Nie oznacza to jednak, że stwierdziła, iż Draco był po prostu zły. A już na pewno, że był zły, dlatego że był zły, jak widzą go niektórzy. Wyjaśnień i teorii jest wiele, co utwierdza mnie w przekonaniu, że to jeden z lepiej napisanych czarnych bohaterów. Nie jest bowiem jednoznaczny, widać w nim przyczynowo-skutkowość wychowania i otoczenia, więc cieszę się, że ktoś zdecydował się to wszystko uporządkować i opisać. Stąd po książkę sięgnęłam natychmiast po premierze.
Wydawca stwierdza, że jest to pierwsza książka w mugolskim świecie, która odsłania prawdziwe oblicze Dracona Malfoya. To opowieść o dorastaniu w świecie, w którym granica między dobrem a złem nie zawsze jest wyraźna.
Książka wygląda pięknie: elegancko, iście ślizgońsko. Odpowiednio dobrana kolorystyka i nieprzesadzone zdobienia wpisały się w mój gust. Zobaczywszy zapowiedź książki, pomyślałam, że jest o Draconie, lecz gdy przeczytałam opis, uznałam, że myliłam się, a ta istotnie traktuje o całym rodzie. Rodzie, nie rodzinie, a więc może nawet parę pokoleń wstecz. Pewnie więc autor prześledził ogrom tekstów Jo, które latami publikowała w internecie? Otóż trochę tak, ale niezupełnie. Irvin Khaytman skupił się głównie na Draconie i jego rodzicach.
Książka została podzielona na rozdziały odpowiadające każdej kolejnej części serii o Harrym Potterze. Taki podział jest klarowny. Dzięki temu publikację odebrałam jako bardzo uporządkowaną, a chyba taki cel miał autor. Udało mu się to znakomicie.
Khaytman cytuje i szczegółowo analizuje, co zostało napisane w książkach Rowling. To bardzo potrzebne, skoro fandom tak się rozrósł. Obecnie wiele osób wiedzę czerpie z filmów i przez to zaciera się, co jest domysłami fanów, fanfiction, co interpretacją reżyserów, a co naprawdę zostało napisane.
Sama książki czytałam wiele razy i często do nich wracam, więc po prostu przelatywałam cytaty wzrokiem. Ułatwił mi to fakt wyróżnienia ich na zielono. Stąd nawet osoby świetnie znające książki Rowling, raczej nie będą miały nużącego poczucia, że czytają to, co znają.
Wnioski autora oraz zestawianie ich z rozmaitymi publikacjami wydały mi się napisane bardzo zgrabnie. Przytaczając teksty czy teorie, umiejętnie je streszczał, a także podawał źródła, tworząc porządną bibliografię. Pod większością domysłów i wniosków Khaytmana mogłabym się podpisać. Na pochwałę zasługują przede wszystkim spójna argumentacja i logiczny tok rozumowania. Za tę wnikliwość autor ma u mnie ogromnego plusa.
Kolejnym atutem publikacji jest lekki, nieco koleżeński, ale wciąż ładny i daleki od potocznego język. W paru momentach nawet się uśmiechnęłam. Nie można więc odmówić autorowi poczucia humoru, a jednocześnie wyczucia i smaku, by nie wciskać komizmu tam, gdzie nie ma dla niego miejsca.
Khaytman nie próbuje oczywiście usprawiedliwiać wszystkiego, co robią Malfoyowie. I dobrze. Znacznie ciekawsze jest bowiem pokazanie, że ludzie mogą jednocześnie podejmować złe decyzje i nie być jednowymiarowymi potworami. Za uprzedzeniami mogą stać lata wychowania, za pychą strach, a za lojalnością wobec niewłaściwej strony przekonanie, że wycofanie się nie jest już możliwe. Autor przypomina, jak wiele tematów Jo ukryła pod płaszczem opowieści o młodym czarodzieju oraz to, że to również historia o klasowych podziałach, uprzedzeniach, dziedziczeniu poglądów i konsekwencjach tego, w jakiej rodzinie przychodzi nam dorastać.
Irvin Khaytman pokazał, że historia Malfoyów kryje znacznie więcej odcieni szarości, niż mogłoby się wydawać i zrobił to w bardzo łatwy w odbiorze, przyjemny sposób. Po lekturze książki można lepiej zrozumieć, dlaczego Malfoyowie są tacy, jacy są lub – jak w moim przypadku – znaleźć potwierdzenie, że nie tylko ja patrzę w dany sposób na tych antagonistów Pottera. Szczerze polecam wszystkim fanom Harry’ego Pottera: zarówno zagorzałym fanom, jak i osobom, które znają serię słabiej. Miłośnicy negatywnych bohaterów w literaturze również powinni być usatysfakcjonowani.
Kinga Żukowska
Irvin Khaytman, „Malfoy. Historia najmroczniejszej rodziny czarodziejów”, Znak Literanova, 2026.
Komentarze