„Skazany na zło” – recenzja

Opublikowano: 2018-11-07
Recenzja książki „Skazany na zło”.
Czy można być skazanym na zło? Naznaczonym przez pewne zdarzenie, swoją słabość, jedno złe posunięcie? Czy błędna decyzja może położyć się cieniem na resztę życia?

Odpowiedzi zakamuflowanej w mrocznej opowieści szukajcie w „Skazanym na zło”.

Adrian Bednarek to – jak wyczytamy w krótkiej nocie biograficznej dołączonej do książki „Skazany na zło” – twórca historii traktujących o skomplikowanych czarnych charakterach. To także autor kilku znanych powieści, takich jak „Pamiętnik diabła”, „Proces diabła” czy „Spowiedź diabła”. Czy trzeba zaznaczać, że wszystkie są thrillerami? Mało tego, w kolejce do publikacji czeka już… kolejnych dziesięć pozycji!

Najnowsze, świeże na rynku dzieło Bednarka to wspomniana wyżej powieść „Skazany na zło”, niebędąca częścią popularnego cyklu o Kubie Sobańskim. Tu bohaterem jest zupełnie zwykły człowiek – prowadzący własną firmę były alkoholik Wiktor. Kiedy go poznajemy, nie wiedzie mu się najlepiej. Ma problemy rodzinne i finansowe. W domu kiepsko dogaduje się z żoną, zwłaszcza odkąd nabuntowana przez swojego brata kazała mu skończyć z piciem. W firmie też interesy kiepsko idą, bo na drogie buble trudno znaleźć klientów. Jedyną iskierką w życiu Wiktora staje się młoda kochanka Monika. Niestety nie na długo. Kiedy chcą spędzić upojne popołudnie na łące, coś się dzieje i Monika umiera. Mężczyzna panikuje i zakopuje zwłoki.

Jak się domyślacie, powyższa sytuacja jest dla bohatera ogromnie stresująca. Nie mógł zadzwonić po policję, bo wydałoby się, że miał kochankę, a do tego mogliby go posądzić o morderstwo. Bije się wyrzutami sumienia, ale powoli zaczyna przyzwyczajać się do myśli, że zasługuje na dobre życie i wcale nie postąpił aż tak niewłaściwie. Właśnie wtedy dostaje niespodziewany prezent – drogi telefon, a na nim zdjęcia z łąki: sceny śmierci, ukrywania zwłok, ucieczki. Historia nabiera tempa.

Skazany na zło” zaczyna się od narracji spisanej kursywą. Są to myśli kogoś, kto tytułuje się Reżyserem, Wiktora zaś nazywa Aktorem. Nie wiemy, kim jest ta osoba ani co nią kieruje. Wiemy jedynie, że to ona szantażuje głównego bohatera. Jej narracja przewija się przez resztę książki, jednak nie jest częstsza od opisów z perspektywy Wiktora. Nadaje thrillerowi smaczku, choć i bez niej książka byłaby świetna.

Powieść liczy przeszło trzysta stron zapisanych małą czcionką, a wydaje się, jakby liczyła trzydzieści. Uwielbiam historie, od których nie mogę oderwać wzroku ani myśli. „Skazanego na zło” skończyłam szybko, głodna informacji o motywacji Reżysera i decyzjach Wiktora. Momentami byłam zaskoczona, momentami zła. Raz nawet zniesmaczona! Thriller wywołał we mnie spektrum emocji, na które liczyłam. Cieszę się, że po niego sięgnęłam i z przyjemnością przeczytam inne książki Bednarka – i te już wydane, i nowe.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Adrian Bednarek, Skazany na zło, Gdynia, Novae Res, 2018




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat