Zaczęło się bardzo niepozornie – od prostego peelingu z kawy. Szukałam czegoś, co odświeży moją skórę, ale nie podrażni jej, jak gotowe produkty. Wtedy pomyślałam: „A może spróbuję zrobić coś sama?”. Wciągnęło mnie to momentalnie! Później przyszły produkty do demakijażu na bazie naturalnych olejów i kremy. Okazało się, że tworzenie kosmetyków nie tylko daje mi ogromną satysfakcję, ale mam także kontrolę nad każdym składnikiem i mogę unikać niepotrzebnej chemii.
Zupełnie nie! Naprawdę każdy może spróbować. Wbrew pozorom nie trzeba mieć specjalistycznego laboratorium ani tytułu chemika. Ja zaczynałam od tego, co miałam w kuchni – cukier i fusy z kawy świetnie sprawdziły się jako peeling, a miód z żółtkiem nakładałam na włosy w formie naturalnej maski. To były moje pierwsze, bardzo intuicyjne kroki, ale już wtedy czułam, że sprawia mi to frajdę.
Kiedy odkryłam, że chcę iść dalej, sięgnęłam po „prawdziwe” surowce. Od tamtej pory wszystko zamawiam na Ecoflores.eu, bo mam pewność co do jakości i składu. Mają certyfikaty i naprawdę szeroki wybór – od olejów, maseł, hydrolatów, po gotowe bazy kosmetyczne, które można dowolnie wzbogacać według własnych potrzeb. To ogromne ułatwienie, szczególnie na początku. Dzięki nim nie musiałam zgadywać, co i w jakich proporcjach mieszać – wszystko było jasno opisane w instrukcjach DIY krok po kroku.
Latem, kiedy się opalę, robię rozświetlające balsamy podkreślające opaleniznę, a gdy przesadzę ze słońcem – chłodzące żele z aloesem. W chłodniejszych miesiącach mam więcej czasu na rytuały pielęgnacyjne. Tworzę maseczki, serum czy kremy do twarzy. Mój absolutny game changer? Glicerynowe mydełka! Uwielbiam je robić – to mnie naprawdę odstresowuje. A później obdarowuję nimi rodzinę i przyjaciół. Największą frajdę mam z ich reakcji – są zawsze zachwyceni, że coś takiego zrobiłam sama.
Oj, jest ich naprawdę sporo! Przede wszystkim indywidualne dopasowanie. Moja skóra jest dość kapryśna, a drogeryjne produkty często ją podrażniały. Dzięki DIY mogę tworzyć kosmetyki idealnie dopasowane do moich potrzeb. Wiem, że nic mnie nie uczuli, bo sama dobieram składniki. Do tego dochodzi ekologia – nie generuję tylu plastikowych opakowań, bo wiele rzeczy robię w szklanych słoiczkach wielokrotnego użytku. No i oczywiście oszczędność. W dłuższej perspektywie to naprawdę się opłaca.

Nie bać się próbować! Serio – wiele osób myśli, że DIY to jakaś czarna magia, a tymczasem wystarczy odrobina chęci i kilka podstawowych składników. Na początek warto sięgnąć po gotowe zestawy, np. z Ecoflores – mają wszystko, czego potrzebujesz, by stworzyć swoje kule do kąpieli, świecę sojową czy mydełko. Do każdego zestawu dołączona jest instrukcja. Ja zaczynałam właśnie tak. Z czasem sama zaczęłam eksperymentować i tworzyć własne receptury.
Materiał zewnętrzny
Komentarze