Śmierć oczyma pismaka

Recenzja książki „1974”.
Co najbardziej kręci korespondenta działu kryminalnego? Śmierć. Im bardziej okrutna, tym lepiej. Niewyjaśnione okoliczności, brak ciała, pruderia, powiązania z innymi niewyjaśnionymi sprawami.

Takich ludzi podnieca każdy temat, z którego da się wycisnąć sok do ostatniej kropli. Prośby rodziny, łzy, wspomnienia… ludzie kochają czytać o nieszczęściach innych. A korespondenci kryminalni uwielbiają zaspokajać żądze społeczeństwa.

Mogłoby się wydawać, że zaginięcie dziewczynki  to wszystko, czego potrzeba do szczęścia Eddiemu Dunfordowi. I tak też początkowo jest. Dziewczynka ginie w drodze ze szkoły do domu. Nikt nic nie widział, nikt nic nie wie. Edward jest zachwycony. Zrozpaczona rodzina błaga o pomoc i informacje, ciała nie ma. Wskutek niespodziewanych okoliczności dziennikarz traci temat. Nie poddaje się jednak, ponieważ w sprawie zniknięcia dziewczynki, coś mu zwyczajnie śmierdzi. Dzięki kilku, początkowo niepowiązanym zupełnie ze sobą wątkom, Edward odkrywa, że nic nie jest takie, jakim wydawało się na początku. W sprawę kilku niewyjaśnionych zaginięć wmieszani są ludzie bardzo wpływowi, którym nie podoba się to, że młody dziennikarz wsadza nos w nie swoje sprawy. Czy determinacja i siódmy zmysł pozwolą Edwadrowi doprowadzić sprawę do końca?

Kryminał, pod niezbyt ciekawym tytułem „1974”, którego autorem jest młody pisarz David Peace, choć powinien wciągać jak bagno, pozostawia niedosyt. Nie wiem, czy winą jest niedoszlifowany jeszcze styl pisarski, czy też to, jak autor stara się stylizować bohatera.  Jest on oschły, brutalny i nieprzyjemny, za wszelką cenę stara się nie wzbudzać sympatii czytelnika. Cała książka stylizowana jest na opowiadanie o ludzkiej bezduszności.

Czytelnik może zaznajomić się z prawami, którymi rządzi się świat dziennikarstwa. Wyzute z uczuć notatki prasowe, łapanie informacji jak ochłapów mięsa, walka o tematy, babranie się w archiwach w poszukiwaniu jednego, jedynego tropu, który mógł zostać przeoczony. Jeśli dodamy do tego polityczną rzeczywistość pełną korupcji i żądzę walki, powstanie scenariusz na idealną książkę. Niestety, przez zbytnie pragnienie stworzenia brutalnego świata, David Peace stworzył dość suchą powieść, której brakuje „tego czegoś”.

Jako, że „1974” będzie niedługo mieć kolejne części, pozostaje mieć nadzieję, że autor zmieni nieco podejście do języka, którym posługuje się w swojej książce.

Katarzyna Bereza
(katarzyna.bereza@dlalejdis.pl)

David Peace „1974”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat