Nie przypuszczałam jednak, że nadejdzie era botoksowo - silikonowa, a wraz z nią twarz maska!
W dzisiejszych czasach chirurgia estetyczna często winna być nazywana oszpecającą. Botoksowe pseudo piękności oszpecają się na życzenie i jeszcze za to płacą. Trwa epidemia botoksowo - silikonowej choroby, którą wywołuje wirus zwany „pogoń za młodością”.
Od zawsze ludzie marzyli o zachowaniu młodości. Jednoznacznie wiąże się ona ze zdrowiem, sprawnością fizyczną i świeżością. Wszystko fajnie, oczywiście, że należy o siebie dbać. W tym celu powinniśmy się zdrowo odżywiać, ruszać na świeżym powietrzu, dbać o umysł i ćwiczyć go. Pielęgnować skórę poprzez używanie odpowiednich kremów, balsamów. Słowem, powinniśmy starzeć się z klasą. A co robimy? Faszerujemy nasze ciała botoksowo - silikonową mieszanką i ślepo wierzymy, że taka „mumifikacja” za życia pomoże nam zachować upragnioną młodość. Stajemy się powoli botoksowymi zombi, którym się zdaje, że wyglądają młodo i pięknie.
Tak naprawdę, to nie wiadomo, kto pierwszy rozsiał w naszym kraju wirus: ”pogoń za młodością”. Wirus pojawił się znienacka. Początkowo ujawnił się na twarzach ludzi mediów. Nagle staliśmy się świadkami cudownych odmłodzeń. Wiele aktorek i piosenkarek nazwijmy „wiekowych”, nagle pojawiało się publicznie z twarzą jak pupcia niemowlęcia. Wiele z nich eksponowało również swoje nad wyraz zmysłowo opuchnięte usta. Pytane, skąd taka zmiana, odpowiadały jednogłośnie: ”geny, mam dobre geny”, „to specjalna dieta. Od kiedy na nią przeszłam młodnieję w oczach”.
Co ciekawe, zmiany w wyglądzie zaczęły również dotykać panów. Zwłaszcza jeden przeszedł kuriozalną przemianę i zachodzi obawa, że jeżeli dalej będzie tak młodniał, to wróci do życia prenatalnego. Mowa tu o znanym prezenterze i showmanie Krzysztofie I., który obecnie wygląda jak Ken (towarzysz lalki Barbie). Pytany, czy ingerował kiedykolwiek w swoje „piękno”, kategorycznie zaprzecza. Wydał nawet książkę z serii: „Powiem wam, jak wyglądać młodo”, w której dzieli się z czytelnikami swoją wiedzą na temat zachowania młodości. Znajdziemy w niej wiele porad - bzdurek, rzekomo którym znany prezenter zawdzięcza fakt, że mimo ukończonych 40-tu lat wygląda jak nastolatek.
Wracając do wirusa: „pogoń za młodością”, jak to z wirusem bywa, ulega on mutacji, po której staje się jeszcze groźniejszy i bardziej oporny na leczenie. Obecnie nie „atakuje” już tylko twarzy, ale rozprzestrzenia się na pozostałe partie ciała. Spostrzegawczy zauważą, że biusty znanych pań, nagle z cytrynek, dojrzewają do dorodnych melonów. Niegdyś lekko tłustawe plecy, skrzętnie ukrywane pod zwojami materiału, obecnie „odmłodzone” prezentują się imponująco w wydekoltowanej sukni. Znani panowie w przeciągu chwili rzeźbią swój piwny brzuszek w apetyczny kaloryfer. Każdego dnia oglądając telewizję, czy przeglądając kolorową prasę, stajemy się świadkami „cudu odmłodzenia”.
Jak już wspominałam, wirus ten jest oporny na leczenie. Następstwa, jakie to rodzi, są widoczne gołym okiem. Wśród „odmłodzonych”, coraz częściej zauważyć można efekt napompowanej, czy też opuchniętej nienaturalnie twarzy. Pewna aktorka, udzielająca się w reklamach telewizyjnych- Joanna K, po etapie całkiem ładnego odmłodzenia (notabene wyglądała lepiej niż w młodości), obecnie przypomina oponkę, z której lada chwila uleci powietrze.
Warto pamiętać, że nafaszerowani silikonem, nie poddajemy się degradacji. Co po nas pozostanie? Kupa silikonowych śmieci. Straszna wizja.
Katarzyna Redmerska
(katarzyna.redmerska@dlalejdis.pl)
Komentarze