„Zabójczy urok blondynki” – recenzja

Recenzja książki „Zabójczy urok blondynki”.
Danka Braun i romans lekko erotyczny – znana i dobra rzecz. Danka Braun i kryminał...? Jasne, czemu nie!

Po spotkaniu z „Nie zabijaj mnie, kochanie”, czyli pierwszą rundą w literackim starciu Danki Braun z kryminałem, wiedziałam, że sięgając po kolejny tom spoza sagi o Orłowskich, nie mam się czego bać. W poprzedniej powieści autorka dała sobie świetnie radę, podchodząc do sprawy rzetelnie, z zaangażowaniem i oryginalnym pomysłem. W czasie walki odkryła swoje najlepsze karty, mianowicie talent do wplatania w fabułę wątków romantycznych, lekko erotyzowanych, dzięki czemu pierwsza książka, a teraz także druga – „Zabójczy urok blondynki”, stały się mieszaniną kryminału, obyczajówki i romansu.

Tym razem byłam zachwycona od samego początku. Pierwsze rozdziały przekonały mnie, że Braun miała kolejny ciekawy pomysł na zbrodnię – może i mniej oryginalny od przekrętu z suplementami z żeń-szeniem, ale wcale nie gorszy – umiejętnie przeplotła akcję teraźniejszą z retrospekcjami znajdującej się w śpiączce, tajemniczej bohaterki, a także naszpikowała treść zwrotami akcji. Podobnie jak podczas lektury „Nie zabijaj mnie, kochanie”, nie miałam pojęcia, kto okaże się zabójcą. Główni bohaterowie – szeroko rozumiana rodzina Orłowskich – jak zwykle typowali czarny charakter Wiktora Szewczyka vel Vicka Jurgena, ja typowałam kogoś innego, ale także mężczyznę, ostatecznie zaś okazało się, że... nie, nie martwcie się, nie zepsuję wam zabawy!

Kolejnymi plusami powieści są niemal stuprocentowa bezbłędność, ciekawa i wpadająca kobietom w oko okładka projektu Ilony Gostyńskiej-Rymkiewicz, odmienne czcionki dla opowieści kobiety w śpiączce oraz pozostałych bohaterów, długość – książka liczy niemal 400 stron! – i... papier. „Zabójczy urok blondynki” bowiem, w przeciwieństwie do poprzedniego kryminału, został wydrukowany na żółtawym papierze starego typu, który po kilkunastu latach stania na półce przyjmie charakterystyczny i cudowny zapach.

Z przyjemnością stwierdzam, że w 2012 roku, zakochując się w „Historii pewnego związku”, nie popełniłam „błędu młodości”. Danka Braun naprawdę potrafi pisać w taki sposób, że przez powieść się płynie i że przy dużej dawce wolnego czasu kończy się ją w dwa dni, a nawet w dzień. Jej książek nie poleciłabym mężczyznom, gdyż mimo wszystko czuć, że są skierowane do kobiet, za to kobietom proponowałabym sięgnąć po nie bez względu na wiek. Zwłaszcza teraz, gdy mamy środek wiosny, a popołudnia – już po powrocie z pracy – są nadal słoneczne i cieplutkie. Nie ma nic lepszego od wyjścia na osiedlową ławeczkę, odkrycia ramion celem ich opalenia i zagłębienia się w dobrą powieść. A „Zabójczy urok blondynki” zdecydowanie dobrą powieścią jest.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Danka Braun, Zabójczy urok blondynki, Warszawa, Prozami, 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat