Wszystkie znacie tego samca! On jest Brytyjczykiem. Żaden tam ciamciaramcia. Do tego ma gust. Naprawdę! Gustowny garnitur, gustowne auto... A wdzięk? No, jego wdzięk to magnes na baby! Faceci go kochają, bo kochają go kobiety. To takie ucieleśnienie ideału faceta dla obydwu płci, bo panowie chcą być nim, a panie być z nim. Pewność mam w połowie, bo temu ostatniemu głowy nie dam. Ale każdy pan, na pewno choć przez małą chwilę chciałby pobyć Dżejmsem. Taka prawda! Gość jest silny, odważny, na stanowisku, ma wiele fajnych zabawek (czyt. kobiet) i wiele fajnych przygód (czyt. z kobietami). To bardzo pasuje do szowinistycznej duszy mężczyzn. Atrakcyjne jest to, że Bond wstrząsa, a nie miesza. A gdyby tak jego wstrząsnąć? Gdyby to nie on zniewalał, a był zniewolony? Gdyby tak zrobić z niego pantoflarza? O matko! Co za kobieta mogłaby tego dokonać?!
Mówi się, że 007 to dżentelmen. Chyba nie bardzo. Co z niego za dżentelmen, jeśli po tylu emocjonujących wydarzeniach, po prostu porzuca płeć piękną, kiedy ta ma już nadzieję na spokojne życie przy boku przystojnego agenta. O nie drogie Panie! On nie rzuca pracy i nie wprowadza się z nią do domku przy lesie. Nie! Jego wzywa ojczyzna i kolejna misja. Tak... jasne! Niewiele jest gorszych rzeczy dla kobiety od porzucenia. A co można zrobić najgorszego takiemu typkowi jak Bond? Też zostawić? Otóż nie! Ustatkować go! Tak, by nawet o tym nie wiedział.
I oto ona - Jasmina Bond, kobieta silna. Jasmina szybko stała się Bond. To ona powiedziała mu, że ma się oświadczyć. On miał trochę wątpliwości, ale niedługo, bo Jasmina ma swoje środki perswazji. Ani to patelnia, ani wystrzałowa pieszczota. Po prostu sprawiła, że agent sam tego chciał. Głównie dlatego, że to ona chciała. Jak to się stało? Prosto! Jasmina zaczęła wmawiać Dżejmsowi, że to tylko facet. Bardzo męski! Ale tylko facet. Może i ma parę gadżetów, ale fura, ciuch, komóra to strasznie prymitywne na podryw. Emocjonujące życie, brak nudy - fajnie, ale tylko na krótką metę! Gdzie poczucie bezpieczeństwa? ?Owszem, masz klasę! Ale myślisz, że ja nie wiem, o co ci chodzi, jak tak na mnie patrzysz i stawiasz mi drinka?? Tak mu mówiła! Zadziałało! Poczuł respekt!
Co sobie wtedy pomyślał taki Bond? ?Nawiedzona feministka! Jak by się stąd teraz ulotnić?? Raczej nie! To bardziej pasowałoby do dwudziestolatka. Agentowi 007 nie przystoi uciekać. Poza tym pamiętajmy, że to już dojrzały facet. Formę trzyma dlatego, że w kółko te misje... Ale kryzys wieku średniego już jak najbardziej zaczyna doskwierać. Bond zatem nie kupuje sportowego auta, bo od zawsze je ma. Nie podrywa młodszych lasek, bo to robił ciągle. Jego kryzys przebiega w inną stronę. Niedługo czeka go wcześniejsza emerytura, musi więc zostawić coś po sobie. Zabrał tyle żyć. Może jakieś w końcu by dał? (Tu pragnę zaznaczyć, że liczba jego nieślubnych potomków nikomu nie jest znana). I spotyka taką Jasminę, co ciągle przekuwa ten nabrzmiały balon zwany jego ego. I nagle jakiś jeden receptor w mózgu Dżejmsa (Jasmina twierdzi, że jedyny dobrze działający) mówi mu, że ta kobieta to nowe wyzwanie. Olać wszystkie inne! To ta! Właśnie ta wychowa jego dzieci na rozsądnych ludzi! Wreszcie to on złapał bakcyla na babsztyla! Pierwszy punkt zemsty zrealizowany!
Czas na punkt drugi: podporządkowanie! Zwykle bywa tak, że to kobiety prawią Bondowi ?ochy? i ?achy?. On ciągle dosyć skąpo reaguje na te zaloty, utrzymując charakterystyczną i elegancką powagę. Teraz już nie! Teraz to ?Bądziowi? zależy, więc robi wszystko, by wybranka poczuła się doceniona. Wstaje rano, robi śniadanie. Podaje do łóżka. Sam zje wcześniej w kuchni. W wyrze by nakruszył, jeszcze Jasmina musiałaby posprzątać. Nie może być! Do pracy 007 jedzie na dziewiątą. Rodzinnym wanem. Astona Martina zabrała żona. Teraz James musi już myśleć perspektywicznie. Wraca o siedemnastej. W firmie powiedział, że albo o piątej ma fajrant albo odchodzi. Trzeba było sobie wychować pracodawcę. Ostatnio gonił nawet gościa z metalową szczęką, chyba jakiegoś rapera, ale wybiła godzina powrotu, więc mu zwiał. Przychodzi z kwiatami i zwykle z gotowym obiadem. Resztę dnia poświęca jej.
Jasmina nie musi robić nic. Większość czasu upływa jej na pogawędkach z żonami innych agentów i na korzystaniu z arystokratycznego stylu życia. Dżejms to przecież sir Dżejms. Poniedziałek: urodowe zabiegi. Wtorek: zakupy w Paryżu. Leci prywatnym samolotem. Środa: salony. Mąż ma wtedy lekcje śpiewu (Jasmina lubi kołysanki na dobranoc), więc jest wiele czasu na życie towarzyskie. Czwartek: Lektura poezji. Teraz można by napisać: ?Tak przynajmniej myśli Dżejms. Naprawdę Jasmina w wielkiej tajemnicy rozpracowuje meksykańską mafię, która chce dokonać zamachu na księcia Anglii.? Ale po co miałaby to wszystko robić? Astona już ma, to po co ryzykować? Lepiej siedzieć w fotelu i zgłębiać klasyków literatury. A jeszcze weekend! No to weekend można przeznaczyć na podróże.
Punkt trzeci zemsty (i ostatni!) to po prostu stwierdzenie: ?Jednak się rozmyśliłam!? Kobieta zmienną jest, a takiej kobiecie jak Jasmina do twarzy z humorami. I tutaj zachodzi sytuacja następująca. Jasmina bierze Dżejmsa na stronę. Pani Bond kontra Pan Bond w ekspresowym procesie rozwodowym. W uzasadnieniu pisze, że ten cały 007 to raczej tylko 00 (że straszna z niego c***). A 7 milionów funtów (50% dotychczasowego majątku agenta w służbie Brytanii) wędruje na konto, jak uznaje sąd, poszkodowanej. Co więcej, Jasmina decyduje się zatrzymać nazwisko. Trochę po to, by zawsze przypominać się swojemu eks, ale bardziej dla tego, że jest ładne.
Tak oto najbardziej rozpoznawalnego playboya, udało się pozbawić ?boya?, a także doszczętnie zniszczyć jego współczynnik ?play?. Pozostawiono mu tylko pamięć o uczuciach tych dam, które z nonszalancją porzucał. Niech ma za swoje!
Piotr Budrewicz
(piotr.budrewicz@dlalejdis.pl)
Komentarze