W mediach społecznościowych pojawiają się coraz bardziej alarmujące nagłówki: "Prąd drastycznie w górę", "zapłacimy kilkaset złotych więcej", "rachunki wzrosną nawet o 19 proc.".
Tym razem informacje nie są całkowicie wyssane z palca. Za liczbami stoją analizy Biura Maklerskiego Pekao oraz aktualna sytuacja na hurtowym rynku energii.
Jest jednak jedno bardzo ważne zastrzeżenie: 19-procentowa podwyżka nie została jeszcze zatwierdzona, a co więcej, nie oznacza ona automatycznie wzrostu całego rachunku za prąd o 19 proc.
Obecnie, w 2026 roku, średnia cena energii elektrycznej w taryfach zatwierdzonych przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki dla gospodarstw domowych wynosi 495,16 zł za MWh.
Jest nawet nieznacznie niższa od ceny maksymalnej obowiązującej wcześniej w ramach mechanizmu mrożenia cen.
Problem może pojawić się w 2027 roku.
Według analityków Biura Maklerskiego Pekao cena energii w taryfie dla gospodarstw domowych może wzrosnąć do około 590 zł/MWh.
Oznaczałoby to podwyżkę ceny samej energii o około 19 proc. w stosunku do obecnego poziomu.
Jednym z najważniejszych powodów są ceny gazu.
Gaz ziemny jest wykorzystywany do produkcji energii elektrycznej, a jego cena ma duże znaczenie dla całego europejskiego rynku energii.
Analitycy Pekao wskazują, że ceny gazu są obecnie ponad dwukrotnie wyższe niż rok wcześniej. Jednocześnie drożeją kontrakty na energię z dostawą w 2027 roku.
Kontrakty na przyszły rok przekroczyły już 550 zł/MWh, co oznacza wzrost o około 28 proc. rok do roku. Średni koszt zakupu energii przez sprzedawców może natomiast wynieść około 490 zł/MWh.
Sprzedawca musi do tego doliczyć między innymi własne koszty oraz marżę.
Stąd prognoza taryfy zbliżającej się do 590-600 zł/MWh.
Tu pojawia się liczba, która błyskawicznie trafiła do mediów społecznościowych.
Według kalkulacji BM Pekao przeciętne gospodarstwo domowe korzystające z taryfy G11 i zużywające około 2 MWh energii rocznie mogłoby w 2027 roku zapłacić:
To już kwota zauważalna dla domowego budżetu.
Jednocześnie jest znacznie mniej dramatyczna niż może sugerować hasło o "19-procentowym wzroście rachunków".
To jedno z najważniejszych sprostowań.
Rachunek za prąd składa się z dwóch dużych części:
Prognozowany wzrost o 19 proc. dotyczy ceny samej energii, a nie całej faktury.
Jeśli roczny rachunek zwiększyłby się z 2466 do 2742 zł, oznaczałoby to wzrost całkowitego kosztu o około 11 proc., a nie 19 proc.
Ostateczna zmiana będzie zależała również od taryf dystrybucyjnych i innych opłat obowiązujących w 2027 roku.
Dobrym przykładem pokazującym, jak skomplikowane są rachunki za energię, jest obecny rok.
Od początku 2026 roku średnia cena samej energii spadła do 495,16 zł/MWh.
Jednocześnie taryfy dystrybucyjne wzrosły średnio o 9,36 proc., a po uwzględnieniu dodatkowych opłat wzrost wyniósł około 7,6 proc.
W rezultacie typowe gospodarstwo korzystające z taryfy G11 i zużywające 1,8 MWh rocznie płaci w 2026 roku średnio około 3 proc. więcej miesięcznie, mimo że sama energia potaniała.
To pokazuje, dlaczego informacje o cenach za MWh nie zawsze przekładają się wprost na wysokość końcowej faktury.
W 2026 roku znacząco wzrosła również opłata mocowa.
Jej wysokość dla gospodarstw domowych zależy od rocznego zużycia energii.
Obecnie wynosi miesięcznie netto:
To kolejny przykład opłaty, która wpływa na końcową fakturę niezależnie od ceny samej energii.
Nie.
I to trzeba bardzo mocno podkreślić.
Nie ma obecnie zatwierdzonej taryfy na 2027 rok na poziomie 590 zł/MWh.
Jest to scenariusz analityków przygotowany na podstawie aktualnych cen gazu, kontraktów na energię i sytuacji na rynku hurtowym.
Prezes Urzędu Regulacji Energetyki Renata Mroczek jeszcze pod koniec sierpnia podkreślała, że za wcześnie jest na odpowiedzialne podawanie konkretnych cen na przyszły rok.
Zwracała uwagę, że kontraktacja energii na potrzeby przyszłorocznych taryf odbywa się przede wszystkim w trzecim i czwartym kwartale, dlatego sytuacja może się jeszcze zmienić.
Czterej najwięksi sprzedawcy energii dla gospodarstw domowych, czyli PGE Obrót, Tauron Sprzedaż, Enea oraz Energa Obrót, przedstawiają regulatorowi swoje kalkulacje.
Prezes URE analizuje między innymi:
Dopiero później taryfa może zostać zatwierdzona.
Dlatego ceny, które rzeczywiście zobaczymy na rachunkach w 2027 roku, będą znane dopiero po zakończeniu procesu taryfowego.
Od 5 września 2026 roku obowiązuje nowe rozporządzenie dotyczące zasad kształtowania taryf i rozliczeń energii elektrycznej.
Jedną ze zmian jest możliwość pojawienia się opłaty abonamentowej również w taryfach dotyczących sprzedaży energii, czyli tam, gdzie wcześniej jej nie było.
Prezes URE wskazywała, że nowe zasady mogą oznaczać, iż od 2027 roku taryfa za sprzedaż energii będzie prezentowana jako cena energii plus odrębna opłata abonamentowa.
Na tym etapie nie oznacza to jednak, że znamy już jej wysokość ani ostateczny wpływ na przeciętny rachunek.
Tego również nie można obecnie wykluczyć.
W ostatnich latach państwo wielokrotnie ingerowało w rynek energii, wprowadzając ceny maksymalne, mrożenie stawek lub inne mechanizmy osłonowe.
Na dziś nie ma jednak decyzji, która gwarantowałaby podobne rozwiązanie na cały 2027 rok.
Dlatego analizy BM Pekao pokazują przede wszystkim, co mogłoby wydarzyć się przy obecnych warunkach rynkowych i bez dodatkowej interwencji państwa.
To możliwe, ale jeszcze nie przesądzone.
Przy scenariuszu przedstawionym przez Biuro Maklerskie Pekao typowe gospodarstwo zużywające 2 MWh rocznie rzeczywiście mogłoby zapłacić w 2027 roku około 276 zł więcej niż w roku obecnym.
Osoba zużywająca więcej energii odczułaby podwyżkę mocniej. Przy mniejszym zużyciu dodatkowy koszt byłby odpowiednio niższy.
Nieprawdziwe byłoby jednak stwierdzenie, że już zapadła decyzja o podwyżce rachunków o 19 proc.
19 proc. to prognozowany wzrost ceny samej energii. W analizowanym przypadku cały roczny rachunek wzrósłby o około 11 proc., czyli o 276 zł.
Wszystko będzie zależało od tego, jak zachowają się ceny gazu i energii na rynku hurtowym oraz jakie koszty przedstawią sprzedawcy we wnioskach taryfowych.
Jeszcze pod koniec sierpnia URE mówił o względnej stabilizacji rynku energii, choć zwracał uwagę na rosnące koszty ponoszone przez spółki energetyczne.
Sytuacja może więc zmieniać się bardzo szybko.
Internetowy komunikat "prąd drastycznie w górę, zapłacimy kilkaset złotych więcej" nie jest całkowicie fałszywy, ale przedstawia prognozę jako niemal pewny fakt.
Na dziś najbardziej precyzyjnie można powiedzieć:
jeśli obecne warunki rynkowe się utrzymają, cena energii dla gospodarstw domowych w 2027 roku może wzrosnąć z około 495 do około 590 zł/MWh. W wariancie analizowanym przez BM Pekao przeciętne gospodarstwo zapłaciłoby około 276 zł więcej w skali roku. Ostatecznych stawek jeszcze nie znamy.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze