Tematem są PFAS, czyli grupa tzw. wiecznych chemikaliów. To substancje wykorzystywane od lat w wielu produktach, bo są odporne na wodę, tłuszcz i wysoką temperaturę. Można je znaleźć między innymi w części opakowań, tekstyliów, kosmetyków, a także w niektórych powłokach kuchennych. Problem polega na tym, że PFAS bardzo długo utrzymują się w środowisku, a ich wpływ na zdrowie i przyrodę budzi coraz większe obawy.
Unia Europejska rzeczywiście pracuje nad ograniczeniem stosowania PFAS. Europejska Agencja Chemikaliów analizuje szeroką propozycję restrykcji, zgłoszoną w 2023 roku przez kilka państw europejskich. Proces nadal trwa, a ostateczne decyzje mają zapaść dopiero po zakończeniu opiniowania i prac legislacyjnych. Równolegle od sierpnia 2026 roku zaczną obowiązywać ograniczenia dotyczące PFAS w opakowaniach przeznaczonych do kontaktu z żywnością.
Skąd więc zamieszanie wokół airfryerów? Wiele modeli ma kosze lub tacki z powłokami nieprzywierającymi. Jeśli w konkretnych powłokach znajdują się PFAS objęte przyszłymi ograniczeniami, producenci mogą być zmuszeni do zmiany materiałów. Nie oznacza to jednak, że airfryery znikną ze sklepów. Bardziej prawdopodobne jest to, że na rynku będzie przybywać urządzeń z powłokami ceramicznymi, stalowymi, szklanymi lub oznaczonych jako PFAS-free.
Czy trzeba wyrzucać obecny sprzęt? Nie. Warto jednak używać go zgodnie z instrukcją, nie przegrzewać pustego kosza, nie rysować powłoki metalowymi akcesoriami i wymienić elementy, jeśli są mocno uszkodzone. Przy zakupie nowego modelu dobrze sprawdzić opis materiałów i informacje o powłoce.
Krótko mówiąc: UE nie zakazuje airfryerów. Chodzi o ograniczanie kontrowersyjnych substancji, a nie o odebranie nam ulubionego sposobu na chrupiące frytki bez głębokiego tłuszczu.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze