Spotykają się na budowie dwupiętrowej noclegowni dla bezdomnych. Gdy tylko wymieniają pierwsze spojrzenie, już wiemy, że bezdomni będą musieli poczekać trochę dłużej.
Dni zamieniają się w tygodnie, tygodnie w miesiące. Wspólnemu murowaniu, poziomowaniu, przepychaniu, malowaniu, instalowaniu i szkleniu nie ma końca. Jednak prawdziwa męska przyjaźń musi przegrać z bezlitosną inspekcją budowlaną. Problemy zaczynają się, gdy we dwóch, ramię w ramię, przygotowują wylewkę pięćdziesiątego piętra. Wówczas to wreszcie ktoś w urzędzie miasta orientuje się, że w tym wszystkim chyba najmniej chodzi o budowanie. Fundamenty ich burzliwego związku nie wytrzymują presji nadbudowy kulturowej.
Komentarze