Mężczyzna, zdawać by się mogło inteligentny, okazał się kolejnym przedstawicielem samczej grupy troglodytów - szowinistów. Z uśmieszkiem politowania zarzucił płci pięknej, że ubiera się w bezmyślne fatałaszki z zamkami, sprzączkami czy guzikami, umiejscowionymi nie w tych miejscach, w których powinny być umiejscowione. Że same utrudniamy sobie życie, a ubranie się dostarcza nam wielu trudności, nie wspominając o jego zdejmowaniu. Z nieukrywaną satysfakcją (mającą, jak zrozumiałam, udowodnić wyższość gatunku męskiego) dodał, że na przykład oni mężczyźni mają rozporki z przodu, a nie z tyłu. Przy tych słowach rozpromienił się niczym słoneczko. Szybko przykryłam jego rozpromienione lico chmurką. Burknęłam, że nie ma się tu czemu dziwić, przecież siusiają przodem. Lekko się chłopina zacukał. Lecz po chwili, pozbierawszy się po pierwszym ciosie, oddał mi z rewanżem mówiąc, że my mamy w spodniach często rozporki z boku, a organy fizjologiczne znajdują się u nas w tych samych miejscach, co męskie.
Znalazł się cholera znawca kobiecej mody. Z drugiej jednak strony, czy aby chłop nie ma trochę racji w swych wywodach? Jak się tak przyjrzymy naszym ubraniom, to rzeczywiście czasem, podkreślam czasem, są one ciekawe pod kontem projektowania.
Biustonosz zapinany z przodu byłby zapewne wygodniejszy w użyciu. Spódnica zapinana na zamek, który również umieszczony jest z przodu, bądź na gumce, też wiele by ułatwiła podczas ubierana, czy rozbierania się. Bluzeczki na tysiące guziczków, bądź haftek, szczerze mówiąc, nie należą do najpraktyczniejszych. Ale pytam: czy garderoba kobieca ma być praktyczna? Nie, ma być przede wszystkim intrygująca! A dla kogo intrygująca? No przecież, że nie dla jej właścicielki, tudzież koleżanki tylko dla…mężczyzn! I o tym chyba mój miły troglodyta - szowinista raczył zapomnieć.
Gdy przywdziewamy w domowym zaciszu dresy, bądź inną wygodną garderobę, nasi mężczyźni zarzucają nam zapuszczenie się i niedbanie o siebie. Jednak, gdy ubierzemy coś udziwnionego (czyt. sukienkę zapinaną na zamek z boku) już podnoszą larum, że nie miałyśmy, gdzie tego cholernego zamka umieścić. Pytam: kto tu z kogo robi kretyna?
Nie tak dawno nawet mój narzeczony, dla którego równie dobrze mogłabym chodzić w worku i tak by tego nie zauważył, nagle stał się wrażliwy na to, co mam w szafie. Zaskoczył mnie pewnego pięknego poranka słowami: „mogłabyś częściej zakładać na siebie coś kobiecego”. Miło mnie te słowa połechtały, więc czym prędzej zakupiłam ładny ciuszek (bluzeczkę zapinaną na drobniutkie guziczki, rzecz jasna na plecach). Oczywiście, jak się Drogie Czytelniczki orientują z własnego doświadczenia, to garderobiane cudo acz intrygujące, jest kompletnie niepraktyczne. Sama nie jestem w stanie jej pozapinać. Podczas inauguracji bluzeczki, narzeczony (zachwycony) poproszony o pomoc, ochoczo zabrał się do zapinania. Z każdym kolejnym guziczkiem, zachwyt jego słabł, nim dobrnął do ostatniego, już byliśmy w stanie wojny. - Coś ty za bluzkę kupiła?! - warknął, łamiąc sobie palce na wymyślnym zapięciu. - Jak to jaką? Kobiecą - odparłam słodko. - Projektował ją jakiś idiota - nie poddawał się i ciągnął dalej temat. - A to czemu? - zapytałam zainteresowana. - Po pierwsze, zapięcie powinno być z przodu, po drugie ubranie powinno być tak zaprojektowane, by można je było samemu włożyć, nie potrzebując do tego niczyjej pomocy. - Masz rację. - Tak? - zrobił niewyraźną minę. - W rzeczy samej. Dlatego wiesz co? Włożę tę workowatą sukienkę przez głowę. Wygodna, sama mogę ją przywdziać, nie gniecie się i jest taka praktyczna. - Ale ona jest okropna - aż się wzdrygnął. - Kolego - zirytowałam się. - Zdecyduj się wreszcie. Chcesz kobiety w wyrafinowanych strojach, ale niepraktycznych, czy swojskich i praktycznych? - No nie gorączkuj się tak. Czy ja coś sugeruję? Tylko tak sobie rozmyślam na głos. No nie wierć się, zapnę ci ten ostatni guziczek.
Katarzyna Redmerska
(katarzyna.redmerska@dlalejdis.pl)
Komentarze