W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


„Jeden wieczór w Paradise” – recenzja

Opublikowano: 2016-11-01
Recenzja książki „Jeden wieczór w Paradise”.
Jeśli życie nie przynosi satysfakcji, jeśli dzieje się w nim naprawdę źle, wystarczy impuls, by wybuchnąć i zrobić coś nieprzewidywalnego.

Po książki nieznanych polskich autorów sięgam bardzo ostrożnie. Muszą być albo naprawdę wyjątkowe i oryginalne pod względem opisu, albo poruszać temat, który w danym momencie jest mi bliski. W innym wypadku boję się – i często tak właśnie było, stąd obecna ostrożność – że trafię na historię naiwną, infantylną i próbującą udawać światowe bestsellery, na dodatek napisaną byle jak i obliczoną wyłącznie na zysk dla autora. Szczególnie łatwo o to w książkach obyczajowych i miłosnych.

Powieść „Jeden wieczór w Paradise” spełniła drugi z wymienionych warunków, będąc trzecim z rzędu dziełem o skomplikowanej miłości, po jakie w ostatnim czasie sięgnęłam. Zaczęło się od „Za wcześnie” Joanny Barnard, po którym przeczytałam „Wdowę” Fiony Barton. Obie pozycje były bardzo dobre, choć każda z innego powodu. Co ważne, należały do innych gatunków, stykając się tylko w pewnych elementach. Lubię analizować pojedynczy temat z wielu stron.

Debiut Magdaleny Majcher jest historią Marianny – niewidzialnej dla swego męża żony, matki dwójki dzieci, kobiety nieszczęśliwej. Albo nie do końca szczęśliwej. Pewnego razu, w wyniku roztargnienia, wjeżdża w tył samochodu swojej wielkiej, byłej – lub nie – miłości, co każe jej po raz kolejny spojrzeć na swoje małżeństwo. I, jak łatwo się domyślić, pada nowemu-staremu kochankowi w ramiona.

Do tej pory mamy banał, historię jakich wiele. Zresztą, jak patrzę na „Jeden wieczór w Paradise” z perspektywy czasu, w pewnym sensie rzeczywiście jest to „historia jakich wiele”. Jednak jej mocną stroną i tym, co ją wyróżnią, jest sposób poprowadzenia akcji i warstwa emocjonalna. Autorka urodziła się w roku 1990, co pozwalało potraktować ją nieco protekcjonalnie i stwierdzić „co ty tam możesz wiedzieć!”. Ale ona wie. A jeśli nie wie, to bardzo dobrze wczuwa się w sytuację swojej bohaterki.

Książka byłaby zła, gdyby w którymkolwiek momencie lub choćby na chwilę stała się słodka i naiwna. Na szczęście o cechy te nawet nie zahacza. Jest realistyczna i bezwzględna. Nie posiada ckliwych wątków, które kończą się „i żyli długo i szczęśliwie”. Majcher pokazała życie takim, jakim ono jest. Niejednoznacznym, skomplikowanym i nie zawsze idącym po naszej myśli. Choć nie jest to książka, którą poleciłabym wszystkim (np. mężczyznom nie), naprawdę się cieszę, że przełamałam swój opór do polskiej literatury i po nią sięgnęłam.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Magdalena Majcher, Jeden wieczór w Paradise, Warszawa, Edipresse, 2016




Społeczność
Reklama