis.pl)

Fot. Materiały wydawnicze




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat