„Nowy gatunek” – recenzja

Opublikowano: 2019-10-12
Recenzja książki „Nowy gatunek”.
Romans u schyłku znanego nam świata z młodzieżową fabułą i wątkami tylko dla dorosłych. Do kogo skierowany jest „Nowy gatunek”?

Uwielbiam dobre powieści sci-fi, z uwagi na co jesienią tego roku moją uwagę przykuła nowa, druga już książka Izabeli Zawis pt. „Nowy gatunek”. Liczyłam na opowieść pełną grozy osadzoną w niemalże postapokaliptycznym świecie. Spójrzcie tylko na początkowe zdania opisu: „Świat opustoszał z dnia na dzień. Jakiekolwiek oznaki ludzkiego życia nagle zanikły. Zwłoki płyną z nurtem rzeki”. Czyż to nie wstęp do intrygującej historii pełnej tajemnic skrywanych przez „miejscowe laboratorium”, wymienione w dalszej części opisu?
Niestety moja nadzieja względem porządnego sci-fi dla dorosłych umarła już w pierwszym rozdziale. Przede wszystkim ze względu na głównych bohaterów i ich charakterystykę, ale również z uwagi na język, jakiego używa Zawis. Autorka niewątpliwie ma lekkie pióro, a pisanie nie sprawia jej trudu, niemniej sposób pisania jest „skierowany wyłącznie do młodego czytelnika”. Innymi słowy: opowiadana historia jest naiwna zarówno z uwagi na tematykę, jak i język. Jeśli mieliście (nie)przyjemność czytać „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, jestem przekonana, że w „Nowym gatunku” odnajdziecie ten sam rodzaj narracji.

Ale, ale! Powieść autorstwa E.L. James przywołałam nie tylko z uwagi na naiwną narrację. „Nowy gatunek” przywiódł mi na myśl ów tragiczny erotyk również pod względem fabuły. Mamy bowiem dwójkę głównych bohaterów – Amy i Alexa – którzy czują do siebie zwierzęcy wręcz pociąg i jak tylko mogą, ganiają się, tarzają i uprawiają seks. I to właśnie podczas czytania erotycznych fragmentów powieści miałam największy problem z „Nowym gatunkiem”. Gdyby nie one, zapewne uznałabym, że powieść Zawis jest w porządku, tylko trafiła do niewłaściwej, za starej osoby (mam 28 lat). Czy jednak mogę zakwalifikować jako młodzieżową książkę, w której co kilka kartek pojawia się wątek erotyczny?

Pięćdziesiąt twarzy Greya” to nie jedyna powieść, którą przypomina mi „Nowy gatunek”. Drugim skojarzeniem jest „Zmierzch”, a w zasadzie cała saga. Pozwolę sobie zdradzić kawałek fabuły powieści Zawis, jako że i tak mam nadzieję, że zaoszczędzicie cenny czas i wybierzecie inną książkę. Otóż – uwaga, uwaga – okazuje się, że Amy i Alex mają w sobie pierwiastki samicy i samca alfa, dzięki którym po wstrzyknięciu wilczego DNA stają się wilkołakami. Im bliżsi są przemiany, tym bardziej czują zew natury. Ona wgryza mu się w szyję i pije jego krew, on zaś niemalże dostaje orgazmu z zachwytu. Brak mi słów.

Niestety nie potrafię znaleźć pozytywnych stron „Nowego gatunku” i okrutnie się męczyłam podczas czytania. Język i fabuła dla wczesnych nastolatków w połączeniu z nieustannymi (i nużącymi) wątkami erotycznymi przekłada się na książkę dla… nie wiadomo kogo. Na dodatek przypominanie co kartkę, że ona pachnie malinami i ma ponadprzeciętny słuch, a on składa się z samych mięśni i ma superwęch, szybko staje się nudne i frustrujące. Czy autorka ma czytelników za tłuków niepotrafiących zapamiętać kilku faktów o bohaterach?

Zróbcie małą próbę: wypożyczcie z biblioteki „Pięćdziesiąt twarzy Greya” i „Zmierzch”, a następnie czytajcie po kartce z każdej powieści – na przemian. Jeśli przetrwacie sto stron i będziecie zachwyceni, bez wahania sięgnijcie po „Nowy gatunek”.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Izabela Zawis, Nowy Gatunek, Gdynia, Novae Res, 2019




Społeczność
Reklama


 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat
gggasd