Książki kucharskie z różnych tytułów i uniwersów

Zjawisko książek kucharskich inspirowanych światem filmów, seriali i gier – od „Gry o tron” po „Wednesday”. Czy to jeszcze przepisy kulinarne, czy już kolekcjonerskie albumy dla fanów?
Czy to jeszcze zbiory przepisów, czy już albumy? Po co i dla kogo są wydawane? Rozważania na podstawie m.in. „Wednesday. Oficjalna książka kucharska”.

Ostatnimi czasy zauważyłam coś, co już chyba można śmiało określić mianem zjawiska. Wydawanie książek adresowanych dla fanów rozmaitych tworów kultury masowej: od książek, przez filmy i seriale, po gry komputerowe i planszowe. Gdy w moje ręce trafiła „Wednesday. Oficjalna książka kucharska” przyszło mi do głowy, że to nie mają być po prostu książki kucharskie. I w tym tkwi zarówno mankament, jak i ich urok. Tekst ten nie jest więc recenzją jako taką, a raczej przedstawieniem zjawiska z mojej perspektywy.

Niektóre wydają się bardziej, inne mniej obiecujące, a niektóre wręcz śmieszne czy absurdalne. W moje ręce trafiło ich kilka, mimo że sama raczej żadnej nie kupiłabym. Przetestowałam je trochę w kuchni, uprzednio czytając zgrabnie napisane opisy, które oddawały kontekst dań. Przeglądane i czytane „Gra o tron. Oficjalna książka kucharska” czy „Diablo: The Official Cookbook” niesamowicie wciągają w  świat fantasy. Człowiek czuje się, jakby wąchał potrawy, którymi mogli raczyć się serialowi bohaterowie z fantastycznych przystani, mroźnej północy czy ciepłego południa, tudzież postacie występujące w grze, niejednokrotnie te z piekła rodem. Tytuły odnoszące się do świata Tolkiena (np. „Przepisy kulinarne ze świata Tolkiena”) czy Sapkowskiego („Wiedźmin. Oficjalna księga kucharska”) treściowo były po prostu estetyczne, ale nie wzbudzały zachwytu. „The Sims. Nieoficjalna książka kucharska” wydała mi się za to jakby trochę wymuszona, jakby autorka nie do końca wiedziała, jak bardzo z uśmiechem należy podejść do gotowania rodem z tej gry. Czułam, że nie jest do końca pewna, kto jest jej grupą docelową. Z kolei w przypadku „Minecraft: zbierz plony, ugotuj, zjedz! Oficjalna książka kucharska” odniosłam wrażenie, że autorka nieźle się nagimnastykowała, by jednak stworzyć coś z nawiązaniami do kwadratowego świata. Z powodzeniem, bo łatwo odnieść wrażenie, że tworzyła to osoba, która przy grze spędziła wiele godzin. Tu muszę pochwalić nie tylko stosowane słownictwo, adekwatne do klimatu gry, ale też dobór drobnych graficznych zdobień wywołujących uśmiech (a nie złośliwy śmieszek).

Czytanie tych wszystkich publikacji zapewniło mi jednak coś nietypowego. Podczas lektury nigdy nie przelatuję wzrokiem opisów jedzenia, a zawsze się w nie dokładnie zagłębiam. Na ekranie za to przyglądam się bardzo czujnie. Często jednak czuję niedosyt, że nie wiem dokładnie, co widzę. Książki tego typu dały mi lepszy ogląd na to, jak jadać mogą bohaterowie danych tytułów (na pewno mogą go dać osobom, które nie zostały obdarzone bogatą wyobraźnią) albo są swego rodzaju skondensowanym zbiorkiem fragmentów dotyczących jedzenia np. z całej twórczości danej osoby („Księga potraw Jane Austen”).

Już sam etap czytania i wyobrażania sobie, co też poszczególni bohaterowie mogliby zajadać, było poszerzeniem wiedzy o danych postaciach. Tu niewątpliwie przewagę mają autoryzowane, oficjalne tytuły, jednak popis wyobraźni w tych nieoficjalnych też zasługuje na pochwałę. Gdybym jednak miała je zestawić i ocenić, uważam, że w pierwszej kolejności warto sięgać po oficjalne książki kucharskie. Nieoficjalne… w ich poziomie dostrzegam duży rozstrzał jakościowy, więc budzą mój uzasadniony sceptycyzm. Myślę jednak, że jest to dział literatury, któremu warto dać się rozwijać i który można z ciekawością obserwować.

Książka kucharska czy klimatyczna książka – co jest ważniejsze? Wszystko to już wcześniej plątało mi się po głowie, jednak dopiero „Wednesday. Oficjalna książka kucharska” utwierdziła mnie w przekonaniu, że oba elementy muszą zagrać jednocześnie. Autorka Mari Mancusi (wraz z Jarrettem Melendezem odpowiedzialnym za przepisy) ewidentnie była pewna, co do tego, że nie tworzy „jakiejś tam książki kucharskiej”, a album, który ma przenieść odbiorców do świata, do którego się odnosi. Nieszczególnie pysznie zapowiadające się przepisy autorka przeplotła mnóstwem cytatów i fotografii z serialu. „Jesteś tym, co jesz” wydaje się tu niezwykle adekwatnym powiedzeniem (choć rozumianym w nieco innym niż zwykle kontekście). Z tej konkretnej książki można wiele się dowiedzieć o pewnych postaciach, właśnie poprzez pryzmat tego, co jedzą lub co jeść mogłyby. To w dodatku pomysłowy poradnik, jednak o tym w kolejnych akapitach.

Podobnie książki kucharskie inspirowane planszówkami, karciankami (np. „Magic: The Gathering: The Official Cookbook”) czy grami fabularnymi (RPG „Uczta Bohaterów. Oficjalna książka kucharska. Dungeons & Dragons”) nie dostarczą nam przepisów na przekąski, którymi można raczyć się podczas rozgrywki. Raczej dają inspirację, co można sobie przyrządzić, by po skończeniu gry jeszcze trochę „pobyć” z kreowaną postacią. Wśród tytułów wydawanych w Polsce takie podejście, w którym nie chodzi konkretnie o danie X czy Y, a podejście, kontekst, klimat wciąż jeszcze nie jest zbyt popularne, ale potrafię sobie wyobrazić, że niedługo ta moda dojdzie i do nas.

Odniosłam wrażenie, że wielu autorów podobnych książek już tego próbowała, ale dopiero „Wednesday. Oficjalna książka kucharska” w tak dobitny sposób odcina się od typowych książek kucharskich. W książce tej bowiem nie znalazłam zbyt wielu naprawdę pomysłowych, niezwykłych potraw czy arcypysznych, nie z tej ziemi, smaków. Większość opiera się na ogólnie dostępnych, prostych składnikach (kurczak, mrożone ciasto francuskie) i w zasadzie wiele podobnych można znaleźć w internecie, dopisując hasło „halloween” (mam wrażenie, że bezowe duchy czy „krwawe” dania tylko ze względu na kolor czerwony zalewają internet w październiku). Ma być mrocznie? Dodajmy węgiel aktywowany! Książka kucharska tego typu ma tę przewagę, że oszczędza nam szukania i zbiera przepisy w danym klimacie. Warto przy tym mieć na uwadze, że wiele z przepisów z takich książek ma przede wszystkim cieszyć oczy.

„Pieczeń koronna z dzika” z „Gry o tron. Oficjalnej książki kucharskiej”, czyli danie z żeberkami poustawianymi tak, by wyglądały jak zdobiona korona czy „Mózg pieczony według wujka Festera” z „Wednesday. Oficjalnej książki kucharskiej”, który jest kalafiorem upieczonym w całości, od razu można określić jako problematyczne w jedzeniu, ale zjawiskowe pod względem wizualnym. Oznacza to, że w książkach tych kładzie się nacisk na formę. Zarówno więc forma samych książek to zazwyczaj eleganckie, mocno zdobione okładki i strony, często na kredowym lub matowym papierze, jak i forma dań, jakie proponują, wyróżniają się.

W wielu przypadkach, jak np. w „Wednesday. Oficjalnej książce kucharskiej”, większość przepisów bazuje na składnikach, które nie wymagają wielkich umiejętności, np. mrożonym cieście francuskim. Gdybym kupiła zwykłą książkę kucharską i trafiła na takie „pomysły”, byłabym rozczarowana i trochę zła. „Wednesday. Oficjalna książka kucharska” oferuje tym samym trochę mniej od standardowych książek kucharskich, a zarazem coś więcej. Przepisy schodzą na dalszy plan. Dziwne? Niekoniecznie, jeśli potraktujemy ją jako „nie tylko książkę kucharską”. Przepisy są rzecz jasna do zrobienia, jednak ta publikacja oferuje... pomysły. Inspiruje, przybliża nas do poszczególnych bohaterów tego mrocznego i lekkiego zarazem serialu Netflixa i pokazuje, że „nie baw się jedzeniem” to nie do końca mądra rada. Jedzeniem właśnie warto się bawić, a i nie ma dobrej zabawy-imprezy bez jedzenia w odpowiednim klimacie. Książka ta połączyła więc książkę kucharską z… powiedzmy drukowaną formą tablicy inspiracji z Pinteresta. Wprawdzie anglojęzyczni gracze mają np. „The Ultimate Gamers Cookbook: Recipes for an Epic Game Night” oferującą pomysły na jedzenie na spotkania gamingowe, a fani Harry’ego Pottera mogą czerpać pomysły na magiczne święta z „Harry Potter. Oficjalnej świątecznej książki kucharskiej z filmów o Harrym Potterze” jednak „Wednesday. Oficjalna książka kucharska” nie poprzestaje na zaproponowaniu pewnego klimatu. Zarówno samotnicy, jak i imprezowicze znajdą tam sporo pomysłów na dania, które nakarmią i brzuchy, i oczy, a… urządzenie tematycznego przyjęcia z tym tytułem w ręku będzie o wiele łatwiejsze.

„Wednesday. Oficjalna książka kucharska” wyróżnia się także bogactwem zdjęć, kadrów z serialu i mnogością ciekawostek. W innych publikacjach mi tego brakowało (np. w „Gra o tron. Oficjalna książka kucharska” w ogóle nie było zdjęć z serialu, który przecież George R. R. Martin współtworzył, a np. w „Harry Potter. Oficjalna świąteczna książka kucharska z filmów o Harrym Potterze” zdjęcia z planu pojawiają się sporadycznie). Uważam więc, że ten tytuł przeciera drogę i wyznacza szlaki innym podobnym, bo to kierunek naprawdę słuszny. Pomysły na potrawy w klimacie danego tytułu, ale poparte informacjami i grafikami o nim samym, tworzą nie tylko coś, co ma być książką kucharską, ale tworzy niesamowity album, który działa na różne zmysły i pobudza wyobraźnię. To prawdziwa gratka dla kolekcjonerów.

Kolejny punkt, którego nie można pominąć, to rzetelność przepisów w takich książkach. Przyznaję, że nie przetestowałam wszystkich posiadanych i wspomnianych książek od deski do deski, ale trafiłam na pewne nieścisłości, błędy lub „dziwności”. Nie jestem początkująca w gotowaniu i zawsze, gdy mam dobry przepis, końcowy efekt mi wychodzi. W „Gra o tron. Oficjalnej książce kucharskiej” trafiłam na pojedyncze przepisy, które pewnych kwestii nie uwzględniają lub pomijają. Książki kucharskie z nieprecyzyjnymi zapisami oraz przepisy, które w podanej formie mogą nie wychodzić i trzeba je zmodyfikować? Każdą zwykłą książkę kucharską za takie błędy skrytykowałabym bez żalu. W książkach tematycznych dla fanów konkretnych filmów, seriali i gier można na takie nieścisłości przymknąć oko i wciąż pozytywnie myśleć o danym tytule. W nich bowiem nie tyle chodzi o konkretne danie, ile o zabawę z wczuwania się, robienia i podawania. Oczywiście idealnie byłoby, gdyby efekt finalny był smaczny, ale nie dla samych przepisów tworzy się takie tytuły. Jest to więc wada, acz nieprzekreślająca danej publikacji całkowicie.

Tym, w czym niewątpliwie mogą przodować takie publikacje, jest kategoria prezentowa. Znajomy uwielbia Harry’ego Pottera? Nie jest to nowy tytuł, więc można założyć, że ma wszystkie książki. Lubi smoki i miecze? W porządku, ale z HBO czy tomiszczy George’a R.R. Martina? Koleżanka wygląda, jakby po zwykłych zajęciach chodziła na dodatkowe godziny do Nevermore? Subskrypcji Netflixa raczej pod choinkę nie zapakujemy. Jednak pięknie wydaną książkę, często z porządnym papierem i ilustracjami, zawsze miło dostać.

Osobiście polecam celowanie w opcje oficjalne i autoryzowane, gdyż zazwyczaj reprezentują pewien poziom i w ich przypadku szanse na odkrycie czegoś specjalnego, zakulisowego są większe. Pod względem poziomu nieoficjalne publikacje są bardziej zróżnicowane. W nich też można znaleźć coś interesującego, jednak traktowałabym je bardziej jako podkategorię opowiadań, sesji zdjęciowych itp. fan fiction, a nie treść, która poszerzy naszą wiedzę o danym tytule.

Po pierwszym natknięciu się na takie książki byłam zaintrygowana. Po chwili odezwał się jednak mój sceptycyzm, bo być może to po prostu kolejny sposób na zarabianie na fanach. Gdy jednak temat zgłębiłam, na chłodno odkryłam, że to nie są przeciętne książki kucharskie z mniej i bardziej udanymi, smacznymi w różnym stopniu przepisami, ale drzwi do światów danych tytułów, które są przeznaczone dla fanów szukających inspiracji. Jeśli można wydawać przedrukowany rozdział z Pottera z gwiazdkowymi ilustracjami, jeśli można wydawać złote myśli Tyriona, a więc zbiór cytatów fikcyjnej postaci czy wreszcie kolorowankę z Wednesday, to zdecydowanie można też wydać coś, co niby jest książką kucharską, ale zarazem wychodzi ponad tę kategorię i stanowi gratkę dla fanów do przeglądania, analizowania i w końcu też gotowania w danym klimacie. Ładne, cieszące oko, wychodzące naprzeciw społeczeństwu prowadzącemu coraz bardziej konsumpcyjny styl życia. Czasem warto dać takiej publikacji szansę.

Głównie omawiane tytuły: Mari Mancusi, „Wednesday. Oficjalna książka kucharska”, Jaguar, 2025; Chelsea Monroe-Cassel, „Gra o tron. Oficjalna książka kucharska”, Prószyński Media, 2024; Jody Revenson, Elena Craig, „Harry Potter. Oficjalna świąteczna książka kucharska z filmów o Harrym Potterze”, Znak Koncept, 2025.

Kinga Żukowska

Fot. Wygenerowano AI



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat