Na szczęście dla miłośniczek szybkiej opalenizny, w polskich salonach kosmetycznych pojawiło się nowe rozwiązanie – opalanie natryskowe.
Bez szkodliwych promieni UV, z zastosowaniem środków chemicznych, rzekomo bezpiecznych dla skóry (także skóry twarzy). Nie wysusza, nie boli, nie swędzi, nie jest problematyczne. Idealne rozwiązanie? Przyjrzyjmy się bliżej tej nowej metodzie opalania.
Samo nałożenia preparatu trwa około 15 – 30 minut (wraz z wysuszeniem). Kosmetyczka wybiera odcień opalenizny, który będzie najbardziej dopasowany do naszej karnacji, a następnie rozprowadza płyn na ciele za pomocą specjalnego rozpylacza (Airbrush). Opalenizna uzyskana zaraz po wyjściu z salonu nie będzie jednak tą ostateczną. Podczas mycia spłuczemy bowiem bronzer, zawarty w preparacie, który ułatwia jego równomierną aplikację. Jednak na prysznic trzeba będzie trochę zaczekać. Zalecane jest bowiem 6-7 godzinne odczekanie, aż zawarte w preparacie składniki zareagują ze skórą. W tym czasie (a także wybierając się na opalanie natryskowe) należy założyć luźne ubrania, najlepiej w ciemnym kolorze. Po pierwsze, istnieje wówczas mniejsze prawdopodobieństwo, że preparat wetrze się w tkaninę, a po drugie, z ciemnych rzeczy łatwiej sprać zabrudzenia, które ewentualnie może spowodować.
Ta metoda opalania, choć powszechnie chwalona, nie jest jednak pozbawiona wad. Wbrew zapewnieniom w salonach, opalenizna utrzymuje się znacznie krócej niż 2 tygodnie (z reguły brązową karnacją cieszyć się można ok. 4 dni, przy regularnych kąpielach). Mogą pojawić się także nierówności w kolorze skóry – szczególnie w miejscach, które w większym stopniu narażone są na potliwość, a więc w okolicach pach, zgięcia łokci i kolan czy na karku. Konieczne jest także dokładne nawilżanie całego ciała po każdej kąpieli, jak i unikanie basenów z chlorowaną wodą.
Kiedy więc warto skorzystać z opalania natryskowego? Zdecydowanie przed imprezą czy weselem, gdy na inne rozwiązania nie ma już czasu, a normalny kolor skóry bliższy jest śnieżnej bieli niż apetycznej czekoladzie. Uzyskana złocista opalenizna, choć nie zagości u nas na długo, może idealnie dopełnić wyszukaną kreację.
Opalenie tą metodą całego ciała to koszt rzędu około 100 złotych. I choć, jak na taką cenę efekt jest bardzo krótkotrwały, to jednak jego głównym atutem jest natychmiastowość. Nie trzeba przeczekiwać etapu zaróżowionej skóry (czy wręcz efektu „raczka”), a już tego samego wieczoru cieszyć się można opalenizną niczym z egzotycznych wakacji.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Komentarze