W literaturze kryminalnej istnieją dzieła, które zamiast epatować brutalnością, zapraszają czytelnika do fascynującego, intelektualnego tańca. Do tego kanonu bez wątpienia należy klasyczna opowieść, która w wielkim stylu powraca na polski rynek wydawniczy. Ta pochodząca z czasów złotej ery gatunku opowieść udowadnia, że prawdziwa intryga detektywistyczna potrafi przetrwać próbę czasu. Zachwyca swoją symetryczną, niemal matematyczną konstrukcją i gęstą atmosferą, od której trudno się oderwać.
Akcja opowieści przenosi nas do Nowego Jorku z końca lat dwudziestych ubiegłego wieku. W domu szanowanego profesora fizyki dochodzi do zagadkowej zbrodni. Młody mężczyzna zostaje śmiertelnie ugodzony strzałą z łuku. Na pierwszy rzut oka zdarzenie to wydaje się absurdalnym wypadkiem lub dziełem szaleńca. Jednak gdy do śledztwa wkracza ikoniczny, błyskotliwy i ekscentryczny detektyw Philo Vance, szybko dostrzega w tej tragedii przerażającą regularność. Nazwiska ofiar, narzędzia zbrodni i pozostawiane ślady układają się bowiem w złowrogie odzwierciedlenie znanej, dziecięcej rymowanki. Każde kolejne morderstwo zdaje się podążać za tekstem starej pieśni, rzucając wyzwanie nowojorskiej policji.
Siłą tej powieści nie są zapierające dech w piersiach pościgi czy nagłe zwroty akcji, lecz czysty, niespieszny triumf ludzkiego umysłu. Autor rezygnuje z taniego efekciarstwa na rzecz głębokiej psychologii postaci, bogatej symboliki oraz żelaznej logiki. Philo Vance prowadzi śledztwo w sposób, który budzi skojarzenia z najlepszymi metodami Sherlocka Holmesa czy niezwykłą przenikliwością Agathy Christie. Nie szuka on jedynie fizycznych śladów. Detektyw stara się przede wszystkim zrozumieć estetykę i motywację mordercy, który reżyseruje makabryczny spektakl na kanwie niewinnego tekstu.
Autor stworzył fascynującą panoramę amerykańskiej elity intelektualnej tamtych lat. Powieść stawia przed nami pytania o granice ludzkiego geniuszu oraz o to, jak blisko wielkości leży szaleństwo. Każdy z bohaterów ma coś do ukrycia, a duszny klimat uniwersyteckiego kampusu potęguje uczucie osaczenia i nieustannego zagrożenia. Van Dine genialnie dawkuje napięcie. Sprawia, że wraz z głównym bohaterem analizujemy każdy krok, każdą hipotezę i każdą kolejną zwrotkę makabrycznego wiersza.
Język opowieści brzmi niezwykle płynnie i świeżo, mimo że jest wierny stylowi epoki. Przekład pozwala w pełni docenić literacki kunszt autora oraz jego zamiłowanie do detali. Lektura staje się przez to czystą przyjemnością zarówno dla zagorzałych miłośników retro kryminałów, jak i dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z klasyką gatunku.
Milena Marek
S. S. Van Dine, „Piosenka śmierci”, Wydawnictwo MG, Kraków, 2026.
Komentarze