Myślę o czekoladowych cukierkach. O paczce 550-gramowej torby cukierków, która – nieotwarta – zalega w jednej z kuchennych szuflad. Źle ją ulokowałam. Wśród zapasów kawy i herbatek, zwykłych i odchudzających. A przecież zerkam tam kilka razy dziennie…
Walka z wiatrakami
Gdy po niespełna dziesięciu minutach gorzkiego udręczenia, nerwowo wstaję z łóżka, moje ciało dopadają trzęsawki. Idę do kuchni, otwieram szufladę, chwytam za cukierki, niosę je do pokoju i kładę te diabły na szafę. Wszystko w nadziei, że może tym razem nie dam się ponieść szaleńczemu głodowi. Problem jednak w tym, że ten głód nie dochodzi z żołądka.
Uzależnienie
Kolejny raz okazuje się, że ze swoją silną wolą, to ja mogę… iść na odpustowy stragan i lizaki sprzedawać. Wychodzę zatem z założenia, że doktor Google prawdę mi powie i szukam pomocy w Internecie. I czytam, że: „silny pociąg do określonej substancji, połączony z bardzo silną reakcją psychiczną na jej brak, jest pierwszym krokiem do poważnych problemów”. Że: „wyjątkowa słabość do słodyczy to problem mający podłoże psychiczne”, a „najbardziej widocznym efektem uzależnienia od słodyczy jest oczywiście nadwaga”.
Szklanka wody
Czytam…, a im więcej się dowiaduję, tym większy wyrzut sumienia mną targa. I głupio mi. I ciężko. I dopada mnie coraz większa ochota na sernik. Wiedeński taki, czekoladą oblany. Nic tu po nim – myślę i wychylam dwie szklanki wody, po czym myję zęby, bo 22:00 dochodzi. I wszystko byłoby wspaniale, a pierwszy dzień cukrowej abstynencji zakończony sukcesem, gdyby nie to, że pierwsza w nocy, staje się dla mnie godziną „słodkiego lunatyzmu”.
Słodki lunatyzm
Budzę się i – na ćwierć przytomna – podążam w kierunku zmyszkowanej w szufladzie czekolady. Czasem jest to kilka łyżek czekoladowego kremu, innym razem ciastka, czy świąteczne ozdoby choinkowe w postaci cukierków. Nad ranem budzę się, a na stoliku, parapecie, łóżku… Ba! W łazience nawet ślady nocnych łowów – papierki i pazłotka.
Głodne ciało, głodna dusza
Kolejny dzień, kolejna porcja internetowych wiadomości. I czytam, że: „każde uzależnienie ma co najmniej dwa wymiary. Jeden: uzależnienie na poziomie biologii czy fizjologii; drugi – na poziomie psychiki. Jeśli organizm uzależnia się od jakiejś substancji i się ją odstawi, występuje zespół abstynencyjny. Wszystko jedno, czy dotyczy to alkoholu, narkotyków czy cukru. Organizm będzie reagował na brak pewnej substancji, do której się przyzwyczaił”.
„Tak mi źle, tak mi źle, tak mi szaro…”
I dociera do mnie, że za każdym razem, gdy sięgam po łakocia, robię to z zamiarem wprowadzenia się w stan błogości, rozluźnienia, ukojenia, tymczasowego spokoju, oderwania od rzeczywistości. Bo „tak mi źle, tak mi źle, tak mi szaro…” A problem rośnie. Wraz z czteroliterowym obwodem, co gorsza. Jestem bowiem na dobrej drodze do poważnego uzależnienia się od serotoniny, czyli związku chemicznego produkowanego w mózgu między innymi za sprawą cukru.
Dzień bez cukru, dniem straconym
Wydawałoby się, że problem ze słodyczami, a raczej: dotkliwa niemożność szczęśliwego funkcjonowania bez nich, nie jest problemem zgrabnych i powabnych. Przynajmniej do czasu. Tym jednak, którzy na pojawienie się brzusznej fałdki nie muszą długo czekać, nad głową zapala się czerwona lampka. Tym bardziej, jeśli dzień bez słodycza, jest dla nich dniem straconym.
„Rano, wieczór, we dnie, w nocy”
Słoczyczoholizm nie zna podziału na pory dnia. Chyba, że grające na zwłokę wyrzuty sumienia odzywają się tym później, im później chwytasz za łakocia. Jeśli jednak oprzeć się nie możesz, pamiętaj o tym, że jedzenie słodyczy rano lub wieczorem zwiększa chęć spożywania ich w ciągu dnia. Względnie bezpieczna godzina na małe co nieco, to 15-16. Tak, czy inaczej, batonika, pączka, lub garść czekoladowych cukierków zdecydowanie lepiej zastąpić owocami i miodem.
Zdrowy cukier
Cukier w nich zawarty trawi się inaczej, niż ten pochodzący ze słodyczy, soków w kartonach, czy jogurtów owocowych. Poza „zdrowym” cukrem, owoce pełne są błonnika, który spowalnia wchłanianie cukru. Skutkiem tego poziom glukozy we krwi utrzymuje się na względnie stałym poziomie, a dzikie łaknienie słodkiego nie daje o sobie znać.
„Najtrudniejszy pierwszy krok…”
Nie zmienia to jednak faktu, że w walce o linię, zdrowie i wolny od słodkich natręctw umysł, najgorsze są pierwsze dni. Kiedy ciśnie w dołku z niedocukrzenia, a myśli krążą wokół ciastek, słodkich bułek, cukierków i ciast obficie oblanych czekoladą. I te próby ratowania się suszonymi śliwkami czy chudym twarogiem z miodem i cynamonem… Po dwóch-trzech dniach gorzkiej abstynencji nastaje czas pokornego przyznania się przed samą sobą, że cukier to zło i wiele krzywdy dla brzucha potrafi wyrządzić.
Iga Zakrzewska
(redakcja@dlalejdis.pl)
Fot. Iga Zakrzewska
Komentarze