No więc tak, chodziliśmy do tego samego gimnazjum w mieścinie nie mającej nawet 3000 mieszkańców, położonej w, jak to się mówi, rejonie wiejskim. Choć „wiejski” to jednak zbyt ładne słowo. Kojarzy się ze wzgórzami, strumykami. Mieścina, z której pochodzę i region, w którym się wychowałam, nie miały w sobie zbyt wiele z tak pojętej wiejskości. To był zapomniany od dawna i przez wszystkich zakątek zżerany gangreną.
Gnijące obrzeża kraju… zdychające bez końca. Region, w którym ludzie za dużo piją, za dużo palą, za bardzo wierzą w wygraną w totolotka i nigdy nie zapominają podzielić się swoją nędzą z najbliższym otoczeniem, nie wyłączając zwierząt.
Świat, w którym wszyscy zabijają się właśnie tak: dogorywając powoli i ciągnąc co słabszych za sobą…
Tyle się mówi o zagubieniu dzisiejszej młodzieży, co to się z nią nie wyrabia, ale zawsze w kontekście wielkomiejskich blokowisk, tymczasem na wsi też nie jest łatwo, droga pani.
Tylko, że my, żeby spalić jakiś samochód, musielibyśmy go najpierw zobaczyć na oczy!
Na wsi bycie innym od reszty jest jeszcze gorsze niż obojętność.
Billie – nowa powieść Anny Gavaldy ukaże się 22 maja nakładem Wydawnictwa Literackiego.
Komentarze